wtorek, 31 marca 2009

Rzeczywistość 2

Nie ma letko. Znowu setki kilometrów. Wyracanie się i ogólny upadek morali w naszych szeregach. Poniżej fotka z Lublina:



Była to moja pierwsza, gorsza impreza w Chonabibe. Niestety lokalni hedoniści w poście nie imprezują, co bardzo odbiło się na frekwencji, co w porównaniu do poprzednich moich imprez Chonabibe odbiło się na klimacie imprezy. A odnośnie klimatów, to poniżej filmik z naszego (Mercedresu + ja) ostatniego koncertu w Tarnobrzegu. Klasyka. Balony, firanki, ciepła cola. Końcówka mocy z 87 made by LDM.

piątek, 27 marca 2009

Chonabibe!



Jak widać na załączonym obrazku jutro gram dyskę po koncercie Szejka i Jor Pupy. Szejk pali hajs, a Jor Pupa mruga czarnym oczkiem. Tak więc, jak żeś jest z Lublina to przyjdź że na impre, bo będzie gruuuube melo. Będzie Marek, co ostatnio wyjechał, ale wrócił. A jak będzie Marek to i będzie Krzysiek. Krzysiek ostatnio nie był w formie, bo mu ropnie takie pękające się w gardle zrobiły, ale już je podobno wyleczył. Więc uważajcie nastolatki... Ma też cała ekipa od Anki z roku wpaść. To są dopiero wariaty. He, He. No niezłe te wariaty z ekipy od Anki z roku są. He, He. Małolatki od Łysego z osiedla coś wspominały, że chcą się ostrzej zabawić ostatni raz przed maturą, więc będzie ogień. Tak więc do zobaczenia w Chonabine, Lublin. Zapowiada się, że będzie piekło...


Po chwili...
Patrząc na plakat wychodzi, że nie przypadające mi do gustu hasło imprezy to:
Szejk jor pupa DJ Trakmajster!

środa, 25 marca 2009

One to lubią...

Lub nie mają za bardzo wyboru. Gdyż za jednego banana będą mogły przeżyć kolejny dzień. Jednyne co muszą zrobić - odegrać małe rolę w teatrzyku ulicznym. W Polsce zatrudniają do smutnych W 11, na Jamajce natomiast, jak widać zatrudniają do przedstawień, gdzie wszyscy są uśmiechnięci. Patrząc na te utalentowane tancerki i tancerzy przez pryzmat ich koloru skóry i profilu źrenic, można ich trupę nazwać Brown Sugar.

Pierwszy filmik zaczyna się dość niewinnie, by po chwili uderzyć z pięknym monkey style. Ktoś nie za daleko zaszedł w ewolucji... Następnie widać jak ważną rolę w życiu tych małpo-ludzi odgrywa religia. Po tańcach wszyscy udają się nad wodę, gdzie każdy przechodzi chrzest (pamiętamy wydarzenia z nad rzeki Jordan...). Są też okolicznościowe gry i zabawy w stylu" "szlifuj mi cipke kołem", czy też "upoluj dziwke, jak na safari".



Z serii poznajmy inne kultury mamy dla Was drugi filmik. Tym razem dokumentaliści pokazali co czeka artystę (Elephant Man), gdy zechcę zaczerpnąć opinii o swojej twórczości wśród publicznośći. Tak zwane turbo czorty, co to połykają bez mrugnięcia, w solidnym wykoaniu prezentują how tu shake your cellulitis.



I uprzedzając negatywne komentarze...
Czy ten post jest rasistowski?
Tak
Czy jest szowinistyczny (nie wiem czy tak się to określa)?
Tak
Czy będzie takich więcej?
Mam nadzieje...


Filmy nadesłał Noriz, czym wychodzi na prowadzenie w klasyfikacji. Przeplach z Baile-GazProm-Funk jest drugi.

wtorek, 24 marca 2009

Feministki nie wiedzą co tracą

Każda kolejna scena to lepszy numer. Polecam "Czuje się taka skrępowana", "K.O. tyłkiem w pysk", "Bambole", "Kosz na śmieci moim kapeluszem jest". Podesłał Noriz.

niedziela, 22 marca 2009

Rzeczywistość

Jest kilkanaście minut po 7 rano w poniedziałek. Jeszcze kilkanaście godzin temu wielu z Was wlewając w siebie morze wódki, podczas podejrzanych idelogicznie imprez oddawało się bardzo hedonistycznym zabawom z nią, z nią i jej koleżanką, z nią, jej koleżanką i mamą koleżanki i tak dalej. Ale teraz znowu czas stać się księgowym, sprzedawcą, księdzem.
Czas dać odpocząć swoim zwierzęcym instynktom i ukrywać je przez kolejne pięć dni. Ognistą rudą zamienić na zimną czarną. Wilgotny róż na przygnębiający jarzeniowy. Śliski brąz na znudzony szary...

W pracy dja wyróżniam kilkanaście stanów świadomości, lub jej częściowego zaniku. W sobotę poznałem nowy znajdujący się gdzieś pomiędzy zdaniem sobie sprawy z nadchodzącej kac kupy w pociągu relacji Olsztyn - Kraków, a uświadomieniem sobie, że znowu się wiecej przepiło niż dostało za zagranie imprezy.

Tak więc po dwudniowym bardziej piciu niż spaniu, złym pomysłem jest prowadzenie samochodu na własną impreze. Nie picie na niej. I powrót nad ranem. Tu nie chodzi o kwestie bezpieczeństwa, bo to jest ten stan typu "za wcześnie by skończyć, za późno by zacząć", lub "za późno by skończyć, za wcześnie by zacząć". To znaczy, że nie potrzeba kawy, anetki, red bulla. Organizm ma tryb "do przodu" i jeżeli tylko się coś robi to nie ma opcji żeby zasnąć. Ten stan jest fajny na kacu. Po piciu. Jest śmiesznie. Tu głowa rozboli, tam się zwymiotuje, a każdy ma jakieś głupie pomysły. Na trzeźwo natomiast ten stan to konkretne pranie mózgu. Człowiek bardziej męczy się w powodu własnych myśli niż fizycznego zmęczenia.
Samo granie imprezy na trzeźwym kacu jest dużym wyzwaniem. Ty masz zjazd fazy, oni wszyscy dopiero wkraczają w strefę mocy. Przychodzą i mówią, pytają, męczą. Lepiej by na tym wyszli jakby pozwolili skoncentrować się na graniu, ale nie, oni muszą zadać pytanie:
- Masz coś skinheadowskiego?
- Nie
- A Dżem?
- ....
Jak nie przychodzą to jest w miarę ok. Podczas sobotniej imprezy w Kielcach były momenty, że miałem spokój i można było trochę poszaleć. Mam nowe breaki, które pozwalają bardzo ciekawie tuningować muzykę i podkręcać atmosferę. Ten sam set dramowy zagrałem dwa razy i chyba oprócz Mateusza z Chilloutu nikt się nie zorientował. A jeśli nawet to okazał to dosłownym wjazdem na parkiet. Te kilkadziesiąt minut drumów to były najlepsze momenty imprezy. Zaskakujące jest to, że dziewczyna, która przy klasycznych baltimorach pyta o Shakire, albo coś bardziej znanego bardzo dobrze się bawi przy Pendulum. To już staję się normą, że gdy gram to między 12-01 mocno podbijam tempo i jak do tej pory za każdym razem patent się sprawdził. A teraz też i Kielce bardzo miło zaskoczyły. W sumie to z imprezy na imprezę publiczność w Chilloucie coraz lepiej reaguje na moje wynalazki. 25 kwietnia jedziemy tam z Przeplachem robić małe warsztaty czufu czufu, później zagramy na 3 decki. Jak do zwykłych imprezowiczów dołączy lokalna sekcja breaka, która zawsze wspomaga Przeplacha to myślę, że są duże szansę na gruuuuuby melanż.

czwartek, 19 marca 2009

Konkursiwo

Na poniższym zdjęciu są: Krime, DMC, Deszczu, Celownik.



Pytanie brzmi:
- W jakim mieście zostało zrobione to zdjęcie?
- Na backstage'u jakiej imprezy? (nazwa nie musi być podana za dokładnie...)

I teraz najważniejsze, czyli nagroda.. Do wyboru są:


Jedne z ostanich egzemplarzy kaset Manewry Ciętegodźwięku lub mój mix-tape Bitaminka. Mix tejp jest okropny i zostawia ślady na psychice. Tak więc, jeżeli znasz odpowiedź, napisz ją oraz wybór nagrody w komentarzach. W niedziele wielkie rozwiązanie tego zapierającego dech w cycach konkursu.

poniedziałek, 16 marca 2009

Historia polskiego turntablismu _ BezKsywy _ 2004

Kolejna odsłona serialu kanału Discovery TurntableStory. Tym razem znalazłem płytke ze zgłoszeniem Dja BezKsywy. Tak więc zapraszamy do oglądania. Filmik z 2004 roku.

niedziela, 15 marca 2009

SYSTEM 2

Kolejny post z cyklu "SYSTEM, dzięki któremu kiedyś zajmą się mną w ośrodku wczasowym na ulicy Babińskiego..

Wyobraź sobie drogi czytelniku, że kiedyś budzisz się rano i okazuje się, że Warszawę dosłownie wypierdoliło w kosmos. Terroryści, fanatycy, Watykan, Frytka, nie ważne. Ktoś coś wysadził i Warszawy nie ma. Miliony ofiar, chaos i pewnie wojsko na ulicach. Nie ma rządu, prezydenta, nie ma niczego. Jak już wspomniałem pewnie władze przejmuje wtedy wojsko i zostaje wprowadzony jakiś nadstan wyjątkowy. Ale nie chodzi mi o instrumenty, służby czy struktury państwowe. Mnie interesuje prywatny biznes. Kraj musi jakoś funkcjonować. Po tygodniu, dwóch, czy miesiącu reszta Polski wraca do rytmu ośmiogodzinnego dnia pracy. I tu pojawia się problem. Wydaje mi się, że większość firm wchodzących w skład "Systemu", czyli banki, operatorzy sieci, operatorzy kart kredytowych, ubezpieczyciele i tak dalej mają swoje centrale w Warszawie. W mieście, którego nie ma. Dzięki temu kraj jest sparaliżowany. Nie możesz kupić benzyny na stacji Statoil, bo padł ich system sprzedaży, którego serce jest w Warszawie. Jeżeli nie masz gotówki to nigdzie nic nie kupisz, bo firma zarządzająca Twoją kartą kredytową wyparowała. I tak jest ze Wszystkim. I teraz przechodzimy do sedna sprawy. Ciekawy jestem, czy w właśnie takich korporacjach istnieje plan B. To jest procedura, dzięki której zarządzanie np. jakimś tam bankiem jest w stanie przejąć jego regionalny oddział w np. Bydgoszczy. Tzn. czy możliwe jest kontynuowanie działalności podmiotu bez jego serca/ mózgu, których rolę przejmują jednostki terenowe. O ile (mam taką nadzieje), jestem przekonany, że instytucje takie jak ABW wprowadzają takie procedury do np. Państwowej Straży Pożarnej, ZUS-u, czy innego Urzędu Lotnictwa. To obawiam, się że w razie większej katastrofy ekologicznej, wielkiej awarii sieci energetycznej w stolicy cały kraj zostanie sparaliżowany. Tak więc, jeżeli pracujesz na kierowniczym stanowisku w tego typu wielkiej firmie, która wpływa na sposób życia milionów Polaków, to rozważ opracowanie przeze mnie tego typu planów. Ogólnie to wszystko, spoko, trochę tylko do siebie mówię. Czasami krzyczę: "Gdzie jest kurwa Zbyszek?"



A teraz trochę z innej beczki... W tej Warszawie zginęło np. 3 miliony osób. Nikt nie ma ochoty na imprezy, nikt o nich nie myśli. Po trzech tygodniach Trakmajster zaczyna się ostro frustrować. Jego imprezy, na których zarabia na życie zostają od razu odwołane. Z jednej strony płacz, rozgoryczenie i lamet setek tysięcy osób w całej Polsce z powodu starty bliskich. Z drugiej, głodny Trakmajster i setka jemu podobnych djów. Czy mimo automatycznego wprowadzenia pewnie jakiejś rocznej żałoby, ich puste żołądki wymuszą organizację nieakceptowanych społecznie imprez? Czy nawet nie żądza zarobku, ale zwykła potrzeba zjedzenia jednego ciepłego posiłku w tygodniu sprawi, że podejmą decyzję bardzo wątpliwe moralnie i zaczną na siłę zaciągać smutnych ludzi na potańcówki?

wtorek, 10 marca 2009

EEEEEEE

Jedna z moich ulubionych chwil podczas grania to jest osiągnięcie takiego stanu świadomości, kiedy już nie trzeba grać a i tak jest zajebiście...
A tak na trochę poważniej. Moment, w którym publiczność reakcjami napędza dja, a te reakcje napędzane są muzyką, która gra dj. Do tego wyobraź sobie sytuację w której kładziesz igłę na rowek, automatycznie (wiesz mniej więcej o ile) dobierasz prędkość i igła wskakuje równo w bit i już na dzień dobry oba utwory są zmiksowane, może nie super dokładnie, ale na tyle, aby po drobnej korekcie pitha już ten miks grać. Od pierwszej chwili. To jest mniej więcej tak jak słuchasz jakiejś muzyki i naglę do tego przyłącza się jakiś niezależny dźwięk z zewnątrz, typu klakson, młot pneumatyczny czy dźwięk ostrzegawczy przy cofaniu.
W sobotę w Ministerstwie udało się zrobić hat-trick. Skończyłem grać i było zajebiście. Były chwilę, że publiczność bardzo pozytywnie reagowała na moje poczynania. I były zgrania, które same wychodziły.

W poniedziałek zostałem w trybie awaryjnym djem (etatowy dj nagle zachorował) podczas meczu finałowego play off hokeja na lodzie Cracovia vs Gks Tychy. O tym angażu dowiedziałem się trzy godziny przed meczem i już logistycznie nie dało się dograć, aby postawić djke z gramofonami. Dźwięki, power songi i inne takie zapodawałem z komputera podłączonego do dużej konsolety estradowej, nie bardzo wiedząc, czy coś słychać na hali czy nie. Moje pomieszczenie było odizolowane akustycznie od tafli. Trzeba uważać na doping, na momenty w których można coś puścić, a w których nie, na prowadzącego, na to aby nie zawieszać się na meczu i pamiętać, że tam się pracuje... i tak dalej. Ogólnie to ciekawe doświadczenie w opcji co robić na emeryturze. W ostatnich 30 sekundach strzeliliśmy 2 bramki, po czym wygraliśmy w karnych.

Nasz projekt Groove'n'bass został rozszerzony o dj school. W kwietniu wybieramy się do Chilloutu w Kielcach, gdzie w sobotę przed imprezą przez kilka godzin będziemy prowadzić z Przelpachem warsztaty. Druga tura odbędzie się na następny dzień tj. w niedziele.

piątek, 6 marca 2009

Ministerstwo rozpusty

Jeżeli w sobotę będziesz bawić w Krakowie to nie omieszkaj drogi czytelniku tudzież czytelniczko zajrzeć do wyszynku o ciekawej nazwie Ministerstwo. Zapraszam tam na niespotykane w ojczyźnie naszej tańce, na których hucznych swawoli nikt nie wzbrania, a nawet polewając ogniste napitki ku nim zachęca. Ja zaś wraz z moja kompaniją będziem tam chędożyć mieszczanki, dziewki z dalekiej prowincyji i szlachcianki, nawet te zaściankowe także.

Tak więc, z pierwszej selekcji płyt wychodzi, że muszę chyba jakieś trzy casey zabrać. Jak na razie nie mam pojęcia czy np. zacząć od groovowych breaków, czy może dancehallowych riddimów, a może od razu OGIEŃ i baltimory?

środa, 4 marca 2009

Kult

Ostatni raz Kazika słuchałem lat temu ileś tam w Tarnowie i w Nowym Sączu na plenerowych koncertach. Nadejszła więc chwila, aby po kilku latach przerwy sprawdzić co u niego słychać...
Tak więc wybraliśmy się do krakowskiego klubu Studio na koncert Kultu. Oprócz nas byli tam wszyscy... Byli spod znaku "muzyka przeciw rasizmowi", w koszulkach "blood&honour", były emo, były dziewczyny co koty jedzą i kościoły palą, byli joł i elo, byli nijacy studenci, były irokezy, modne pseudo-irokezy i tak dalej...
Czy to wina akustyki śmierdzącego klubu Studio, czy nagłośnienia nie wiem, ale Kazika nie rozumiałem i jego wokal brzmiał słabo. Ja tekstów nie znam, więc miałem problem, jednak dla jakiś 1200 osób to nie był żaden problem. Wszystko pięknie śpiewali, nucili i krzyczeli. A czym bardziej byli pijani, tym bardziej rozkręcała pod sceniczna machina pogo, która swym szalonym tańcem oddawała cześć Kazikowi. Muzycznie największe wrażenie zrobiła na mnie sekcja dęta, która miażdżyła system. Donośnie, z tzw. przytupem, bezpardonowo i do przodu. Coś takiego idealnie pasowałoby do dubstepów.
Ciekawym zjawiskiem jest panoszenie się kilkunastoletnich buntowników emo o twarzy i posturze żadkiej sraki, którzy otumanieni dwoma piwami są panami świata. To pokolenie, które żyje w wirtualnym świecie wypuszczone na wolność nie potrafi się kontrolować. Tak więc żygają to tu, to tam. Biegają, przewracają się, drą się i tak dalej. Nie jest to klasyczne upijane się jabolami znane ze szkoły średniej z lat 90tych. Teraz jest to turbo destrukcja dwoma piwami spowodowana szokiem, że oprócz tych wszystkich portali społecznościowych jest jeszcze normalny świat.
W ogóle dziwnie tak tam było, niby koncert, a w ubikacji tylko mocz czuć, nie ma tego charakterystycznego zapachu wydobywającego się z przysmolonej lufki, lub zamieniającej się w popiół bibułki.
Po twarzach i reakcjach zebranych w miare normalnych ludzi widziałem, że koncert się bardzo podobał. Mi w sumie tylko trochę. Ten słabo słyszalny śpiew Kazika mnie wkurzył.
Polecam każdemu raz na jakiś czas "zaliczenie" wydarzenia muzycznego z innej bajki, pozwala to patrzeć szerzej, rozwija i utwierdza w przekonaniu, że i tak jest się najlepszym...
Aaaa i nie zauważyłem, żadnego reportera z portalu typu "byłem, tam i na mnie patrzcie", czyli jednak ludzie potrafią chodzić i bawić się na imprezach ze względu na muzykę, a nie swoje zdjęcia publikowane w sieci.

wtorek, 3 marca 2009

A-Trak "Infinity +1"



Atrak uruchomił witrynę dotyczącą jego najnowszego wydawnictwa "Infinity +1". Płyta pojawi się w Itunes 17 marca, a w sklepach 31. Tzn. w sklepach w Stanach... Strona o której piszę powyżej ma codziennie prezentować coś ciekawego co dotyczy wydawnictwa. Tak więc mamy do ściągnięcia coś w rodzaju promomiksu, jest filmik i zaczynają się pojawiać utwory/remixy, które można ściągnąć.

niedziela, 1 marca 2009

Gdzie jest Zbyszek?

Krakowski klub Qushi zgromadził wczoraj, tj. w sobotę całą śmietankę próżnego światka. Tego typu imprezy powinni robić tam częściej. Mieli na prawdę fajny pomysł, żeby zaprosić tych wszystkich djów na jedna imprezę. Myślę, że nie tylko ja czekam na kolejną edycję. Chyba ta impreza to były kogoś urodziny, bo często sto lat przy barze śpiewano, a o 12 ktoś coś mówił do mikrofonu, że dziękuje i tak dalej, ale miał problemy z dykcją... Nikt go nie zrozumiał. Później także jakiegoś dja z djki wynieśli i na rękach nosili po sali, więc to na pewno były pewnie jego urodziny.

Falcon robi projekt z Epromem, będzie turntablism w tanecznym wydaniu.

To, że El Barto i Liam B robia fajne mashupy nie znaczy, że grają fajnie. O ile np. inne tego typu teamy z klawiatur przeszły na winyle to oni śwrują, że grają, a tak na prawdę trzy klawisze wciskają. Jestem za tym, aby ich bojkotować. I innych pseudo djów, którzy grają z komputerów także.

W Tarnobrzegu koncert z Mercedresu po prostu był. "Tarnobrzeg to Tarnobrzeg" (refren z utworu tarnobrzeskiego rapera) i nie ma sensu się za bardzo rozpisywać. Po prostu klasyka polskiego rapu. Byłem tam 8 lat temu i zapytałem się bufetowej o meduze z lornetą. Powiedziała, że nie ma śledzi. Przedwczoraj była ta sama bufetowa, i też nie było śledzi. Była ciepła wódka i cola w szklankach Społem.

I na koniec podstawowe pytanie: Gdzie jest kurwa Zbyszek?

PS.

Pamiętacie matkę Tonego Soprano? Nie chciała pogrzebu, bo wiedziała, że nikt nie przyjdzie. Ludzie jej nienawidzili. Mnie też to czeka.