środa, 30 marca 2016

Marketing Dja - Trakmajster Vlog 1

   Chodzi o to, że nie mam kiedy pisać. Ale jako, że spędzam dużo czasu za kierownicą, aby dojechać i wrócić z imprez, to będę teraz nagrywał moje przemyślenia dot. branży. Proszę bardzo:


niedziela, 27 marca 2016

Świąteczna tradycja w mojej jednostce OSP

   W pierwszy dzień świąt zawsze mieliśmy taki zwyczaj, że cała nasza drużyna pożarnicza udawała się na tą polanę za kapliczką przy strumyku. A tam wszyscy w galowych mundurach składaliśmy sobie życzenia, pozdrawialiśmy nasze rodziny, które stały na wzgórzu po drugiej stronie rzeczki i zajadały święcone jajka. Następnie na znak dowódcy zastępy wydzwanialiśmy po prostytutkę z roksy. 
   Cała nasza jednostka ustawiała się w szpalerze, każdy w wyglancowanych oficerkach, każdy z błyszczącym hełmem i z nabrzmiałym chujem w ręce oczekiwał na przyjazd płatnej królewny.
Żony i dzieci dopingowały wykrzykując imiona swoich ojców i mężów tak aby oni wiedzieli, że mają w nich wsparcie i dadzą radę wzwód utrzymać do końca.
   Gdy wreszcie alfons przywoził główną atrakcję świątecznego poranka, skarbnik OSP szybko się z nim rozliczał, a następnie starszy ogniomistrz Waluś zdzierał z niej te łachmany z Zary i zamaszystym plaskaczem powalał sukę na ziemię. Stróżka krwi zaczynała się sączyć z jej łuku brwiowego i to był znak dla wszystkich strażaków, że mamy przystąpić do tego corocznego rytuału.
   Widzowie ze wzgórza piszczeli, krzyczeli i wspierali dzielnych mężczyzn na dole, którzy otaczali kurtyzanę i po kolei walili swoimi penisami w jej czoło, w jej szyje, w usta i uszy. Soczyste plaśnięcia zagłuszane były przez krzyki podekscytowanych dzieci, które wypatrywały dzielnie, który kutas znowu powali dziewczynę, który zarobi jej krzywdę, a który minie się z celem. Naczelnik OSP dyrygował orkiestrą, a równo o 12 w południe kościelny zaczął w bić w dzwony. To był znak dla klęczącej i słaniającej się córy Koryntu, aby rozdziawić usta niczym mały ptaszek czekający dżdżowniczkę. Wtedy cała jednostka dokonywała ostatecznego aktu gangbangu zalewając ją perłowym szczęściem, a brygadier Zakrzewski wchodził na dach Stara 244 i z armatki pokładowej lał strumieniem wody po biegających dzieciakach na wzgórzu.
   I to były piękne święta, każdy wiedział po co tu jest, a ta wspaniała dziewczyna z roksy miała 150 zł więcej i był jakiś sens tego wszystkiego, a nie takie komercyjne amerykańskie zwyczaje jak teraz to ma miejsce.