sobota, 30 stycznia 2010

Udachi - P-Funk Skank (Teaser)

piątek, 29 stycznia 2010

Wygibassy - wyprzedaż

Na Allegro pojawiła się wyprzedażowa partia moich mixcds - Wygibassów. Cena to tylko 10 zł + koszty przesyłki. Do każdej płyty dorzucone są bibułki OCB.

Światło dzienne ujrzał także mix Przeplacha. Jak tylko skończe go przesłuchiwać opiszę to dzieło w kilku słowach.

wtorek, 19 stycznia 2010

Fashion Time w Krakowie

Przypadkowo trafiłem dzisiaj do nowego krakowskiego klubu Fashion Time. Myślę, że nie jest to miejsce dla większości osób, które czytają te moje blogowe wypociny, ale na pewno warto zwrócić na nie uwagę. Jest to największy klub w obecnym okołorynkowym Krakowie. Znajduje się na Salwatorze na przeciwko kultowego Jubla. Pierwsze negatywne odczucie to irytacja w poszukiwaniu miejsca parkingowego, lokal nie ma swojego parkingu, a w okolicznych uliczkach ciężko coś namierzyć. A jest to ważna sprawa biorąc pod uwagę rozmiary lokalu. Sam lokal to zremixowane warsztaty poligraficzno-drukarskie w trzy niezależne sale, każda o wielkości i poziomie typu Taawa. Do tego dwie klatki schodowe, przejścia, półpiętra i tego typu Prozakowe labirynty. Widać rozmach, pomysł i staranność wsadzone w wykończenie, w sofy które są fachowymi wypoczynkami, w światła typu tuby, ledy i inne lasery. Jest bogato. Target klubu to chyba raczej młodzi karierowicze w przedziale 25-40 lat, dla których RMF to muzyczna wyrocznia. Tak więc mamy salę typowo housowo-dykotekową, jest sala black music z rnb i sala chyba z muzyką retro... Co ciekawe, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem to ceny np. piwa mogą bardzo wszystkich zaskoczyć i rynkowi na pewno zwrócą na to uwagę. Z relacji obsługi dowiedziałem się, że nagłośnienie miażdży jakością. Po pobierznym sprawdzeniu djek, stanowiska pracy dja to także kolejny plus klubu. W sumie to chciałbym tam kiedyś zagrać, chociażby po to żeby sprawdzić jak takie miejsce przyjmie się w Krakowie. Dla mnie ta inwestycja to bardzo ryzykowny i odważny ruch. Dwa lata ekipa ciężko pracowała, aby to stworzyć i ogromne pieniądze wsadzono w te ściany. Tak więc, jeżeli odniesie on sukces to kilku miejscom z Szewskiej obierze grubo ponad dwa tysiące klientów co weekend. A jeżeli Kraków się do niego nie przekona, to zapewne właściciel nie odpuści i zrobi tak, żeby Kraków się przekonał. CCC. Cena Czyni Cuda. Szkoda, że powstało kolejne miejsce, ale dalej nie mamy w Krakowie alternatywy dla śmierdzącego Studia i ciągle brakuje nam sali na 1500 osób z zapleczem scenicznym i gastronomicznym. W każdym bądź razie na pewno wybiorę się tam kiedyś na piwo i będę im trochę kibicować, za odwagę, że wreszcie ktoś zrobił coś innego niż kolejną norę rozpusty w zatęchłej piwnicy.

niedziela, 17 stycznia 2010

Zaju / Falcon - nowe miksy

Na pierwszy rzut Dj Zaju, który ma bardzo charakterystyczny, oryginalny i świetny flow skreczy.

: DjZaju Presents : Act 1: Bass-K-ikz : by djZaju

W drugim rzucie Falcon, którego mix bardziej przypadł mi do gustu.

City Tape vol.1 - Dj Falcon

Obydwa sety to minimiksy, mające raczej pokazać co dany dj gra obecnie. Szkoda, że nie poświęcą trochę więcej czasu i nie przygotują normalnie wydanego mixcd. Wiem, że zależy im na rozgłosie, żeby to miliony słuchaczy ściągało, żeby grać imprezy, że publiczność która słucha tego typu muzyki może nie być aż tak wierną publiką aby zakupić to na cd, bo w międzyczasie na innych blogach ukazało się już tysiąc pińcet miksów i ich już nie będą aktualne w momencie wydania, ale mimo to uważam, że warto. Bo o coś kurwa walczymy panowie.

piątek, 15 stycznia 2010

Gdzie Jest k***a Zbyszek?

To już jest trochę przeterminowane i żyje swoim bytem. Miały być profesjonalne bity i jeszcze lepsze nagrywki wokalu, ale poszło w świat i nikt już nie kontroluje teorii Zbyszka. Zabrał się za to m.in. Mentalcut, a ja mu w dowód wdzięczności zrobiłem przemądrego psikusa.. Zbyszek ma swoich ludzie w Krakowie, Kielcach, Rzeszowie, są także sygnały z innych miast, ale jeszcze tam się nie ogarneli do końca i cały czas mają dylemat: połykać czy wypluwać?
Jeżeli jesteś gotowy to zniż się do zbyszkowego poziomu i ssij:

ZSHARE

Gdzie jest Zbyszek vs Raziek mentalcut b by trakmajster

niedziela, 10 stycznia 2010

Skrecz Sesja w KRK - SZUKAM LOKALU

Zabieram się do zrobienia Skrecz Sesji w Krakowie. Plan jest. Sprzęt się znajdzie. Ludzie są. Szukam lokalu. Może Ty znasz miejsce, ktorę ma takie meble tzn. stoły / stoliki czy inne wynalazki, żeby uformować z nich instalacje w takim stylu:



Plan imprezy to niedzielne popołudnie. Kilka zestawów + jeden prowadzący do którego podepniemy Maca należącego do Przeplacha i z niego będziemy grać bity. Dobrze by było, aby lokal ten nie był centrum niedzielnych spotkań, gdyż chciałbym tam zgromadzić naszą publiczność, a nie przypadkowych studentów z Erasmusa, czy jak im tam. Ja niestety znam tylko McDonalda na Floriańskiej i KFC przy rondzie Ofiar Katynia, ale tam nie chcą skreczerów. Wiem, że stoły można prowizorycznie montować na tysiąc pińcet sposobów, jednak mi się aż tak angażować nie chce i nie będę niedzielnym mistrzem stolarstwa. Potrzebny więc lokal który ma na swoim wyposażeniu mobilne stoły o wysokości 1 metra. Jeżeli macie pomysły to proszę o pomoc.

piątek, 8 stycznia 2010

Jestem rasistom.....

Nudy... nudy... zima, śnieg, wioter. Nadszedł więc czas, aby wywołać jakieś kontrowersje, skandale i inne dyskusje. Otóż więc wyznaje nowoczesny rasizmo-XENOfobizm. Bez kapturów i odżieży utrzymanej w białej tonacji z logo KKK, bez zbytniej dozy nienawiści i przemocy. Po prostu naturalne, jakże chyba z tego powodu modne podejście do sprawy. Łopatologiczne podejście.

Czarni występują w okolicach równika.. Tak? Tak. Biali występują na północ od równika powyżej jakiegoś tam równoleżnika. Tak? Tak. Skośni są na wschodzie. Tak? Tak? A stepy akermańskie należą do wolnych ludzi. Tak? Tak. To po kiego oni się tu pchają, a my tam? Rozumiem, że biali chcą zaznać tropikalnych doznań cieplarnianych, ale nie wierze, że rdzeni mieszkańcy Afryki nagle wymyślili sobie, że w przepełnionych kontenerach przemierzą kilka tysięcy kilometrów, aby zajebać gdzieś w zimnej Szwecji łososia. Ni chuja. O ile nasza (białych) turystyka stymulowana jest warunkami pogodowo-krajobrazowymi to ich materialno-społecznościowymi. A dzieje się tak, bo ich świat został zgwałcony przez wartości które przyprowadził biały człowiek.

Od zawsze ludy migrowały za lepszymi warunkami. Przykładem tego niech będzie np. rumuńsko-bułgarsko-węgierskie wcięcie, jako pozostałość po najazdach tatarskich w słowiańskiej części Europy. Ale XX wiek stworzył zbyt wiele możliwości dla mieszania się ras, co wszystkim wyjdzie i już wychodzi na złe. Reżim jaki opanował tzw. blok wschodni miał bardzo duży plus w postaci szczelnych granic i ostrej polityki emigracyjnej. Dzięki temu, dzisiaj Polska oprócz Warszawy nie ma problemów z mniejszościami z ich nawykami, które burzą przyzwyczajenia i nawyki kulturalne lokalnej społeczności. Ale już z 400 km od Warszawy budzimy się w niemieckim miasteczku, gdzie prawdziwą władzę, czyli władzę na ulicy stanowi mniejszość turecka. I jestem przekonany, że większość Niemców nie czuje się z tym za dobrze. To samo dotyczy Wysp i polskiej inwazji. Chociaż Brytyjczycy już kilkadziesiąt lat temu wydali na siebie wyrok i ich kosmopolityczno-imperialistyczne podejście skończy się kiedyś wielką awanturą, dla której wzorcem będą zamieszki na przedmieściach francuskiej Marsylii.

Uważam, że to jest chore, że ludzie stojący na czele instytucji zarządzających Światem (Rady Europy, ONZ...) z jednej strony dążą do globalizacji, demokracji i standaryzacji życia na Świecie. A z drugiej wspierają np. promocję lokalnego oscypka, który oprócz burżuazyjnej Almy nie ma szans na przebicie w międzynarodowych sieciach typu Tesco czy inny Real.

Uważam, że w interesie każdego narodu, państwa, czy to będzie Polska, czy Litwa, czy Egipt jest twarda i zdecydowana polityka migracyjna. Tylko wtedy każda społeczność będzie miała szansę na zachowanie swojej kultury, czyli tożsamości. A jeżeli biały człowiek nie pokaże jej złego świata dudków to także ta społeczność będzie miała szansę na przetrwanie bez materialnych rozterek. Ludzie na całym świecie radzili sobie bez szkół, bez prądu, bez bieżącej wody i jestem przekonany o tym, że gdy nie pokaże im się pewnych, wygodnych dla nas rozwiązań, dalej sobie poradzą. Jeżeli nie pokażemy jakimś plamionom afrykańskim Kałasznikowa to nie wyrżną sąsiednich wiosek, a dzidami nie będzie im się chciało.

Wkurwia mnie postawa wielu osób. Znajdziecie to na blogach podróżników. Którzy jeżdżą po świecie w oczekiwaniu, że zintegrują się z lokalną społecznością i razem umocnią nić międzykontynentalnej jedności. Życzę im, aby ich wyruchali i zostawili w buszu. jako rasa, której podstępem i wyrafinowaniem się udało osiągnąć pewien progres technologiczny powinniśmy tym bardziej uszanować to, że gdzieś w tropikach żyje rodzina, która sama dla siebie jest wartością, która pierdoli, bo nie wie i nie potrzebuje Internetu, szczepionek i dolarów. Dopiero jak biały człowiek przyjdzie i pokaże to wtedy się zacznie. A biały człowiek obudzi się w swoim domku na przedmieściach otoczony ciemnymi postaciami krzyczącymi jeść, bo sobie nie potrafia poradzić w świecie białych.

To samo rozumowanie dotyczy Afganistanu. Niestety nasi rodacy tam giną. Ale giną dlatego, że ktoś zamiast zająć się np. deficytem czy ochroną zdrowia upatrzył sobie cel w rządzeniu światem, a my jako jego sojusznik jesteśmy ślepi i głupi pośród skał Hindukuszu.

Tak więc po krótce i wielowątkowo przedstawiłem mój rasizm. Pewnie znajdzie się wielu przeciwników. Ale mam swoje dowody i prawdy. Rozmawiałem z młodym chłopakiem z RPA, ktory mówił, że nie znajdzie tam pracy, bo po latach gnębienia teraz parytet jest taki, że najpierw praca dla czarnego, a później białego. Byłem wielokrotnie we Frankfurcie i przekonałem się, że Niemcy żyją pod presją strachu i miastem rządzą małolaci o tureckich korzeniach. Wiem z relacji, rodziny, znajomych, że w pewnych regionach i dziedzinach życia Wyspy zostały przejęte przez kolonialnych i "szengenowców". Czytam o tym co się dzieje we Francji, czy np. we włoskiej Kalabrii, gdzie imigranci z Afryki walczą o lepsze traktowanie z lokalną ludnością, czyli mafią.

I nie przekonają mnie opowiadania artystów, czy raczej bywalców o tym, że są obywatelami świata. Niech sobie będą. Ale prawda jest taka, że tak nas natura porozkładała po świecie, że sztuczne tego mieszanie spowoduje więcej bólu niż radości.

środa, 6 stycznia 2010

Cyklicznie w Ministerstwie

Kilka razy miałem podobne propozycje, ale po mojej pierwszej przygodzie z cyklicznym, co tygodniowym graniem w Ministerstwie (kilka lat temu, patologizne poniedzialki...) odpusciłem status rezydenta i regularnie odmawiałem grania. Teraz jednak bogatszy o wiele nowym winyli, grający o wiele więcej i różnorodnej ponownie podejmuje się stanąć do wyzwania Wizira. Do tego dochodzi plan okazyjnego wykorzystywania serato w które wyposażony jest ministerialny Rane 57. Tak więc jeżeli nie straszny Ci czwartkowy poranek zapraszam na ul. Szpitalną do Ministerstwa.

sobota, 2 stycznia 2010

Emergency DJ

Jako, że bookingów nie mam zbyt wiele, co jakiś czas sprawdzam się jako emergency dj. Nie dojechał, zachorował, wyruchali go na dworcu i nie może chodzić, wtedy jeden telefon i pojawiam się niczym grom z jasnego nieba. Ostatnio "miałem wezwanie" do Ministerstwa, a dzisiaj zagram na podobnej zasadzie w nowym krakowskim klubie Materia, który znajduje się na placu Szczepańskim w miejscu, gdzie kiedyś mieściło się gniazdo szatana czyli esencja krk narko atak - Rentgen. Obecnie klub Materia, nie zamieża kontynuować działalności w stylu RTG, a raczej być Ministerstwem pod drugiej stronie Rynku. W każdym bądź razie jeżeli ktokolwiek czyta tego bloga to zapraszam do Materii.

Poniżej dwie fotki ze świątecznej imprezy w Mielcu, gdzie jak to mam w zwyczaju raz na kilka miesięcy, za bardzo się rozpędziłem z przekazywaniem pozytywnej energii i zdobyłem nagrodę buraka. Na szczęście mi nic się nie stało, ale na nieszczęście dla kolegi, jego pójście w moje ślady upiększyło go o 4 szwy na głowie. Impreza to nasz kolejny występ z Przeplachem jako Groove'n'bass. Tym razem odbyliśmy dwie owocne próby i coraz lepiej się zgrywamy (sami z siebie).