poniedziałek, 19 grudnia 2016

DJ Trakmajster VLOG #7 17122016 Sababa Kraków


niedziela, 20 listopada 2016

DJ Trakmajster VLOG #5 18-19112016 Klub Shine / Underground Chełm

Przedstawiam piąty odcinek moje podróżniczego Vloga. Video zapis obejmuje dwa dni, pierwszy to impreza w klubie Shine w Rzeszowie, a drugi to melo na piątych urodzinach klubu Underground w Chełmie.


środa, 21 września 2016

Cietydzwiek TV #6 DJ Macu

Gdy wszyscy już myśleli, że dałem sobie spokój... Powstał nowy wywiad:


niedziela, 4 września 2016

Poradnik dla djów podróżujących pociągiem w związku z reorganizacją polskiej sceny kibicowskiej

   Każdy kto choć raz przejeżdżał w nocy przez Górny Śląsk pociągiem o godzinie 5 nad ranem i w Rudzie Śląskiej przywitał go na peronie chuligański komitet powitalny w oczekiwaniu na kibiców drużyny przeciwnej, musi troszeczkę orientować się w sprawach „za kim jesteś?” albowiem fakty są takie, że tymi pociągami podróżują nie tylko studenci, emeryci i dje…
   Więc nie wgłębiając się dlaczego i po co, ostatnimi czasy na polskiej scenie kibicowskiej doszło do kilku zaskakujących przetasowań w zakresie tzw. zgód, czyli układów przyjaźni wiążących zarówno na stopie towarzyskiej jak i handlowej sympatyków różnych drużyn. Otóż najnowszy konglomerat to tzw. WRWE, a więc połączone sił Wisły Kraków, Ruchu Chorzów, łódzkiego Widzewa i toruńskiej Elany. Jak widać, zakres geograficzny mają konkretny i co weekend podobnie jak my jeżdżą po Polsce, podobnie jak my w poszukiwaniu wrażeń tylko że oni trochę o wiele bardziej mocniejszych. W związku z tym, że mijamy się na trasach, stacjach, dworcach felieton ten jest więc jak najbardziej uzasadniony. Ale, hola, hola, pewnie powiesz. Bo pewnie z tematem, zgód, kos, wyjazdów i wjazdów po kasy nie raz się spotkałeś podróżując w towarzystwie jakiś kiboli to jednak musisz przyznać, że ta nowa koalicja jest o tyle sensacyjna, gdyż położyła kres innym zgodom, uważanym do tej pory, za wzór do naśladowania.
   Teraz skup się i rozkmiń mordo sytuację uważnie. Czekasz napierdolony na dworcu w Sopocie i chcesz wrócić tym o 4:37 ekspresem. Podchodzi do Ciebie dwóch, a jakże podchmielonych delikwentów i zagadują, a skąd to a dokąd. Biorąc pod uwagę, że stoisz na peronie w stronę Gdańska, możesz przypuszczać, że to fanatycy Lechii Gdańsk wybrali się na melo do Sopotu i wracają na Letnicę, w związku z tym, gdy na jaw wyjdzie, że wracasz do Krakowa, to do tej pory byłoby tak, że odśpiewacie jakąś piosenkę o Trzech Królach Wielkich Miast (nie musisz znać słów, wszystkie piosenki kibicowskie brzmią tak, że jak będziesz się darł to będzie git), oni powiedzą coś tam o braciach z Krakowa i sytuacja sama się rozwiąże. Ale, ale mamy 2016 rok i już nie jest tak jak kiedyś. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Teraz, gdy przypucujesz się do Krakowa, mogą posądzać Cię o kibicowanie Cracovii (masz przejebane), albo Wiśle, a Biała Gwiazda właśnie zerwała zgodę z Lechią i mamy problem. Najlepiej więc zrobić to, co dje robią zawsze, czyli, ja nie wiem, ja nie znam, jak dojść na dworzec? A jak już padnie ostateczne hasło do określenia się z kim jesteś, to zawsze krzycz „Żołnierze Wyklęci!” i "Śmierć wrogom Ojczyzny!"
   Podobnie jak w Gdańsku będzie we Wrocławiu, gdzie do tej pory poruszając się szlaczkiem po tzw. trójkącie bermudzkim, mogłeś bezpiecznie wychodzić z sytuacji mówiąc, że całe życie na Prądniku Białym biegałeś z wariatami. Ale teraz już lepiej tak nie mów. Natomiast takie tłumaczenie przejdzie na Widzewie, jak będziesz szedł na pociąg z McDonald’a. Tylko pytanie, czy lokalni hools już na tyle poznali topografię Krakowa, aby wyłapać, że Ty nie z tamtej, tylko z tej strony Błoń. Aha, odnośnie Łodzi, do tej pory jak jesteś z Rzeszowa, to w ŁDZ miałeś 50% szans na przeżycie na Piotrkowskiej w spotkaniu z bandą cichoszelestów. Teraz już nie ma zgody ŁKS z Resovią, więc co nie powiesz to i tak może być wpierdol w bramie. W Poznaniu bez zmiany rządzi Kolejorz, a w Bydgoszczy Zawisza. Górny Śląsk to ciągła walka kolacji KSG&GKS z Ruchem i do tego jeszcze jest tu kilka mocnych ekip, które czasami pomagają tym, czasami tamtym, czasami tylko na swoje konto. Ale nie przejmuj się tym tu i tak tego nie ogarniesz więc wszyscy razem: "Raz sierpem, raz młotem..."!
   Z takich jeszcze rad, to nie myl barw Korony Kielce z Jagiellonią Białystok. Nie śmiej się z Sosnowca, przy kibicach Legii. I zawsze podróżuj w odzieży takich marek jak Red is Bad, Extreme Hobby lub PitBull. I pamiętaj, że wszyscy jeździmy na reprę!

czwartek, 14 lipca 2016

Ciętydźwięk TV - DJ Fails / Błędy / Wpadki - Trakmajster Vlog 3

    Każdy wrzuca fotki i filmiki z imprez jakim to jest zajebistym djem, ale też każdemu zdarzają się błędy i wpadki. A mi przez kilkanaście lat trochę się tego nazbierało i o tym właśnie jest ten odcinek. Następny będzie o zgubnym w skutkach łączeniu djingu i alkoholu...


 

niedziela, 19 czerwca 2016

Relacje damsko-męskie - kolegi, byłego dja...

Kurde taka zagwozdka dotycząca relacji damsko-męskich. Otóż byliśmy dziś na grillu u znajomych no i dziewczyna kolegi, a są parą już kilka lat. Wiecie niby prosta droga do małżeństwa/rodziny etc. Ale oni ciągle na tych rowerach do Forum na leżaki i bardziej to już taki związek przechodzony, już nie ma tego zrywu sutków co na początku i niby jest im dobrze i nie ma co psuć, no nie ważne. No i jak wyciągałem kuraka z marynaty miodowo-czosnkowej to ona podeszła do kuchni i zaczyna gadkę czy to normalne, czy to z nią jest coś nie tak. Bo ogólnie układa im się dobrze. Realizują się. Wzajemnie motywują etc. Ale kłócą się o najgłupszą rzecz na świecie to znaczy ona nie chcę połykać... Wypiła trzy piwa, widzimy się raz na pół roku i ta mi przy kurczakach nawija o tym, że mój kolega (a kiedyś był djem i zjeździliśmy kawał kraju) osiąga punkt wrzenia nie przy samej ejakulacji tylko dopiero jak zobaczy, że ona połyka! A ona ma z tym problem, bo chociaż nie lubi to z "miłości" pozwala mu dojść w ustach, ale czy to bariera psychiczna, czy on za dużo zapiekanek z sosem czosnkowym z Okrąglaka na Kazku i flavour nie ten, ale ona nie połknie. Płacz, wymioty, konwulsję. Ja sobie myślę wtedy, że już pasuje iść z tym kurczakiem, bo lubię jak mięso odchodzi od kości (bo jeszcze nóżki miałem), a to chwilę trwa no i może lepiej najpierw dać szaszłyki, bo już głodny jestem. Więc mówię jej chcąc szybko wrzucić mięso na ruszt, że widziałem jak w Macu kiedyś jadła WieśMaca, co raczej potwierdza jej zdolność do przełykania perły bez mrugnięcia, ale ona że nie da rady i przez takie coś oddalają się od siebie. A ten jego fetysz w dodatku idzie w stronę takiej jakby dominacji mężczyzny nad kobietą. Chodzi o to, że połknięcie nie ma być np. potwierdzeniem, że partnerka tak kocha partnera, że chcę delektować się jego smakiem. Tylko bardziej to połknięcie to taki policzek wymierzony przez faceta kobiecie i brakuje jeszcze, żeby po wszystkim ją przekopał. O kurwa sobie myślę. Teraz to na prawdę może być problem nawet z szaszłykami. Węgla coraz mniej, cug jest. Temperatura idealna. Piwo już wkurwiło soki trawienne, do tego czeka fajna sałata z taką letnią salsą. A my tu Bravo pomóż. Jakoś dyplomatycznie mówię, że ja to się nie znam, ale powinniście pogadać, może udawaj jakoś, nie wiem. Ja prosty chłopak z Brzostku jestem. No i ona trochę tak w płacz i poszła do ubikacji. Przychodzi kolega i zaczyna gadkę. Pogodziłem się, że nic nie zjem. Ogarniam w telefonie numer na TelePizze... Więc leci z tematem, że kiedyś to było inaczej. Świat się zmienia i tak ni stąd ni zowąd, że nie dogadują się w łóżku. Ja sobie wtedy myślę "o kurwa, co ty nie powiesz...". I, że nie może z nią wytrzymać, bo go napierdala. E? Chodzi o to, że jak ona już dochodzi to zaczyna wyzywać go od cweli, od kurew. Paznokcie w klatę. Plaskacze. Hasła typu "Jeb mnie męska dziwko". Grubo... Grill już gaśnie, pakuje z powrotem mięso, pizza będzie za 20 minut. Więc on jakoś znosi te wszystkie jej werbalne fanaberie, ale żeby jakoś wyrównać rachunki poniżenia, każe jej karnie połykać spermę, co w sumie zaczęło mu się podobać... A Wy jak spędziliście niedzielne popołudnie?

poniedziałek, 13 czerwca 2016

69Beats tłumaczy...

Villa Tradycja - Białystok

Przytulny, mały hotel blisko centrum Białegostoku. Do rynku mamy maksymalnie 10 minut spacerkiem. A, że taksówki w tym mieście są super tanie to i tak za 20 złotych możemy dotrzeć wszędzie i jeszcze wrócić. 
Styl wykończenia raczej ciężki w odbiorze. Masywne zasłony, zdobienia ścian a la komnata dworku szlacheckiego. Są miejsca, gdzie widać już przetarcia i małe zniszczenia eksploatacyjne. Niemniej hotel sprawa wrażenie "bogatego" i jest klasę wyżej ponad standardowe sieciówki. 
Największe zaskoczenie to było śniadanie. Klasyczny szwedzki stół, a jednak wszystko było bardzo smaczne, różnorodne i komponowane w oryginalny sposób.
Co ważne w pobliżu hotelu jest basen, a obok basenu klub go-go. Czyli najważniejsze punkty na mapie turystycznej Białegostoku mamy wręcz w zasięgu wzroku przy wyjściu z obiektu :)








sobota, 21 maja 2016

Stare Kino Cinema Residence - Łódź

   Hotel Stare Kino Cinema Residence położony jest w centrum Łodzi, przy głównej ulicy Piotrkowskiej. Więc jest to super miejsce do wypadów, a w promieniu kilkudziesięciu metrów znajdują się wszystko to co alkoholik-turysta potrzebuje, czyli sklep monopolowy, Żabka, McDonald oraz Subway. 
   W tej samej bramie także zlokalizowana jest restauracja Otwarte Drzwi, co idealnie dopełnia to miejsce i w pełni zaspakaja kulinarne zachcianki.
   Sam hotel podzielony jest na dwie części, do każdej z nich prowadzi osobna klatka schodowa między którymi zlokalizowana jest hotelowa restauracja. Przy pierwszym wejściu znajduję się recepcja, oraz mała salka kinowa. Największym mankamentem Starego Kina jest brak wind, co przy mieszkaniu na trzecim piętrze i ciężkich bagażach może zepsuć pierwsze wrażenie. 
   Cały hotel przepełniony jest rekwizytami i stylizacjami nawiązującymi do kultowych filmów. Przez to można odebrać go, jako trochę retro. Ale nie jest to Ludwik XIV, a bardziej lata 60-te. Każdy pokój to osobny film i całe wykończenie odpowiada klimatowi z filmu, a jedną ze ścian w pokoju przykrywa fototapeta ze sceną z danego obrazu. 
   Bardzo dużym plusem tego miejsca są aneksy kuchenne w pokojach. Oprócz zlewu i płyty indukcyjnej są także lodówka, czy ekspres do kawy. Pokoje z oddzielnymi łóżkami są przestronniejsze, natomiast z łóżkami podwójnymi mniejsze, ale przytulne i wygodne. Łazienki wykonane są estetycznie i z ciekawymi aranżacjami. Zawsze czekają czyste ręczniki i komplet kosmetyków. 

   Hotel polecam każdemu, kto chce zostać w Łodzi w nieszablonowym miejscu ulokowanym w samym centrum miasta. Przy rezerwacji noclegu, polecam zarezerwować także parking, gdyż liczba miejsc jest ograniczona.














wtorek, 12 kwietnia 2016

Ciętydźwięk TV - Imprezy Korporacyjne - Trakmajster Vlog 2

Firmówki to ciężki kawałek chleba. Z jednej strony odskocznia od brudnego klubowego życia, z drugiej jednak smak tych małych kanapeczek z darmowego cateringu, często psuty jest przez dziwne pomysły pijanych prezesów. Jak sobie z tym radzić? Polecam moje wideo poniżej:

środa, 30 marca 2016

Marketing Dja - Trakmajster Vlog 1

   Chodzi o to, że nie mam kiedy pisać. Ale jako, że spędzam dużo czasu za kierownicą, aby dojechać i wrócić z imprez, to będę teraz nagrywał moje przemyślenia dot. branży. Proszę bardzo:


niedziela, 27 marca 2016

Świąteczna tradycja w mojej jednostce OSP

   W pierwszy dzień świąt zawsze mieliśmy taki zwyczaj, że cała nasza drużyna pożarnicza udawała się na tą polanę za kapliczką przy strumyku. A tam wszyscy w galowych mundurach składaliśmy sobie życzenia, pozdrawialiśmy nasze rodziny, które stały na wzgórzu po drugiej stronie rzeczki i zajadały święcone jajka. Następnie na znak dowódcy zastępy wydzwanialiśmy po prostytutkę z roksy. 
   Cała nasza jednostka ustawiała się w szpalerze, każdy w wyglancowanych oficerkach, każdy z błyszczącym hełmem i z nabrzmiałym chujem w ręce oczekiwał na przyjazd płatnej królewny.
Żony i dzieci dopingowały wykrzykując imiona swoich ojców i mężów tak aby oni wiedzieli, że mają w nich wsparcie i dadzą radę wzwód utrzymać do końca.
   Gdy wreszcie alfons przywoził główną atrakcję świątecznego poranka, skarbnik OSP szybko się z nim rozliczał, a następnie starszy ogniomistrz Waluś zdzierał z niej te łachmany z Zary i zamaszystym plaskaczem powalał sukę na ziemię. Stróżka krwi zaczynała się sączyć z jej łuku brwiowego i to był znak dla wszystkich strażaków, że mamy przystąpić do tego corocznego rytuału.
   Widzowie ze wzgórza piszczeli, krzyczeli i wspierali dzielnych mężczyzn na dole, którzy otaczali kurtyzanę i po kolei walili swoimi penisami w jej czoło, w jej szyje, w usta i uszy. Soczyste plaśnięcia zagłuszane były przez krzyki podekscytowanych dzieci, które wypatrywały dzielnie, który kutas znowu powali dziewczynę, który zarobi jej krzywdę, a który minie się z celem. Naczelnik OSP dyrygował orkiestrą, a równo o 12 w południe kościelny zaczął w bić w dzwony. To był znak dla klęczącej i słaniającej się córy Koryntu, aby rozdziawić usta niczym mały ptaszek czekający dżdżowniczkę. Wtedy cała jednostka dokonywała ostatecznego aktu gangbangu zalewając ją perłowym szczęściem, a brygadier Zakrzewski wchodził na dach Stara 244 i z armatki pokładowej lał strumieniem wody po biegających dzieciakach na wzgórzu.
   I to były piękne święta, każdy wiedział po co tu jest, a ta wspaniała dziewczyna z roksy miała 150 zł więcej i był jakiś sens tego wszystkiego, a nie takie komercyjne amerykańskie zwyczaje jak teraz to ma miejsce.

poniedziałek, 1 lutego 2016

Kwestia zaniżanych stawek

    Regularnie wraca do mnie temat djów zaniżających stawki. Jest duże prawdopodobieństwo, że już na ten temat wyrzeźbiłem jakiś elaborat, ale jako, że ostatnimi dniami w kilku miejscach ponownie wdałem w dyskusję, to pozwolę sobie przedstawić tu mój punkt widzenia.
    Po pierwsze to jesteśmy częścią show-biznesu, w którym plotki znaczą więcej niż fakty i w którym coś co dzisiaj jest warte milion, jutro może nie być nic warte. Warto więc do kwestii materialnych w naszej branży podchodzić z dystansem i nie przyzwyczajać się do hajsu z prezenterki. Nasza dziedzina wiąże się z tym, że często lepszą gaże można zgarnąć za całą otoczkę, która towarzyszy djowi niż za to co on merytorycznie prezentuje. I czy komuś się to podoba, czy nie w tym świecie zarabiają gwiazdy, które są też gwiazdami, bo są gwiazdami i zarabiają najlepsi dje, dosłownie czołówka i to nie ważne czy to turntabliści czy edmowi wixiarze. Reszta, czyli pierwsza liga, druga czy trzecia jest przez rok, dwa, trzy na topie i przepada jako dj rezydent.  
    To nie jest państwowy kombinat górniczy, w którym dostaniesz czternastkę i przydział na koks. Koks w tej branży ogarniasz sam, albo do spółki z barmanami! To nie jest też korpo praca na umowę na czas nieokreślony. Tu nikt Ci nie zapłaci ZUSu, ani nie zorganizuje przedszkola w miejscu pracy. Przedszkolanki też musisz ogarniać sam… I dla mnie to jest właśnie piękno tego zawodu. To są proste zasady, że albo masz znajomości i grasz, a więc zarabiasz, albo jesteś na tyle dobry, że przełamujesz te koneksje grup djskich i zapraszają Cię co tydzień do innego klubu. Przy czym pod słowem „dobry” trzeba też rozumieć „znany” tudzież mający milion followersów na Instagramie.   
    Po 15 latach grania wiem, że najlepsi mają zajebiście, a reszta musi się starać. I to jest kolejna piękna sprawa. Tu nie ma tak, że siadam za biurkiem i po ośmiu godzinach mam wyrobioną dniówkę. Tu jest tak, że ta robota wymaga przesłuchiwania setek utworów, dobierania ich do setów, czy ostatnimi laty nawet moderowania wydarzeń na Facebooku. To stymuluje ciągły rozwój, dzięki czemu możemy ludziom dać rozrywkę na najwyższym poziomie. Bo chyba djem zostałeś po to, aby ludzie tańczyli do Twoich setów? Aby pokazać im takie połączenia muzyczne, które Tobie sprawiają sto procent frajdy, a dla nich są odkryciem roku? Jeżeli tak. To tym bardziej musisz mieć wyjebane na te kluby, które Twoją pracę traktują równorzędnie z studentem politologii, który za 150 złotych za całą noc będzie pilnował, aby Winamp odtwarzał po kolei utwory i przypadkiem pecet nie rozpoczął automatycznej aktualizacji. Jeśli uważasz, że ktoś taki jest zagrożeniem dla Twojego djskiego bytu, to znaczy, że ktoś taki jest zagrożeniem dla Twojego djskiego bytu, a Ty jesteś w jakimś elemencie po prostu słaby. Selekcja? Produkcja? Technika? Charyzma? Fejm? A nawet wygląd? 

    Na którymś etapie przegrywasz z chłopakiem za 150, dlatego Twoja praca jest warta nawet mniej. Bo, a to kolejny plus tej roboty, to wolny rynek decyduje ile jest warta nasza praca, a to pokazuje ile mamy jeszcze do zrobienia. Są osoby, które chciałyby ustalić, że np. set 2 godzinki w klubie to 1500 zł. Mi pasuje. Ale wiesz jaka to jest satysfakcja, gdy dostaniesz taką, a nawet większą gaże bez żadnych odgórnych ustaleń. Dostaniesz np. 2000 zł za godzinę, bo tyle chcesz i tyle ktoś Ci jest w stanie zapłacić, bo uważa, że praca którą wykonujesz jest tyle warta. Według mnie to jest zdrowe podejście do sprawy. Oczywiście jeżeli powstanie jakiś związek zawodowy gwarantujący mi 100 imprez rocznie ze stawką 1500 za dwie godziny to mogę tam nawet skarbnikiem zostać… 

niedziela, 31 stycznia 2016

TVP Sonda - Na naukę nigdy nie jest za późno

Cały czas dostaję zapytania, na które odpowiedzi znajdują się w tym materiale sprzed 30 lat.

niedziela, 17 stycznia 2016

Definicja knockdownu wg. DJ Trakmajstra

    W związku z tym, że wielokrotnie czy to w rywalizacji sportowej, czy na tzw. streecie dostawałem wpierdol. Praktycznie zawsze dostaje wpierdol.. No to pozwolę sobie na prezentację moich przemyśleń dotyczących, jakże bieżącego tematu jakim są knockouty.
    A więc ja definiuję 5 rodzajów K.O. i poniżej zamieszczam ich krótką charakterystykę opierając się na moich doświadczeniach:
    1. "Kupa w majtakach" - Nokaut ten wspominam jako potwierdzający, że jestem tchórzem. To nie jest fizyczne K.O., a psychiczne i dlatego jest taki wkurwiający. Polega on na tym, że Jarek dostaje w nos, krew leci, ogólnie panika i tzw. "kupa w majtkach". Nic się nie dzieje wielkiego, oprócz problemów z oddychaniem, gdyż krew spływa do gardła, ale Jarek już zalany łzami nie potrafi się podnieść i walczyć dalej.
    2. "Na punkt" - to jest bardzo zdradliwa bestia. Jarek walczy niczym tygrys, jednak w pewnym momencie dostaje, może nawet lekki cios. Ale dostaje go idealnie na brodę. Sam czubek szczęki. Tu wchodzą teraz do gry zakończenia nerwowe i mimo pełnej świadomości, Jarek klęka tudzież pada. Psychicznie wszystko jest ok. Wiem co się dzieje, wiem co mam robić, ale ciało odmawia posłuszeństwa i nogi same się uginają.
    3. "Błonnik yyy błędnik!" - to K.O. najczęściej udaje się po ataku ciosem sierpowym. Ponownie Jarek aka kuguar z Mistrzejowic dzielnie walczy, jednak wystarczy chwila nieuwagi, opuszczona ręka i Jarek dostaje z boku, w okolice ucha, a najlepiej skroni siermiężny sierpowy. Taki cios to zaskoczenie i zanim Jarek zastanowi się do czego doszło leży na ziemi i kwiczy. Taki sierpowy wręcz urywa głowę, a przez to, że jest bity jakoby z "boku" wytrąca z równowagi. Przyjęcie takiego sierpa na szczękę, kończy się drutami.
    4. "Dyszel na czoło" - Prawdopodobnie od tych właśnie ciosów mam problemy z rozwiązywaniem krzyżówek dla przedszkolaków i zaczynam się jąkać. Plusem takiego K.O. jest to, że istnieje duża szansa, że przeciwnik złamie sobie rękę na moim czole. Ja natomiast leżę ogłuszony, w głowie szumi, prawdopodobnie mam wstrząśnienie i zaraz będzie mi się chciało rzygać. Mimo, że czoło to najtwardsza część to jednak nadzianie się na tzw. prosty krzyżowy skutkuje odbiciem się głowy od pleców.
   5. "Wątroba" - król nokautów to wątroba. Najmniej widowiskowy, często wyszydzany przez widzów. Dzieje się tak, że nie rozumieją technologii tego K.O. Przeciwnik czaruje mnie uderzając na górę. Jarek szczelnie trzyma wysoko ręce chroniąc głowę. Skutkuje to jednak odsłonięciem mojego wielkiego brzucha. Tak więc przeciwnik bije trochę taki hak, a trochę sierpowy pod moją prawą rękę. Cios wchodzi kilka cm poniżej żeber. Jarek jeszcze kilka sekund stoi dumny, że wytrzymał taki cios wyrywający z butów. Jednak chwilę później Jarek klęczy zwijając się z bólu. Wątroba zaczyna puchnąć, Jarka zatyka i przez kilka następnych minut Jarek będzie w konwulsjach turlał się po ziemi. Piękno tego K.O. jest właśnie w tym opóźnionym zapłonie. Wszyscy myślą, że nic się nie stało, a kilka sekund później po fighterze.
     No to na teraz tyle, jak ktoś mi wpierdoli w jakiś nowy sposób to jak tylko nie zapomnę jak to jeszcze napiszę tu coś kiedyś o tym.

środa, 6 stycznia 2016

Rap Gadanina #3 - TOP 7 POLSKICH DJ-ów HIP-HOPOWYCH NA INSTAGRAMIE

Trzeci odcinek Rap Gadaniny z TOP POLSKICH DJ-ów HIP-HOPOWYCH NA INSTAGRAMIE.