środa, 25 lutego 2015

Get down

    W ramach szeroko pojętej poprawności politycznej muszę na początek tego eseju wtrącić formułkę, iż nie jest moim celem obrażenie nikogo upośledzonego. Nie znam się na chorobach, schorzeniach, zapewne mylę pojęcia, ale w związku z tym co zaszło muszę opisać pewne sytuację. A sytuację miałem takie dwa razy.

   Więc jest sobie impreza. Ludzie tańczą, alkohol się leje, dj puszcza kolejne parkietowe sztosy i noc pędzi jak szalona. I jak to bywa na sobotnich potańcówkach wśród klubowiczów znajdzie się także grupka zwariowanych koleżanek, z których każdej można przypisać inne pozytywne cechy charakteru, ale tylko jedna jest płytką osiedlową aferzystką o nieatrakcyjnej fizjonomii i jeszcze wredniejszym pysku. To taki typ, który każdą psiapsułkę obgada, że ma tipsy krzywo przyklejone, że ojciec pijak, a sama po nocach je parówki z lodówki i lubi jak jej ubranie wali stęchłymi ziemniakami z pola. Sama nie ma chłopaka, ale według niej każdy chłopak innej koleżanki to kawał chuja, dziwkarz i ona jakby już miała jakiegoś mieć, to tylko przyćmionego tureckimi promieniami Słońca z opalacza do kebabów księcia z bajki na rumaku z Janowa Podlaskiego.

   No i imprezka trwa, a całe kółeczko serdecznych przyjaciółek pląsa sobie popijając drinki ze słomką i palemką. Co jakiś czas do którejś z koleżanek podbija mniej lub bardziej atrakcyjny Przemek tudzież Michał i czasami razem przetańczą kwadransik, czasami nie, ale wszystkie oprócz tego naszego warchlaka mają statystyki na plus. Ten osiedlowy świński ryj nie zważa na to. Przy kolejnej wizycie w toalecie wypomina koleżankom po kolei wady kolejnych amantów, będąc wręcz dumną z tego, że żaden do niej nie podbił. Dziewczyny przyzwyczajone do jadu nie przejmują się raczej tym i po prostu normalnie się bawią konsumując kolejne magiczne szklaneczki.
 
   Gwiazda także pije i po pewnym czasie wyłącza się jej rozsądna percepcja rzeczywistości, zamyka oczy i zaczyna tańczyć porwana słowami "Hold that cup like alcohol
Don't you drop that alcohol". I gdy tak kręci się na środku parkietu i wyobraża sobie wymuskanego barmana z beach baru w Sharm el sheikh zaczyna czuć na swoich biodrach męskie dłonie, a jej pośladki robią się wilgotne, gdy powoli, ale coraz szybciej dociskane są przez podbrzusze partnera. Ten błysk świateł, ta głośna, rytmiczna muzyka i te wspomnienia wspólnych zjedzonych zimnych pulpecików z zawiesistym sosem spowodowały, że ona poczuła się jak wtedy na hotelowym dancingu. Więc zaczyna kręcić biodrami, zaczyna się wyginać, unosi ręce partnera i kładzie na swoich małych i obwisłych piersiach jednocześńie spazmatycznie zaciskając pięści. A on nie broni się, skoro partnerka sama przenosi ten taniec wręcz w erotyczną grę wody i ognia, on nie zamierza gasić płomieni, a wręcz przeciwnie. Podsyca więc żar poruszając biodrami w seksualnym tańcu, przypominającym raczej zwierzęcy akt kopulacji i wtedy nasza gwiazda odwraca się żądna gorących warg partnera. Marzy o tym soczystym pocałunku i nie chce otwierać oczu, jednak coś ją tknęło i oczy otwarła. Wtedy zebrami wokół już od jakiś pięciu minut zszokowani imprezowicze usłyszeli brzdęk rozbijanego szkła (nie posłuchała Beyonce i upuściła szklankę), następnie krzyk gwiazdy i jej paniczną ucieczkę. Pozostał on, zapewne niczego nie świadomy, z plamą na wysokości krocza, lecz zaspokojony i uśmiechnięty... i z dodatkowym dwudziestym pierwszym chromosomem.

wtorek, 10 lutego 2015

Marketing klubu, a komfort pracy dja


   W kolejnych miastach i klubach spotykam się z różnym podejściem do marketingu klubów. Są to często przypadki skrajnie różne i dzisiaj chcę opisać właśnie konsekwencje reklamy klubu, która stawia na miejsce, a nie na muzykę i dja co ma bezpośredni wpływ na komfort naszej pracy. Posłużę się tu plakatem promującym imprezę w krakowskim klubie Noise. A zrobię to tylko dlatego, że treść w nim zawarta idealnie oddaje sytuację w jakiej znajduję się wielu djów jak Polska długa i szeroka.

   Zacznijmy od analizy plakatu. Przekaz jaki on niesie to data i miejsce dwóch imprez wchodzących w skład tzw. "Andrzejek". Do tego możemy wywnioskować, że skoro jest wzmianka o rezerwacjach to zapewne można liczyć na jakieś pakiety stolikowo-konsupcyjne dla większych grup. Natomiast brak jakichkolwiek informacji o muzyce, o djach i o atrakcjach towarzyszących. Czy kogoś ta reklama skusiła czy nie, w to nie wnikam bo nie to jest przedmiotem analizy. Mnie interesuje jak taki przekaz wpłynie na komfort pracy djów i jakie konsekwencje może nieść. Więc zacznijmy  od wariantu negatywnego.

   Komunikat sformułowany tak jak na tym plakacie może przyciągnąć klubowiczów o różnym wieku, z różnych płaszczyzn społecznych, z różnymi przyzwyczajeniami i oczekiwaniami. Biorąc pod uwagę, że to Andrzejki, które są traktowane przez wiele osób jako jedna z niewielu okazji, aby wyjść z domu celem nocnego imprezowania może okazać się, że przed djem zbierze się grono osób z całkiem odmiennymi gustami. A jako że zapewne, co sugeruje plakat ludzie dokonali być może nawet i płatnej rezerwacji to mogą prezentować bardzo rozdmuchaną postawą roszczeniową wobec niego. Nie zdziwią mnie więc prośby o "coś polskiego, rockowego" z jednej strony, jak i o "coś Jacksona z dedykacją dla ekipy z Tesco" z drugiej. Przy tak różnorakich oczekiwaniach dotyczących muzyki djowi, pozostanie albo pogodzić się z rolą szafy grającej i w dodatku trochę obniżyć barwę głosu, aby ładnie zapowiadać piosenki, albo ignorować sugestię najlepiej wiedzących klubowiczów i forsować swój sound. I to rozwiązanie może być całkiem sprytnym wyjściem z sytuacji. Ale… Ale śmiem twierdzić, że skoro manager lokalu wypuścił taki plakat, to jego oczekiwania wobec pracy dja będą krótkie i zwięzłe: MA BYĆ DOBRZE! Wobec tego manager nękany przez kolejnych rozgrzanych do czerwoności czterdziestolatków może nalegać na dja aby się dostosował i raczej nie będzie go interesować linia bassowa w zdobywającym na świecie uznanie future housie.

   Jednak może okazać, się, że taki plakat to zbawienie i przepustka do tego, aby zagrać bibę w sposób oddający najlepiej swój repertuar, możliwości i intencję, żeby zrobić zajebistą imprezę. Czas więc na wariant pozytywny.

   Na plakacie nie ma konkretów, a biorąc pod uwagę fakt, że imprezowicz poprzez uiszczenie zapłaty za wstęp zawiera z klubem pewien rodzaj umowy, w której wyznacznikiem warunków jakie oferuje klub jest ów plakat stawia to dja w sytuacji, gdy nie musi nic, a może. Chodzi tylko o nastawienie włodarzy lokalu. Czy zrobią wszystko, aby zatrzymać każdego w klubie, czy nie oferując nic konkretnego oprócz rezerwacji miejsca oddają noc djow ufając mu, że to co robi jest wartościowe. Wtedy jednak muszą być gotowi na falę krytyki zwłaszcza tych szalonych kibiców Adama Małysza, którzy ostatni raz na "potańcówce" byli na weselu w 2006 roku #jakstatkinaniebie. Jeżeli więc dj, barmani, manager i właściciel prze przetrwają pierwszy wściekły atak, a dj gra coś co można określić jako muzykę taneczną, to jest szansa, że po opuszczeniu lokalu przez zbulwersowanych chamstwem i prostactwem klubowiczów, którzy do miasta przyjechali z sąsiedniego powiatu uda się zbudować atmosferę i wkręcić osoby pozostałe w klubie w taneczny trans, do czasu gdy nadejdzie świt.

   Jaki wniosek wypływa z tej nudnawej analizy? Ano taki drogi dju, że jeżeli dostajesz bookingi jako no name i trafiasz na imprezy promowane tak jak opisywane Andrzejki to musisz być gotowy na wszystko, a w jednym na 5 przypadków będzie Ci dane mieć wyjebane i robić spokojnie swoje.

niedziela, 1 lutego 2015

Format imprezy: Polski Hiphop

   Spokojnie, ja nie jestem aż na tyle biegły, ani zainteresowany, aby to realizować, więc mnie to nie dotyczy, jednak jestem przekonany, że ten kto to zrobi wygra w tym roku Polski Rap w kategorii party DJ.
Trzeba tu tylko przerobić coś, co już sprytnie funkcjonuje w polskich klubach, czyli tzw. format. Chodzi o pewną ideologię / hasło / motyw dorobione do imprezy, które mogą być zupełnie trywialne, a mogą mieć jakieś głębsze przesłanie. Na tej bazie budujemy jednolity przekaz marketingowy, dzięki któremu zrobimy sobie markę wydarzenia. Musimy to robić, gdyż tak naprawdę nie robimy nic szczególnego, a dzięki tym wszystkim działaniom nasza biba będzie żyła w galeriach i filmikach. Te materiały będą automatycznie udostępniane i na kolejnej imprezie będziemy mieć 200 osób więcej.
   Ktoś, jakiś rapowy dj musi więc zbudować sobię zamieszanie (wzór: Rap History Warsaw) wokół imprezy roboczo nazwanej "Polski hiphop". Tego typu imprezy były i są organizowane w całej Polsce, ale ja mówię o projekcie który wyjdzie poza jedno miasto i który z jakimś skandalicznym materiałem znajdzie się na Glamrapie, a popularny sklep internetowy z ciuchami sam zgłosi się z propozycją współpracy. Trzeba zaprosić dwóch młodych kotów-mc's, tak aby ich hostowanie nie kosztowało więcej niż kilka stówek. Na potrzeby imprez niech udostępnią swoje gorące tracki, które palą procesory w tabletach. Oni na imprezie zagrają co najwyżej 2-3 swoje numery, ale znają teksty Molesty, OSTRego i Peji i będą razem z publicznością wykrzykiwać refreny i nakręcać atmosferę. Nasz Dj organizator musi też ogarnąć grafika, który zrobi proste logo i zajmie się całą szatą graficzną. Od face'a po plakaty i ściankę w klubie. Ten sam grafik musi pojawiać się z kamerką na imprezach i kręcić kilkuminutowe relację, gdzię będą lolki, cycki, wódka i twerki.
   Pierwsza impreza może być finansową wtopą, zresztą pewnie będzie. Bo DJ- organizator będzie musiał wydać sporo kasy na różne gadżety typu wspomniana ścianka, naklejki, ramki i cytaty z kultowych tekstów do zdjęć (takie duże tekturowe lub z pleksi). Ale te fotki pójdą w świat, a ten filmik z cyckami zrobi spore zamieszanie na YT. Teraz pozostaje spokojnie budować społeczność na facebooku i czekać, aż kolejne kluby zdecydują się na taką bibę, a wtedy trzeba tylko robić swoje i odcinać kupony.
    Muzycznie po tylu latach muzyki z gatunku polski hiphop jest mnóstwo. Oprócz wersji oryginalnych wyszło także sporo remixów w różnych stylistykach i ktoś, kto robi regularnie cyfrowy digging na pewno poradzi sobiez setem na kilka godzin. Najważniejsze aby nie dopuścić do freestylowych bitew, bo to zabije imprezę, a jak pojawi się jakiś znany raper do elegancko mu podsypać wszystkiego i czekać. Jak się opije i zacznie robić głupoty to tylko lepiej dla fejmu imprezy więc niech chłopak szaleję, a kamera będdzie blisko,
   Najlepiej by było, aby nasz DJ był także producentem i na bazie popularności cyklu sieknął mixtejp, klipy i jeszcze bardziej nakręcał koniunkturę. Tak więc jeżeli widzisz się w tej roli to biznes plan masz podany na tacy.