Posty

Ona ma kilka godzin...

   Ostatnio spędziłem kilkanaście godzin z kolegami-djami na branżowych dyskusjach. Słuchałem, coś dorzuciłem od siebie, ale najważniejsze jest to, że uświadomiłem sobie wyjątkowość okoliczności w jakich przychodzi nam pracować.    Koledzy słusznie zauważyli pewną prawidłowość. Wywodzimy się ze środowiska klubowego, ale trafiając na wyjątkowe wydarzenia jakimi są wesela, czy np. urodziny mamy szansę dać rozrywkę osobom, które na co dzień nie chcą, nie lubią, lub nie mogą uczęszczać do dyskotek.    Do rzeczy. Nie chcą. Bo dla nich zgiełk przepełnionego lokalu jest przytłaczający, bo odrzuca ich myśl o widoku zasapanych noszeniem piwa grubasów. Bo robi im się niedobrze, gdy w tańcu wystrzelony sterydziarz zaczyna dotykać ich aksamitną skórę.    Nie lubią. Bo dla nich taniec to czynność intymna. Lubią tańczyć dla siebie, dla tego jedynego, ewentualnie w gronie zaufanych osób podczas rodzinnej imprezy. Nie chcą być częścią blichtru ciemności. Nie chcą nocy dawać szansy by zawstydziła dzień

Podprogowy przekaz utworu "Pażałsta" Tedego.

Strach przed odpaleniem przez Moskwę atomówek ucinał i ucina wiele dyskusji o konkretnym zaangażowaniu w pomoc militarną Ukrainie. Każda frakcja w Polsce ma swoje argumenty za tym, by nie pomagać. Lecz broń jądrową wyciągają najczęściej osoby raczej otwarte światopoglądowo, wykształcone, z większych miast i o pozytywnym nastawieniu do NATO, do UE.     Szukając odpowiedzi na pytanie: dlaczego akurat ta grupa upodobała sobie argument wielkiego grzyba w przypadku niepowiedzeń Rosji, dotarłem do twórczości Tedego. Siedem lat temu warszafski raper opublikował utwór pt. „Pażałsta”. Siedem lat to odpowiedni czas, by przekaz okopał się w głowach, a jednocześnie nie przedawnił. Co więcej siedem lat to okres przez który wiele osób przeszło drogę do takiego stanu rodzinnego, majątkowego i zawodowego, że zaczyna im zależeć, na tym wszystkim co zbudowali wokół siebie.     Po blisko dwóch latach ucisku sanitarnego i wygaszenia życia towarzyskiego nadeszła wiosna. Wszystko jakoś tak ożyło i przez

Top Gun: Maverick

  To był 1986 albo 87 rok. Ja od kilku miesięcy wędrowałem z dwoma walizkami między stancjami wokół McCarren Park i parku Hernadeza. Co ciekawe, to był park Marii Hernadez, ale wśród Polonii w Nowym Yorku przyjął się rodzaj męski i wszyscy mówiliśmy, że to miejscówka Hernadeza. Pracowałem, oczywiście na czarno u Żyda polskiego pochodzenia – Berniego Kaminskiego. Teraz nie jestem dumny z tej roboty, ale druga kadencja Reagana taka właśnie była jak nasz job. Reagan obniżał podatki, żeby zachęcać do zarabiania. To zarabialiśmy. Życie. Chodziliśmy po budowach, szukaliśmy polskich construction workerów i proponowaliśmy im szybki transfer baksów do Ojczyzny. Mieli do wyboru przynajmniej kilka tańszych metod, ale tylko my mieliśmy moc sprawczą by w ciągu dwóch dni taksówkarz podjechał na ulicę Krakowską w Nowym Sączu, Poznańską w Opolu, czy Kwiatową w Ostródzie i przekazał wyznaczonemu członkowi rodziny kopertę z zielonymi. O Bernim poczytasz w raporcie z likwidacji WSI, a ja tylko wspomnę,

Żabson "Sexoholik" w warunkach klubowych.

Nie do końca mi siada ten utwór w kontekście imprezowym, więc bardzo rzadko po niego sięgam. Jeśli już odpalam „Sexoholika” Żabsona to na prywatnych imprezach na request solenizanta, lub w podobnych okolicznościach. Natomiast uwielbiam obserwować w klubie reakcję ludzi. Stoję sobie z boku ze szklaneczką w dłoni, odważny dj wypuszcza w głośniki ten track, a w umysłach tańczących zaczyna się huragan. Najpierw wyrywają się wszystkie szalone i maksymalnie dwudziestoletnie dziewczyny, z takimi przedłużonymi kreskami co wychodzą z oka na pół skroni i one krzyczą najgłośniej jak ich malutkie gardełka potrafią, że są niegrzeczne i chcą się pierdolić. Cały klub zamiera, ludzie przestają tańczyć, a te tylko kilka kółeczek na środku – jeszcze jakby takich nastolatek skacze i radośnie oznajmia światu, że są jak z pornoli. Krzysiek (l. 42), Michał (l. 25), Wojtek (l. 33) i Łukasz (l. 23) mimo że są w różnych częściach klubu, mimo że jeden jest zajęty rozmową, drugi płaceniem przy barze, trz

Audiobook "Ścierwo"

Przygotowaliśmy audiobook "Ścierwa". Czyta Krzysztof Grabowski. Poniżej wrzucam listę sklepów: - Gandalf - Taniaksiążka.pl - Virtualo - EbookPoint - Empik - Legimi

Sześć scen z życia dja

1. Skakała boso po mokrej od nocnej rosy trawie. Po środku polany w Puszczy Augustowskiej. Zamiast alkoholu miała muzykę, a usiane gwiazdami niebo nakręcało ją tak, że nie potrzebowała żadnych chemicznych wyzwalaczy euforii. Zamknęła oczy i zupełnie pijana trzeźwością tańczyła leśne pogo. 2. Gdy DJ uniósł jedną rękę znad konsolety, a drugą zrobił tak, że mocny bass wstrząsnął murami budynku po pegieerze wszyscy także wznieśli ręce w górę. Komuś właśnie weszła faza, ktoś inny zniecierpliwiony czekał na moment aktywacji, a jeszcze ktoś był w strategicznej rozterce, czy wciągnąć coś jeszcze, czy na razie wystarczy. Nad ich głowami toczyła się bezwględna wojna laserów, których wiązki przecinały ciężkie spocone chemią powietrze. 3. Panowie wyszli z kabiny w męskiej ubikacji. Ten pierwszy stojąc przed lustrem zaczął poprawiać koszulę. Drugi pociągnął najpierw lewą, potem prawą dziurką w nosie. Też przeglądnął się w lustrze czy nie ma białych śladów pod nosem. Nie było. Ruszyli w stronę pa

Weryfikacja. KAFIR, Łukasz Maziewski

Obraz
Do tej książki nie można podejść tak po prostu recenzując ją jako kryminał czy inny thriller. Przeszłość współautora, oraz opisane w powieści wydarzenia wymagają potraktowania jej trochę poważniej niż wybuchowej lektury na zimowy wieczór. Bo jest w niej bieżąca polityka Polski. I na tym polu autorzy ostro rozprawiają się z procesem likwidacji  Wojskowych Służb Informacyjnych i budowy Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Można znaleźć mniej lub bardziej oczywiste nawiązania do notabli jedynie słusznej partii i do zdarzeń znanych z mediów.  Tu - zapewne Kafir - pozwala sobie na bardzo dużo. Wciska w fabułę swoje subiektywne odczucia tej rewolucji w wywiadzie wojskowym. W pewnym momencie jednak przekracza granicę i kilkanaście stron wręcz kipi mocnymi ocenami i politycznym manifestem. Tytuł "Weryfikacja" to w dużej mierze usprawiedliwia. Natomiast jako czytelnik czekałem na nią jak na wisienkę na torcie. Niestety jej ekspozycja w powieści sprawia, że nad niezwykle ciekawymi tajnikami