poniedziałek, 28 maja 2012

Najlepszy Party Rocker?

No to się, zaczęło. Zawrzało na wszystkich frontach. Pierwszy nosi nazwę "dlaczego nie ja?" Nie mam pojęcia, nie ja wybierałem i cieszę się gdyż w Polsce jest kilkunastu solidnych party rockerów, z których każdy jeżeli nie skillami, to repertuarem lub swoimi mashupami eliminuje innych i wybór tej 8 to na prawdę ciężka sprawa. Drugi front należy do rozkminiaczy i dotyczy ścisłej ósemki wybranych. Z kilku rozmów wiem, że tak samo jak ja tak i moi oponenci analizują co zagrają przeciwnicy. Czy spodziewać się po djach tego co grają na swoich imprezach? Czy raczej oni, wiedząc, że zostaną rozpoznani w ten sposób wyjdą poza swoje standardy i np. Falcon będzie miksował Shakirę, a Plash (Przeplach…) zaprezentuje najnowsze bangery uk funky? Na te pytania dostaniemy odpowiedzi piętnastego czerwca na przełomowej imprezie na naszym rynku. Rzadko się zdarza, aby tak ścisła czołówka zaryzykowała tak bardzo swoją reputację. Trzeba pamiętać, że to nie są zawody turntablistyczne, a każdy z tych djów ma wyrobioną na różnych polach markę. W swoich środowiskach, w swoich klubach, wśród swoich facebookowych fanów to oni są number 1 i te zawody mogą poważnie podkopać renomę. Chociaż z drugiej strony, ciekawe ile Red Bull wsadzi w promocję imprezy i ile zyskamy przez sam fakt uczestnictwa w niej. Czyżby nie biorąc pod uwagę wyniku już od lipca kalendarz każdego z nas nie znał dnia bez firmowego eventu w salonie marki X a noc w klubie o nazwie X? Pewnie tak nie będzie, ale między innymi z tego "promocyjnego" powodu zdecydowałem się na start. Poza tym pozornie jesteśmy tak bardzo niezależni, tak bardzo mamy wyjebane na trendy, na opinie. A jednak przez te wszystkie lata budujemy swoją markę. Czy to miłego pijaczka sprytnie grającego, czy to gramofonowego turboskreczera, który zna tylko wszystkie battle breaki i pornhuba. Ale jednak pracujemy nad swoją marką, bo wiemy że to nasza praca. Tak więc bez względu na wszystko należy docenić tych 8 wybranych, że mają jaja i mimo ich ego, są gotowi na moment w którym ktoś powie, że są lepsi i jeszcze lepsi i jeszcze kilku zajebistych djów… Dalej myśląc nad tym tematem, to przy tym składzie startujących już wiem, że wyniki będą niesprawiedliwie, gdyż wśród tych djów jest spory rozrzut preferencji muzycznych i podejścia do hasła party rocker. Ilu djów, ile gatunków, tyle interpretacji. Dobra kończę pisać i czas wracać do gramofonów. Piętnaście minut to jest dużo, ale, żeby fajnie zbudować atmosferę, wkręcić słuchacza to raczej za mało. Jedno jest pewne, wiem, że ta ósemka stanie na wysokości zadania i zaprezentuje ciekawe sety, a będzie to podsumowanie polskiego djingu. Acha... będę jeszcze bardziej szczęśliwy, gdy publiczność będzie na tyle dojrzała, żeby docenić te nasze wygrzewki.

niedziela, 27 maja 2012

Marihuana

Temat oklepany jak sprawa re questów, ale wiem, że naród oczekuje na moje zdanie w tej sprawie, tak więc głos zabieram. Marihuana. Każda ze stron sporu o legalizacje, co z resztą jest zrozumiałe przedstawia tylko sobie słuszne argumenty. Każda ze stron sporu ma dużo racji i tyle samo fałszywego przeświadczenia, o tym że ma racje. Po pierwsze trawa to narkotyk, jej palenie ma negatywny wpływ na organizm, do tego uzależnia. I jeżeli nawet są badania, które mówią, że tak nie jest to ja się z nimi nie zgadzam, gdyż od 12-13 lat obserwuje osoby, które palą i widać na nich negatywne zmiany. Argumenty, że wódka też szkodzi, że papierosy też szkodzą, a są dozwolone, nie są argumentami. To też w pewnym sensie narkotyki tylko przez fakt mocnego zakorzenienia w społeczeństwie jest na nie przyzwolenie. I w tym miejscu trzeba napisać, że w Polsce została przekroczona już pewna granica popularności marihuany. Jesteśmy już po tej drugiej stronie, gdzie trawa nie jest egzotycznym wymysłem kilku rastuszków, tylko czymś co funkcjonuje dosłownie w całej Polsce, w każdym mieście, miasteczku, wsi. To nie jest biznes mafii, jest raczej lokalnych gangów, ale trawa w Polsce to są dziesiątki tysięcy domowych grow-boxów i mini upraw w pobliskim lesie. Popyt jest tak wielki, że konsumenci stali się producentami, a owiani złą sławą dilerzy zajmują coraz mniej miejsca w dystrybucji. Dopóki ilość towaru na rynku regulowali dilerzy, to walka z marihuaną miała sens, ale teraz gdy dorodnego krzaczka można sobie wyhodować w domowej szafie nie ma szans, aby obrońcy narodu przed THC wygrali. Po prostu trzeba przyjść, że marihuana jest i trzeba jakoś zagospodarować ją prawnie. Gdyż zaostrzanie, lub pozostawienie obecnych przepisów robi z palaczy przestępców, którzy w większości przypadków są normalnymi obywatelami. Ich życie wkracza na drogę połamanych paragrafów przez fakt, że w warunkach recydywy zostają ponownie złapani z jointem. Po takim incydencie pojawiają się problemy finansowe, problemy z pracą i dzięki ostremu prawu rodzi się nowy przestępca, który sam dilując, kradnąc musi zarobić np. spłatę długów wobec państwa. Jak zagospodarować prawnie marihuanę? Nie wiem. Cokolwiek sejm nie uchwali, to będzie źle. Dlatego, że to narkotyk, który uzależnia i jego konsumenci zawsze będą chcieli go więcej. Sama legalizacja w początkowej fazie będzie miała fatalne skutki dla gimnazjalistów. Dilerzy stracą duży rynek osób, które do tej pory bały się hodować nawet jednego krzaczka, a teraz obok bazylii i szczypiorku będzie im pięknie rozrastała się AK-47. Więc dilerzy będą musieli rekompensować sobie te straty uderzając do małolatów. Z drugiej strony, z racji tego, że będzie większa podaż, mniejsze ryzyko, jest szansa że ta trawa będzie trawą, która przy okazji ma w sobie setki różnych psychotropów. Obecnie ze względu na koszty, ryzyko etc. dilerzy notorycznie oszukują czy to na wadze, obsypując topy różnymi specyfikami, czy na objętości. Powoduje to, że konsument często pali jakieś psychotropowe gówno, które z THC ma mało wspólnego. Po takich doświadczeniach albo całkowicie odrzuci palenie, albo dostanie tak silnych impulsów, że jego mózg będzie potrzebował coraz cięższych narkotyków. To poszukiwanie jest największym wrogiem obrońców narodu przed narkotykami. Ci sami posłowie, którzy przez dwadzieścia lat wyhodowali społeczeństwo, które nie ma żadnego hobby, żadnych zainteresowań, żadnego pasji żądają od dzieciaków zamkniętych na osiedlach z wielkiej płyty, żeby wegetowały w tym jałowym środowisku. Narkotyki są idealną trampoliną, żeby na chwilkę się wyrwać… Niestety przez ostatnie lata zamiast wydawać miliony na CBŚ, należało zmienić programy nauczania, należało aktywizować martwe społeczności. Trzeba dzieciaki nauczyć, że muzyka to nie Radio Eska, że sport to nie Adam Małysz, że można robić w życiu wiele innych rzeczy niż siedzenie na ławce przed blokiem. Rodzice nie pokazali, bo sami nie mają życia zapierdalając po 10 godzin dziennie w pracy, koledzy nie pokazali, bo są tak samo w pewnym sensie wypruci z ambicji, ciekawości świata więc jedyna rozrywka to na początku opalenie lufki z ziomkiem i tak się zaczyna. Jak zmieni się nastawienie konsumentów i będą palić trawę nie z nudów, nie dlatego że to ich ostatnia deska ratunku przed szarością osiedla to wtedy społeczeństwo obroni się przed THC. Ludzie muszą nauczyć się palić tak, aby ich to stymulowało i otwierało nowe przestrzenie w ich głowach przy okazji realizacji swoich pasji. Poza tym wszystko jest trucizną - zależy od organizmu i dawki.

środa, 9 maja 2012

Historyjka: Pała na djce

Wszyscy myślą, że dj to ma zajebiście. Że kręcą się wokół niego napalone klubowe suczydła, których mocne i soczyste wargi tylko czekają, aby złapać jego kutasa. Jednak nikt nie wysili się na tyle, aby dostrzec, że dzięki temu dj jest bardzo obciążony psychicznie. Że dosłownie jest między młotem, a kowadłem. Z jednej strony jest presja bycia najlepszym podawaczem w powiecie, z drugiej odpowiedzialność za sprzęt, za impręze, za tak na prawdę dochód kilku dziesięciu osób. Żeby to lepiej zobrazować pozwolę sobie przytoczyć historię mojego znajomego. Kolega DJ rozszerzył właśnie swoje muzyczne horyzonty i idąc z nurtem zaprzestał podróży z casemai winyli, aby grać rapy, na rzecz podróży z laptopem, aby grać house'y, electrohousy i inne uk funky, których i tak nie rozróżniam, a nazwy mylę. Więc z ciemnej piwnicy przepełnionej dymem tlących się bluntów przeniósł się do świecących kilku poziomowych klubów, w których barman, manager i szatniarz to były trzy różne osoby. Dziewczyny nie miał, za bardzo o takową się nie starał. Naczynia wiedział jak umyć - i tak jadł na mieście. Pranie wiedział jak zrobić - pralka miała ciekawe programy. Podać zawsze było komu - był djem przesiadającym w klubach. Więc po co mu garb? Jednak znajomości nawiązywał płynnie i dynamicznie. Miał w sobie to coś, że nawet kiedy miał brodę i założył okulary plus obcisłą koszulkę i jeszcze bardziej rurkowate jeansy to i tak jego hipsterstwo nie przyćmiewało jego męskości która wyróżniała się na tle nijakich ciał standardowych klubowiczów więc dupy biły jak szczupak na blachę. Z reguły były to wyzwolone pseudo artystki, które gdy okazało się, że już nic w życiu nie osiągną to decydowały się na zostanie fotografem, albo awangardową designerką wnętrz (to taka bez szkoły). Klasyczne harpagany raczej odbijały się od jego intelektu, natomiast miał coś co przyciągało przy grubawe lesbijki. Pewnie to wyzwolone środowisko w którym się obracał szukało normalnej drogi życia. I one, przez tyle lat, gdy grały w jednej koszykarskiej drużynie i lizały sobie tyłki zaraz po sraniu twierdziły nagle, że chcą chłopa. No nie ważne. W każdym razie profil Dja znacie. Profilu jej nie poznamy, gdyż nikt za bardzo nie pamięta co to się zgłosiło. W przerwach kiedy zmieniał go drugi dj podchodziła, coś zagadywała. Pili desperadosy. Pili wściekłe psy. Światła świeciły. Humor dopisywał. I tak to musiało się skończyć, że weszła na djke i poczuła moc władzy nad tłumem. Zobaczyła jak ustawia te igły, jak operuje suwakami, jak coś klepie w klawiaturę. To wystarczyło, aby jej zaimponować i po kilku minutowym zmysłowym tańcu, w którym jej ciało wiło się między nim na konsoletą przeszła to robienia pały. Sprytnie schowała się pod stołem djskim, tak aby nikt nie widział jej poruszającej się w górę i w dół głowy i zaczęła mlaskać, zasysać, lizać i pieścić. i tutaj wracamy to kwestii obciążenia psychicznego dja. Nie miał żadnych moralnych zahamowań, nie miał też higienicznych (ufał, że umyła zęby). Miał natomiast ciężkie rozkminy techniczne. Musicie sobie uświadomić, że większość stanowisk djskich jest tak konstruowana, że pod stołem znajdują procesory, końcówki mocy i masa innego elektronicznego sprzętu. Musicie też wziąć pod uwagę pewną przypadłość większości djów, związaną z wytryskiem. Otóż podczas gry gdy djowi włączą się lampka z napisem "siku" ma on (gdy gra sam imprezę) tylko 2-3 minuty aby odcedzić ziemniaki. Tyle bowiem trwa jeden numer, a on musi zdążyć przed jego końcem i puścić drugi. Lata takich praktyk szybkiego oddawania moczu powodują, że podczas wytrysku spermy dochodzi czasami do surrealistycznych sytuacji (patrz. scena z filmu Hulk). Pięć metrów, dziesięć metrów- to nie są odległości. Wracamy teraz kilka lat wstecz, gdy jako początkujący dj zwiazął się z wychowaną w dobrym domu, spuszczoną ze smyczy suką żądną ostrych doznań. I wracamy do ich wspólnej sytuacji. Gdy ona dumna, że jej chłopak robi skrecz skrecz chciała mu zaimponować i mimo, że dopiero wczoraj się pierwszy raz całowali to ona pójdzie na całość i zrobi mu gałkę. Zaczęła, pomemlała, polizała, na chwilę wyjęła, żeby złapać oddech, a on się spuścił na końcówki mocy. Spalił je. Ogólnie skandal i dwa tysiące w plecy. Tak więc nasz kolega obawiał się, że znowu dziewczyna wyczuje moment ejakulacji i wyciągnie penisa ze swoich ust, co spowoduje, że wystrzelona sperma trafi w szczeliny jakiegoś wzmacniacza i go spali. Środek imprezy, tysiąc pińcet luda na parkiecie. A tu nagle muzyka gaśnie, bo jakaś dziewczyna obciągała djowi. Na facebooku będzie hit, w realu trochę gorzej. Tak więc on nie znając jej preferencji. Nie mogąc za bardzo wdawać się z nią dyskusję. Pamiętajmy o tym, że cokolwiek by się nie działo poniżej pasa dja to on musi zachować twarz i dalej miksować. Więc on chwyta jej głowę i dociska do siebie. Ogólnie to już dochodzi, zaraz skończy się breakdown w piosence, wejdzie bit i można strzelać. Dziewczyna dławi się jego chujem. On mocno trzyma jej głowę i czuje żołędziem jej migdałki. Zaraz wejdzie bit. Wchodzi bit. On strzela, ona gryzie, on krzyczy, ona żyga, on zahacza ręką o fader i ścisza muzykę, ona wstaje i płacze, on krzyczy i płacze, ona ucieka z djski, on trzyma się za jaja bo mu krwawią… Na szczęście nie odgryzła, Dwa miesiące miał problemy z oddawaniem moczu, ale jakoś wyszedł z tego. Teraz natomiast ma już całkowicie zrytą psychikę, nie dość, że boi się podawać, żeby nie zalać sprzętu to boi się ogólnie podawać, żeby nie stracić chuja…