sobota, 26 listopada 2011

By żyło się lepiej!

Życie samo podpowiada jakie rozwiązania wprowadzić, by ułatwić sobie przemierzanie Polski wzdłuż i wszerz, granie wielogodzinnych maratonów, przewlekłe upojenie alkoholowe, brak snu i nie dożywienie. A więc moje nowe pomysły to:
- Start biletu weekendowego w PKP IC nie o 18 w piątek, a o 9 rano. Sami wiecie jak bardzo by to obniżyło nasze koszty podróży. Jeżeli ta wynosi więcej niż 200 km to z PKP należy startować o wiele wcześniej niż o 18. Wtedy niestety nie łapiemy się na weekendówke...
- Dzwonek w pociągowych przedziałach, uruchamiany przy rozsuwaniu drzwi. Trochę dyskusyjna sprawa bo będzie budził i wkurwiał ludzi w innych przedziałach. Ale podróżując relacją np. Szczecin-Przemyśl takowy byłby bardzo wskazany. Dźwięk da śpiącemu te 2-3 sekundy na ocknięcie się zanim straci torbe z laptopem.
- Aplikacja na FB informująca nas, czy pociągiem którym zamierzamy jechać, wybierają się także kibice na mecz swojej drużyny. O podróżach z niesfornymi kibicami i opoźnieniach z tym związanych, przy okazji pewnie Atemi Wam opowie.
- Specjalna doba hotelowa dla djów. Start 6-7 rano. Koniec 18-19. Po chuj nam hotele jak człowiek kładzie się o 9 spać, a o 12 już lecimy z "Kiedy ranne wstają zorze..."
- Specjalny program: "Poskreczuj mojej, jak ja poskreczuje twojej". Razem toczymy to ciężkie koło muzycznej edukacji. Jesteśmy po jednej stronie barykady. Jak brat z bratem stoimy na szańcach w obronie dobrych bitów. Więc jak ty pojedziesz do innego miasta, to może zamiast tułać się po obskurnych hostelach, czy bezdusznych hotelach oddasz się pod opiekę dziewczyny twojego kolegi, także dja. A on, grając właśnie w Twoim mieście odwiedzi Twoją ukochaną. Ona i tak nie pamięta jak wyglądasz - bo wiecznie Cie nie ma. Kolegę wykompie, nakarmi, przenocuje, a gdy zaswędzi ją cyndzel to kolega fachowo przyskreczuje. Spokojnie... Jak on skreczuje Twojej, to ty poskrecuzjesz jego kobiecie. W końcu dj'e to jedna wielka rodzina.

sobota, 12 listopada 2011

Gramy na Euro?

Po pierwsze nie gramy, tylko pewnie będą potrzebne kilogramy, ale to na inną historie..

Jak ugryźć Euro? Na miesiąc przed grudniem i rok przed turniejem ciekawi mnie czy coś uda się nam - djom ugrać przy okazji wydarzenia. W Krakowie swoje baz będą miały trzy reprezentacje. Będą Anglicy, Holendrzy i Włosi. O ile na piłkarzy nie ma co liczyć, to na ich żony, matki i kochanki pewnie już bardziej. Do tego dochodzą oficjele ze związkow sportowych no i miejmy nadzieje, że rzesze kibiców. Dodajmy dziesiątki pracowników korporacji, którzy z racji tego, że ich firmy sponsorują imprezę zostaną nagrodzeni delegacją i mamy całkiem pokaźną grupę do zagospodarowania. A nie wierzę, że życie rozrywkowe kończyć będzie się na oficjalnych bankietach w wykwintnych, hotelowych restauracjach. Oni wybrali Polskę i Ukrainę, bo chcą się tu bez zahamowań sponiewierać. Więc dajmy im to!
Gdy po katastrofie smoleńskiej ogłoszono żałobę i większość lokali w mieście zawiesiła działalność, my w Ministerstwie mieliśmy jedną z ciekawszych imprez ever. Roboczo nazwałem ją ONZ. Gdyż większość klienteli stanowili dziennikarze, dyplomaci i innej maści turyści, którzy w oczekiwaniu na pogrzeb pary prezydenckiej na swój sposób chcieli poznać Polskę pijąc wódkę szklankami i tańcząc do upadłego. Jeżeli przy okazji Euro tego typu towarzystwo ma napędzić imprezowe życie miasta to szykuje się czas świetnej prosperity klubów i zajebistych setów. Tylko, że ja w swojej chciwości patrzę dalej. Nie interesują mnie zwykłe imprezy, które i tak się odbędą bez względu na turniej. Ja chcę za czterocyfrową gaże grać sety na korporacyjnych eventach, gdzie hostessy roznoszą darmowe drinki, gdzie serwowane są małe kanapeczki z super smacznymi frykasami i gdzie moi koledzy będą mieli szansę na gangbang z udziałem żony jakiegoś reprezentanta np. Włoch. A narzeczone holenderskich piłkarzy naćpają się amfetaminy, mdmów i innych supli i rozpędzą się w lesbijskiej orgii na środku parkietu… Ja, jako profesjonalny dj posiadający licencję zadbam o miłą atmosferę i taneczny nastrój, a w międzyczasie przy stoliku z kanapeczkami o których powyżej, znajomi dja nawiązują kontakt z grupą lekko wstawionych partnerek piłkarzy. One, wyszlifowane na bogato wwieku tzw. raczkujący MILF mają zadanie być ambasadorkami, mają być słońcem swoich reprezentacji. Oni, koledzy dja nie mają nic, mówią tylko po Polsku, ale jest darmowy alkohol i żarcie więc jest zajebiście. Panie znudzone swoimi wypacykowanymi piłkarzykami chciałyby się oddać takiemu co nie goli się pod pachami, znanemu z plotek przy kawie brutalowi ze wschodu, co tu klepnie, a tam przydusi. Więc wczuwają się w rolę i wygląda na to, że chyba chcą przyjąć. A stare piłkarskie przysłowie mówi, że aby ktoś mógł przyjąć to ktoś musi podać. Krótka piłka… Więc urządźmy im KacEuro. Niech rano budzą się zarzygane, ze zlepionymi włosami i kondomami w dupie. Niech poznają co to polska gościnność.
Taki jest plan. Należy docenić to, że angażuje lokalny kapitał ludzki na różnych polach wsparcia mistrzostw. Jest aspekt kulturalny - mój eklektyczny, odkrywczy i wręcz nie pozwalający ustać w miejscu set. Jest kwestia towarzyska i stosunków międzynarodowych - to kumple dja i dojazdy analne WAGów (wifes and girlfreinds) w damskiej ubikacji. Tylko do kogo się zgłosić? I komu wysłać CV kolegów?

czwartek, 10 listopada 2011

Set na pierwszy etap skrecz zawodów Free Mind 2011



Set na pierwszy etap skrecz zawodów Free Mind 2011 odbywających się w Białymstoku 19.11.2011r.

Free mind 2011 scratch set by dj.fejm

środa, 9 listopada 2011

IDEALNOŚĆ - Grupa Trzymająca Kluby

Należysz do stowarzyszenia djów, które wywalczyło sobie super uprawnienia. To, że należysz i opłacasz składkę kilkaset zł rocznie zwalnia Cie z zakupu wszelakich licencji, pozwoleń i innych glejtów. Gdyż stowarzyszenie dogadało się ze ZPAV, ZAiKS i Stoartem na hurtowy wykup licencji. Wystarczy eksportować traklisty z Serato i wysyłać je do sekretarza stowarzyszenia. Stowarzyszenie z racji pozycji dominującej zaproponowało wariant ostateczny topowym klubom w najważniejszych miastach. Stowarzyszenie poszło w zaparte i jego 120 członków (topowych djów grających tzw. muzykę miejską, ale też niszową, klubową muzykę taneczną) zrobiło mini strajk. Wszyscy podnieśli stawki i stworzyli kartę DJ'a, określającą, oficjalnie minimalne, ale tak na prawdę komfortowe warunki pracy. Stowarzyszenie o djów dba. Kluby, które nie korzystają z usług stowarzyszonych mogą spodziewać się nalotów organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, sanepidu, inspekcji pracy i skarbówki gdyż nasze stowarzyszenie nie tylko dba o bookingi, ale także o poprawną formę donosów. Kto i gdzie gra bez licencji - stowarzyszenie to wie i nie boi się tego wykorzystać. Młodzi dje nie mają szans się przebić, gdyż będąc poza stowarzyszeniem każda ich impreza jest sabotowana przez naloty ZPAVu, policji, a nawet Straży Miejskiej, bo ktoś przed klubem źle zaparkował. Młodzi dje oprócz wydatków typu decki, komputer, system digital etc. muszą też płacić prawie 2500 zł za licencje, które dadzą im święty spokój. Albo będą płacić, będą mogli grać, ale i tak będą gnębieni przez stowarzyszenie. Albo wstąpią do stowarzyszenia w ramach programu "kuźnia talentów". Po opłaceniu składki (która jest tańsza niż licencja) otrzymają status DJ JUNIOR. Przez najbliższy rok, czy dwa czy ile tam sobie stowarzyszenie wymyśli obowiązkowo będą musieli zagrać np. 20 imprez rocznie za zwroty. Przy czym stowarzyszenie za ich grę będzie pobierać stawkę od klubu. Każdy z tych 120 djów założycieli będzie miał swój cień w postaci DJ JUNIORa. DJ nie musi się śpieszyć do klubu, lub stresować się, że nie zdąży na pociąg bo impreza jeszcze trwa. DJ JUNIOR rozpocznie imprezę, a gdy DJ SENIOR się zmęczy grając maksymalnie cztero-godzinny set (bo tyle jest zapisane w umowie) DJ JUNIOR ponownie wejdzie za decki. Przy okazji nadzwyczajnych bookingów na imprezy korporacyjne, gdzie stawka za set jest wyjątkowo dobrze wynegocjowana stowarzyszenie pobiera swoje statutowe 10%. I jakoś się to kręcie. Jest prezes. Jest rada, jest walne zgromadzenie. W grudniu "stara gwardia" robi sobie wigilie dwudniową w Szczyrku. I na nartach sobie chłopaki pojeżdżą i wódeczki na kuligu napiją, a i wspólnym ogniskiem nie pogardzą. Po kilku latach dopiero wyjdzie najaw np. taki fakt, że gdy dje szantażowali kluby i na prawdę nikt się nie wyłamał i kluby musiały się zgodzić na warunki stawiane przez stowarzyszenie to w umowach z klubami był wymóg, że każdy klub musi zapewnić mikser firmy XXX. Tak jakoś się złożyło, że prezes stowarzyszenia, sekretarz i jakiś tam kanclerz dostawali dole o każdego sprzedanego miksera. A to dopiero był początek skreczafery...
To co zakładamy stowarzyszenie?

piątek, 4 listopada 2011

19.11.2011 Białystok - Scratch Session

Kolejny raz w Białymstoku w ramach Free Mind Festwial odbędzie się Scrtach Session, będąca ciekawym skrecz battle. Regulamin przeczytacie sobie po kliknięciu w ten link. A ja tu tylko ogólnie przybliże koncepcje. Dje skreczują do wylosowanych bitów, do dyspozycji mają jeden gramofon i jeden mikser. Pojedynki head to head nadają konkursowi dynamiki i ogólnie jest to fajne wydarzenie, które w zeszłym roku przyciągnęło kilku dobrych drapaczy. W tym roku także będę sędziować na tej imprezy, tym razem z Twisterem i Fejmem. Gorąco zachęcam wszystkich dostartowania, gdyż formuła bitwy nie jest tak wymagająca jak IDA, a sam start może być właśnie dobrą rozgrzewką przed startem np. w IDA.

wtorek, 1 listopada 2011

Party Rockers - DJ Luter One!

Chciało się chłopakowi wydać swoje mixy na cd, z okładką. Rozdawać jako promocyjny gadżet to nie widzę przeszkód, aby pomóc w promocji. Zwłaszcza, że obiema rękoma mogę podpisać się pod zawartością. Dj Luter One to dj kompletny. Opiera swoje działania na turnabliśmie, a selekcję wyprowadza z rapu. Po drodze sięga po wszystko co solidnie, co ruszy parkietem i ma to "coś". Jest więc baltimore, drumnbass, jest dubstep i miami bass też rozrywa membrany. Ode mnie szczególne pochwały za juggle, które dodają jego setom uroku, a nie wybijają z rytmu. Wręcz przeciwnie. Akcentują strategiczne motywy w utworze i podkręcają atmosferę. Jeżeli szukasz obsady na imprezę, to zaproś Luter One razem z jego ziomkiem MF Cutzem. Razem grają imprezy i dobrze się uzupełniają, co sam sprawdziłem. Poniżej mix Luter One z 2010 roku. A tutaj jego profil myspace

DJ Luter One - Two divided by zero (2010) by DJ Luter One

poniedziałek, 24 października 2011

Mr Krime - Phat'n'all Dat - preorder

Gdy my nagrywamy kilkunastominutowe promomixy, wrzucane do sieci, po to tylko by o sobie przypomnieć i dostać bookingi. Gdy inni kompilują kilkunastominutowe mixy, wrzucane do sieci, na które składa się 5 utworów, brzmiących tak samo i tak samo już "nie aktualnych" w chwili publikacji, bo na innym blogu pojawiły się edity bardziej fresh... To Krime, trwający w posiadających duszę latach dziewięćdziesiątych nagrywa kilkudziesięciominutowy mixtape i wydaje na to cd z okładką. Już podobno w Epiku nawet takich nie ma... Phar'n'all Dat - not your ordinary 90's hip hop mix. Preorder już wystartował, tak więc pisz tutaj i zamów swój egzemplarz!

Phat'n'All Dat Promomix by Mr.Krime

poniedziałek, 3 października 2011

sobota, 1 października 2011

MP Djów IDA 2011

Wyniki Mistrzostw Polski Djów IDA 2011:
kat. show:
1. Czarny & Tas
(i dwa metry elektroniki)
2. Daaz

kat. technical:
1. Bez Ksywy
(najlepiej opracował rutyny i połączył juggle ze skreczami)
2. Nativizm
(najlepsze skrecze)
3. Noriz
(do swoich juggli musi wprowadzić nowe patterny, jak sam mówi ten start był na przełamanie)
4. Flowka
(jako jedyna używała original wosk style)

piątek, 23 września 2011

DJ Barman



Muszę Wam przyznać, że przez wiele lat żyłem w nie świadomości. Brnąłem przez tłum bawiących się ludzi, prowadziłem ich, ale tak na prawdę nigdy niczego im nie dałem. Wszystko zmieniło się, gdy pewnego dnia jego wszechhitowość Robert uzmysłowił mi, że ludzie chcą czegoś więcej. Chcą pić. Woda dla Roberta to woda dla ludzi. To szczęście i ekstaza panująca wśród armii szalonych nutek. Tak więc mordeczki, dupeczki i krejzole wyciągnąłem wnioski z tej lekcji i poszedłem krok dalej. Od teraz w moim riderze jest punkt, że oprócz gramofonów, miksera i takich tam, chce także źródełko z piwem, co bym mógł poić moich fanów.
Granie na barze jest ciekawostką i w związku z tym, że wokół za dużo jest alkoholu dużym zagrożeniem o czym nie raz przekonałem się lata temu grając w krakowskim Bum Bar Rushu. Ciekawe jakie doświadczenia mają dje grający w warszawskim Karmelu, gdzie djka otoczona jest przez bar. Z jednej strony ciekawy pomysł, ale ja jednak wole być bliżej ludzi (chociaż tak blisko jak Robert to nikt nigdy nie będzie).
Samo połączenie baru i djki w wydaniu winamp, albo barman z dostępem do Youtube, świetnie sprawdza się w zatłoczonych pubach, w których publiczność ma skłonności do przesadzania z wiśniówką.
Z drugiej strony uruchomienie oficjalnie, lub najczęściej nieoficjalnie baru na djce to też jest trafiony pomysł. Świta towarzysząca dzielnie djowi na pewno poradzi sobie z rozdysponowaniem alkoholu wniesionego w jakże pojemnych caseach. A nadmiar chętnie zostanie wchłonięty przez głębokie gardła szalonych dziewczyn. Patrz kilka scen z teledysku do Zbyszka.
Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że czy dj przyjdzie do barmana czy barman do dja, to i tak na pewno się ze sobą dogadają, choćby przez wzgląd na to że są na siebie skazani.

poniedziałek, 12 września 2011

IDA 2011 Promo - Making of

Poniżej filmik ukazujący co się działo podczas kręcenia klipu promującego Mistrzostwa Świata Djów IDA 2011. Za utwór odpowiedzialni są: Foreign Beggars, Dj Noname, Dj Troubl, Dj Mandrayq, Fader Penetrators, Unkut.

IDA 2011 MAKING OF from 24MEDIA on Vimeo.



A same mistrzostwa odbędą się w grudniu, w krakowskim kinie Kijów. Obsada:

Showcases:
Unkut (GER) – Vestax Extravaganza 2007 World Champion, 12 x German Champion
Fader Penetrators (BEL) – IDA Show Category 2010 World Champions
Mandrayq (ITA) – IDA Technical Category 2010 World Champion
Gooral (POL) – Etno / Electro / Folk, Live Act
Dj IRIE (HOL) – audio / visual scratch show

Afterparty:
Dj Troubl (FR) – ITF / Allstar Beatdown 2002 World Champion
Dj IRIE (HOL) – 5 x DMC Holland Champion
Dj Falcon (POL) – 3 x IDA Poland Champion

Wcześniej, bo 30 września także w Krakowie, lecz w Fortach Kleparz zostaną rozegrane Mistrzostwa Polski IDA, które wyłonią naszego reprezentanta.

sobota, 10 września 2011

To ziomek na melanżu, to na melanżu, to ziomek na melanżu...

Miała być kontynuacja tego posta, ale w wątku męskim, ale wyszło o ziomku na melanżu...

Dawno, dawno temu, gdy piszący to dj miał jeszcze ambicje i chciał od grania czegoś więcej niż tylko pieniędzy z krejzolami na imprezach było tak… Na prawdziwych imprezach rapowych się nie tańczyło. Bo imprez nie było, były koncerty. A na koncertach, gdy zaczynał grać dj, to był znak, aby zbierać się pod sceną i bujać się z jedną ręką podniesioną, a drugą opartą na swojej niuni. Tej jedynej, tej najlepszej. Ziomki skakały, machały, ale z dziewczynami nie tańczyli bo przypał i siara na osiedlu. No bo kto tańczy z dziewczyną? No kto?
Po koncercie dj znowu grał, a na sali robiły się kółeczka. W środku leżał stos torebek, a wokół bausowały czikity. Ziomy i ziomale pili przy barze, lub kminili w zaciemnionej miejscówce bo ktoś skołował sztuke. Się jara dzieciaku! Gdy Rap Kanciapa już na dobre zagościła na Vivie, a Klan przeżywał kolejne wskrzeszenia, średnia wieku na imprezach się wyraźnie podniosła. Ortaliony poszły w odstawkę, a na parkietach którlował Sean John, Dada, czy Fubu prosto z bagażnika. Dziewczęta zauważyły, że są kobietami i zamiast podśmiechwiania się wolały skupić się na kręceniu i wyginaniu. A ziomki, jako że MTV już śmigało w każdej kablówce odpuścili sobie sztywny styl hardcorowych osiedli i delikatnie, stopniowo, zaczęli przytupywać tudzież nawet zginać nogi w kolanach. Dozwolone było opuszczenie bandy w celu zapoznawczego tańca z maniurką. Ale były pewne niepisane zasady, że kolega raczej jest pasywny w ruchach, natomiast koleżanka ma się wić, wyginać i swymi ruchami adorować Partnera. I tak weszliśmy na początku XXI wieku w erę baunsu. Scena podzieliła się na dwa obozy. Pierwszy to ci, dla których platynowe sombrero było herbem rodowym. Drudzy natomiast zrozumieli, że nieśmiertelna nawijka zipskładowa to ich motto życiowe i tańczyli tylko jak się najebali. Ale nigdy nie baunsowali. Oficjalnie słuchali Mobb Deep i francuskiego rapu. W większych miastach równolegle do sceny koncertowej rosła scena impreza black rnb (hiphop już się nie pisało) hot party ekslusiv edition, murzynka na plakacie joł. Słuchacze ulicznego rapu tam nie trafiali, a przy najmniej oficjalnie tam nie chodzili, bo zawsze jakoś wypadało tak, że któryś ubrał szelesty i selekcje nie przepuściła, a ogólnie to na te imprezy chodziły same lamusy. Co ciekawe, do klubu w mieście chodzić nie można było, ale całe karawany jeździły na vixy i techniawki, tam sztywne osiedlowe zasady zostały zawieszane na czas działania piguł czy fety. Problem zaczynał się gdy ta jedyna wybrana spośród dzielnicowych strzępów zaczynała marudzić, że kolejny wieczór ona i on mieli spędziąc na szkole, na ławce czy w innym magicznym zakamarku opalając w dziesięć osób lufkę. Tak więc przyparty do ściany ulegał jej wdziękom i godził się, aby w ten sobotni wieczór pójść tylko we dwoje na miasto, bez hordy ziomków i spędzić szaloną noc tańcząc na lamusowej imprezie. Osiedlowa palestra wbijała chuj w kolegę, że ich zostawił, że się zmienił, że ubrał koszulkę polo i takie tam. Ale on dumnie kroczył z nią przez miejski deptak, a że wcześniej oglądąl kilka teledysków Nellego to wiedział, że w kulminacyjnym momencie zrobi krok w lewo, krok w prawo i pierdolnie obrót. Niestety cały plan legł w gruzach, gdy zobaczył sekcje baunsującą. Wszyscy w nowych najkach, wszyscy mieli hafty z cekinami na spodniach. Czapki z prostym daszkiem i świecącą naklejką. I wszyscy wykonywali takie szybkie ruchy stopami. Kurwa nawet na Mayday tak nie robili. Ona też myślała, że zabłyszczy, ale jak tu błyszczeć jak jedyne co miała w repertuarze to kilka ruchów a la wijąca się szmata, z lekkimi boczkami i nierówno zrobionym tribalem na nerkach. A tam wariatki robiły już te wszystkie triki tyłkiem rodem z teledysków Szam Pona. Były w swoich płynnych ruchach wyluzowane i co najgorsze nie wyznawały zasady, że tipsy albo śmierć. Najgorsze dla naszej pary bylo przełamanie swoich nawyków. Przy każdej szybszej piosence on zaczynał wystukiwać rytm palcami lewej nogi i w tryumfalnym geście podnosić rękę, drugą natomiast wykonywał taki charakterystyczny młynek. ON NAKRĘCAŁ VIXE! Nawet najczarniejsze rnb nie dało rady wymazać tych techno melanży. Tak więc oto udało się nam zdefiniować taneczny styl ziomka, który jest charakterny, który słucha tylko prawilnego rapu, ale niestety w duszy słyszy Van durena, Van volksvagena czy jak im tam. W następnym odcinku kolejne, męskie grupy społeczne zostaną prześwietlone pod względem tanecznym.

poniedziałek, 5 września 2011

krakowskie kluby

Wszystko chyba zaczęło się w momencie, gdy krakowskie kluby zrezygnowały z pobierania opłat za wstęp na imprezy. W sumie klimat, styl imprezowania i bliskość knajp to wymogło, ale permanentna rezygnacja z płatnego wstępu na weekendowe dyskoteki, mimo, że nie są to wielkie wydarzenia spowodowała, że mniejsze klubiki z baru nie były w stanie wypłacić djów. Tak więc nam odpadło trochę grania i uderzyło w nas po kieszeniach. Duże kluby brak wpływów z bramki rekompensowały sobie większą frekwencją i obrotami na barze. Ale w momencie, gdy na dobre przyjęły się promocyjne ulotki z piwem za 5zł nastąpił drugi etap na równi pochyłej do bankructwa wielu lokali. Idąc krakowską Floriańska, czy Szewską atakują cię naganiacze, zwani w branży promotorami. Przyciągają do klubów przypadkowe osoby, skuszone nie muzyką, a tanim piwem czy inną ofertą na ściemnione kamikadze. To takie błędne koło, bo wszyscy szpiegują wszystkich. I z każdym tygodniem ktoś pokonuje kolejną granicę w taniości piwa czy szotów. Znowu duże kluby jakąś to przetrwają, bo odbiją sobie na obrotach. Ale te obroty są coraz mniejsze, gdyż ludzie nauczyli się łowić ulotki i często cały wieczór piją po kosztach. A odnośnie kosztów, to one dla klubów są coraz większe. Druk ulotek. Ładnych ulotek dla ładnych klubów. Opłacenie promotorów. Ładnych promotorów dla ładnych klubów. Wypłacanie im premii za ilość zwrotów. To sumy, które z miesiąca na miesiąc robią się coraz większe. A dje znowu na tym tracą, bo często o powodzeniu imprezy nie decyduje to jak fajnie ktoś gra, tylko że piwo jest za 2 zł i to zapełnia piwnice. W miarę zdrowa sytuacja była, gdy ulotki miały do klubu ściągnąć ludzi, a dj zatrzymać. Ale tak było jakiś czas temu. Teraz ludzie jak skończą się im ulotki, wyjdą i będą szukać promocji w innym lokalu. Następny ruch, który już jest realizowany w kilku miejscach to picie za darmo, lub za na prawdę symboliczne kwoty do danej godziny. Ma to na celu zrobienie podkładu frekwencyjnego pod imprezę, tak aby w piwnicy coś się działo i klubowicze, którzy wejdą z nastawieniem na imprezę i wydawaniem kasy po normalnych cenach zostali. Uważam, że to zły ruch, który już tak rozpieści ludzi, że ciężko będzie wrócić do normalnych relacji cenowych, a po drugie wyczyści klubową kasę tak, że w wielu miejscach odbije się to na stawkach djów. Między tymi etapami, o których piszę powyżej był jeden taki, gdy restauratorzy mieli w miarę dobrze, była duża konkurencja, ale rynek był w miarę stabilny i każdy kto miał jakiś pomysł mógł egzystować wtedy to właśnie piwo w knajpach było po 10 czy 12 złotych, a ceny drinków dla wielu były zaporowe. Widać było, że jest za drogo, że ludzie odpływają z klubów, ale nikt rozsądnie na to nie reagował. No to los sprawił, że sprawiedliwość dziejowa odwróciła rolę i to teraz klubowicze żerują na właścicielach. Jak zwykle przetrwają najsilniejsi, którzy mają zaplecze finansowe, dobrą lokalizację i pomysły inne niż rozlewanie piwa za darmo. Piszę to, bo obecna sytuacja wcześniej czy później będzie miała wpływ na zarobki każdego kto w Krakowie gra. Są wyjątki i kluby, w których zawsze będzie się kręcić, ale 90% miejsc z "topowych" klubów z utęsknieniem czeka na powrót studentów. Muszą jednak pamiętać, że student to trudny klient, któremu gdy raz sprzeda się piwo po kosztach, nie będzie już za nie chciał zapłacić rynkowej ceny.

wtorek, 16 sierpnia 2011

Serato vs Traktor

Skoro Qbert nie zna odpowiedzi to tym bardziej ja nie mam pojecia co doradzić. Tak więc prosze nie pytajcie mnie co wybrać.

wtorek, 2 sierpnia 2011

sztosik minimix

nagrałem ten miks, aby... teraz wiem że nagrałem ten miks, aby nauczyć się nagrywać minimixy

Trakmajster sztosik minimix by trakmajster

wtorek, 28 czerwca 2011

Rezydencja

Gdy powoli człowiek zbliża się do djskiej emerytury, a dalej chce pracować w zawodzie to naj prawdopodobniej będzie zmuszony to objęcia stanowiska rezydenta w jakimś klubie. W wyjątkowych przypadkach, gdy miejsce jest na fali, imprezy skutecznie promowane, a promotorzy są najlepsi na streecie i ściągają głodne zabawy wycieczki to taka rezydencja może tylko odbudowywać ego i skutecznie stymulować do ciekawego grania. Ale gdy tak nie jest, a na danceflor trafiają przypadkowi ludzie, którzy niedopici po weekendzie szukają rozrywki w poniedziałek to granie staje się ciężkim testem na cierpliwość i pracowitość. W takim przypadku to co robi dj można określić jako "po prostu nie spierdol tego". Testowałem to setki razy i chodzi tylko o to, aby przegrać te 1000 utworów, hitów pop/rnb tak, aby Kasia i Ania mogły zaśpiewać refren, a Wojtek i Michał mogli przećwiczyć nowy układ, który rozkminili w szkole tańca. Maksimum dwa miesiące takiego grania i siada psychika Tobie, oraz barmanom, szklankowym i bramce. Gdy Ty będziesz po raz n-ty zgrywać te same hity, barmani ze szklankowymi będą robić zakłady o to jaki będzie następny numer, bo tak już znają Twoje sety. I tu zaczyna się problem. Ty to wiesz, oni to wiedzą i szefostwo też, że nad Twoją ksywką jest naklejka "znowu to samo". Ale tych kilkudziesięciu czy kilkuset ludków, przypadkowo wyłapanych z ulic to średnio interesują, a nawet się podoba i tego chcą. Dla odprężenia, poprawy atmosfery zaczynasz grać inaczej. Tanecznie, ciekawie, ale nie są to hity, nie przeboje i co z tego, że barmani wreszcie mogą pracować z uśmiechem na twarzy, co z tego, że Ty wpadasz w trans miksowania, szukasz, kombinujesz jak to wszystko to chuj. Tak sobie możesz grać jak zaproszą Cię jako "gwiazdę" na szeroko promowaną imprezę. Tutaj rzeczywistość sprowadza do parteru. Znów musisz grać to samo, aby Ewa, Jola i Gosia, co właśnie skończyły pracę w Galerii, chciały zostać na kolejne piwo i może pokręcić tyłkami na parkiecie. Bo one tańczą tylko do tego co już kiedyś słyszały. Jeżeli to od Ciebie zależy czy ludzie w klubie zostaną, czy wyjdą to nie pozostaje nic innego jak poddanie się i granie "poprawnie politycznie", a jak już się opiją, oswoją z danceflorem (hi hi hi bo my takie wstydliwe jesteśmy...) to wtedy być może nadarzy się szansa, że rozkręceni, roztaczeni łykną jak młode pelikany twoje wynalazki muzyczne.
Czekanie...
Wczesna godzina nie ma ludzi w klubie, to myślisz: "A chuj z tym wszystkim" i poszerzasz repertuar, kombinujesz. I w tym właśnie momencie wchodzi 20osobowa grupa, zwariowanych studentów, którzy zaliczyli sesje i chcą polecieć łukiem. Ale miny ich wskazują, że jak na studenta przystało Twój, zjawiskowy repertuar delikatnie im nie odpowiada, więc w prawo zwrot i ku wyjściu. Włącza się alarm i szybko szukasz numeru-bangera który ich zatrzyma. Znalazłeś. Za późno, wyszli. Pozostaje wrócić do hit mix playlisty i czekać cierpliwie na kolejny desant crejzoli...
Pozdrawiam wszystkim rezydentów.

sobota, 30 kwietnia 2011

Wykony





Muszę przyznać, że to kurwa wcale nie jest takie proste. Na trzeźwo tym bardziej. Staje człowiek przed kilkoma stówkami ludu i wykonuje tego Zbyszka. Wykonuje raz. Utwór jest super krótki, więc sytuacja i reakcja publiczności wymaga, aby wykonał go drugi raz. Trzeci może wykonać w wersji dubstepowej. Ale ten człowiek mc nie jest i po dwóch wykonach ledwo mówi, ma problem z oddechem, a serce dostaje telepawki. Ten chłopak jest djem, więc przechodzi do tego co robi najlepiej i puszcza kolejną piosenkę i kolejną, a ludzie pod djką stoją, patrzą, skaczą i czekają na cud. No to mikrofon w rękę i jakaś zabawa w stylu pytanie - odpowiedz, albo podkręcenie atmosfery poprzez rozrzucenie koszulek. Turntablistom nie jestem, zresztą ta publiczność ni chuja nie wyzna się na tym i nie ma sensu świrować. No to kolejny Zbyszek? Ileż można... Krzyczeć elo nie będe...
To jak musi się czuć Robert M, który jedyne co ma do zaprezentowania publiczności w ramach swojego show to skakanie "foczka style" i klaskanie? Koronnym numerem wszystkich djo-producentów jest na tzw. breakdownie podniesienie jednej z rąk i nabijanie nią tempa w powietrzu, przy czym druga twardo coś robi z equalizerem. Gdy breakdown się kończy dj zaczyna machać coraz szybciej ręką i także zaczyna skakać. Wtedy publika wie, że będzie pierdolnięcie i też zaczyna skakać. I jest zajebiście.
To w sumie jest problem jak zrobić show, gdy popełniło się hita. Odtwarzanie swoich numerów z cd i w międzyczasie skakanie, klaskanie i robienie jakiś mikro układów tanecznych za konsolą jest najsłabszą opcją, ale w sumie jedyną możliwą do zrealizowania.
Dje z upływem czasu stają się producentami i stając na scenie lepiej potrafią się na niej zachować. Mają już w żyłach to, że przedstawienie musi trwać, że ludzie muszą być zadowoleni, że muzyka musi grać. Producenci natomiast, aby zarobić na swoich produkcjach muszą stać się djami. I z reguły są bardzo chujowymi djami. Bez charyzmy i polotu. Najgorzej jest, gdy któryś z nich popełnił hit, którego integralnym elementem jest śpiew, rap czy inne wycie. Wtedy ktoś kto wokalnie się udzielił ma przejebane, bo dj na imprezy go nie zabierze, ponieważ koszty, ponieważ to dj/producent jest numero uno, a tak to wokal by wszedł na podium. Przejebane ma dj, gdyż jedyne co może zrobić to na refrenach wycinać sound, tak aby "cała sala śpiewa z nami". I przejebane ma publiczność, ponieważ w zamian za swoje zaangażowanie nic nowego, świeżego nie dostaje. A ja nagrałem kolejnego "chama", trzeba jeszcze tylko kilka rzeczy trzeba zmienić i można do swojego zjawiskowego repertuaru dołożyć kolejny kawałek. Teraz to już będzie najlepsze show w powiecie. Nawet dożynki w remizie takiego nia miały!

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

sobota, 16 kwietnia 2011

J E S T E M

Dje, którzy wnoszą powiew świeżości, mają 200 znajomych na fejsie i nowe najki. Wchodzą na scene z przytupem i ???? Ktoś ich pamięta?
Trakmajster. Jestem.

Menadżerowie, którzy mają zjawiskową wizję artystyczną. Noszą szaliki w lecie, pracowali na zwywaku w Londynie i byli na Openerze. Mieszają, kombinują, zapominają, nie dopilnują i ???? Uzależnią się od koki, polecą z nurtem wódki...
Trakmajster. Jestem.

Właściciele, którzy otwierają ich niepowtarzalne kluby na kredytach z providentu. Tworzą klimat i najlepszą selekcję w mieście, wiedzą jak prowadzić ten biznes, bo od 10 lat przepierdalają w klubach hajs rodziców. Po pól roku jakoś nie ma tego klimatu, nie ma właścicieli, a piwnica śmierdzi dalej.
Trakmajster. Jestem.

Organizatorzy, którzy tworzą unikatowe eventy. Tworzą nową jakość na scenie i... leżą pijani na backstageu, a długi rosną...
Trakmajster. Jestem

10 lat mineło od mojej 1 imprezy w Krakowie, czekam na kolejne wynalazki, wyzwania, nowych kreatorów życia klubowego i ogólnie yo. Trakmajster. Jestem.

środa, 23 marca 2011

przegląd młodych talentów

Wszedłem sobie na stronę VChamps i przeglądam sobie filmiki- zgłoszenia do battlowego wydarzenia roku. Wydarzenie roku, dlatego, że tak po prostu, tak nagle ktoś porwał się na pomysł, aby w wielkiej hali zrobić mistrzostwa djów wspierane pokazami m.in. Craze'a i Qberta! Pomysł zajebisty, odnośnie formuły imprezy świeży i jak na razie dobrze prowadzony. Ale trzeba przyznać, że szalony. Jeżeli wypali to znak dla takich jak ja, że ostatecznie należy się wycofać, albo baaardzo poważnie zastanowić nad tak zwanym animowaniem sceny. Myślałem, że wiem o niej wszystko, lub prawie wszystko, bo w sumie od kilku lat, żadne wydarzenie, czy postać mnie nie zaskoczyły mnie. Sporadycznie śledząc fora, yt i obsady różnych imprez wydawało mi się, że mam rozeznanie. A tu proszę. Ktoś szarpnął się na hale na kilkanaście tysięcy widzów i organizuje tam imprezę, która wg. mnie nie przyciągnie więcej niż 2-3 tysiące osób. Tak, wiem, że działam w konkurencji i wiele osób jest zmęczonych tą konkurencją, jej formułą i tym, że ciągle Kraków. Ale patrzę trzeźwo na te Vchampsy i dlatego w optymistycznej wersji zakładam tam 3 tysiące osób. Szansa jest jeszcze w tym, że każdy kto wysłał zgłoszenie i dostanie się tam, poprzez swój fb zrobi takie zamieszanie, że zabierze ze swojego miasta busa znajomych i to podniesie frekwencję.
Dobra zgubiłem wątek, bo akurat oglądam/słucham sobie filmiku ze zgłoszeniem Daaza. Jak na razie najlepszy z tych które oglądałem w kategorii mix/dvs. Chociaż widać tu to, co także coraz bardziej mnie u mnie wkurwia, czyli zapominanie o czymś takim jak wchodzenie skreczem z nowym numerem. Idziemy na łatwiznę i nowy numer wklikujemy padami, a decki służą już wyłącznie do korekcji tempa. Myślę, że nawet jak ta impreza nie wypali, czego organizatorom nie życzę, to sama ta platforma internetowego porównywania skilli za pomocą filmików, bardzo ożywi scenę i wpłynie na technikę djów.
O kurwa... wracając po kilkunastu minutach spędzonych w kategorii digital. Niezłe odkręty tam się zgłosiły. Ciekawe wynalazki. Chciałbym tam być na scenie i popatrzeć jak sobie techniczni poradzą z podpinaniem tych statków kosmicznych. Jeszcze kilka odpłynięć w digitalu zaliczę i sprawdzę co Krótki na swojej nowej 57 wyskreczował. Ale pytanie roku jest takie co to leśny zwilż i czy Krótki, który jest niezłym "wariatem" z podobnego klimatu jak my nauczył się jakiś patternów drummingowych..?
Znowu po kilku chwilach... Kiedy nie gramofonowcy zrozumieją, że skreczując na cd playerach, czy innych kontrolerach, a nie będąc w Scratch Perverts są chujowi???

czwartek, 3 marca 2011

InfoSesja RBMA

W Sobotę w krakowskich Fortach Kleparz odbędzie się Infosesja dotycząca Red Bull Music Academy. Od 17:00 do 18:00 planowany jest panel dyskusyjny w polskimi absolwentami, a od 18:00 do 20:00 warsztaty producenckie. Wstęp wolny, pewnie będzie kilku djów, producentów więc jeżeli chcesz dowiedzieć się czegoś nowego i wymienić poglądy to przybywaj. Przybędziecie ? Przybędziemy!

sobota, 19 lutego 2011

MOC! ENERGIA! AMFETAMINA!!!

Sobota leniwie się snuje, więc trzeba ją trochę podkręcić. W tym celu czas sięgnąć po przysłowiową szmatę. Która niby tępiona, niby znienawidzona, to jednak nie przerwanie przewija się tu i tam. A jako, że ostatnio o 14 na Rynku w Krakowie napotkałem pół człowieka pół węża, który na turbo przyspieszeniu budował kwadraty rękoma w powietrzu i żywcem wyglądał jak wyjęty z Love Paradę przypomniało mi się kilka sytuacji z życia wziętych, w których główną rolę odgrywa nasza polska Anetka.

Akademik AGH. Lat temu kilka. Polska to już tak jakby Europa, ale jeszcze młodzi studenci, którzy nazjeżdżali się z najróżniejszych zakamarków kraju nie wiedzą co to sushi, co to wrapy, oraz że pasta to makaron. Tak więc jeden student wysyła esa do drugiego, który jest w sklepie, żeby kupił fetę. Zamiary miał dobre, a kolega o nowych trendach w kulinariach średnie miał pojęcie. W wyniku czego kilka godzin później pół piętra zamiast delektować się sałatką osiągnęło status szybszych od światła.
Całe studio Familiady się śmieje!!!

Była sobie kiedyś wielka hangarodyskoteka w Krakowie. Dwóch djów spod Nowego Targu, gdzie byli przodownikami technodacnetrancu dostało życiową szansę tam zagrać. Manieczki, White Sensation, Mayday i ogólnie vixa na maxa. Wiecie ocb. Jako, że wjechało im to na ambicję jacy to są zajebiści postanowili, że wejdą na wyższy poziom bytu i będą 30cm ponad chodnikami. Po kilku telefonach dostali się do jednego takiego chłopaka z miasta i zakupili za ciężko uciuane dudki (w tygodniu oscypki sprzedawali) całą jedną sztukę kokainy. Będąc w klubie zapodali sobie po węgorzu i tak ich wyspinało, że manager musiał im kombinować amfetamine, żeby trochę im popuściły ścięgna. Niestety nie wiem jak wypadli i jakie zajebiste numery zapodali.
Całe studio Familiady znów się śmieje!!!

Akcje przenosimy na Śląsk. Ziomki z osiedla organizowały koncert charakternych ekip rapowych. Przyjechał taki jeden ulicznik z Warszawy, a że droga długa i wyboista to schlał się strasznie. Ledwo wszedł do klubu i nie bardzo wiadomo było co z nim zrobić. Jego koledzy wymyślili, że muszą go jakoś reanimować, gdyż publiczność ich zlinczuje jak nie zagrają. A jako, że mimo, że koksu tam mają w nadmiarze, to jednak TEGO koksu nie było. Była feta. No to nasz raper ućpał się fetą, zmarwychstał, zagrał koncert na 8 biegu, a później... a później zajebał kilkunastominutowy freestyl od tyłu. Reverse style!
Całe studio Familiady leży i kwiczy!!!

To było naprawdę dawno temu, jeszcze nawet Taśmy nie grał dancehallu, a o reggae ludzie myśleli, że to Boombastic. Clashe czy inne bashmenty dopiero się krystalizowały w dziwnych lokalach. A fryzjerzy dopiero uczyli się na robić dready. Bibułek nie było w sklepach, a lufki sporadycznie można było dostać tylko, że pękały prawie od razu. W pewnym nie dużym mieście, na pewnym osiedlu. W osiedlowej knajpie, lokalna scena rastuchów zrobiła imprezę, koncert, jam i melanż w jednym. Ktoś przywiózł jeden gramofon, ktoś drugi, a ktoś inny bongo. Było z 50 osób, nawet z innych miast jednostki przyjechały i tak oto historia toczyła się do przodu. Ekipa, która to ogarniała miała otwarte umysły i nie ograniczała się tylko do raggi, szukała, kombinowała. I tak jakoś się stało, że jak brakło jarania, to jeden z selektorów wpadł na pomysł, że albo się dorzuca do pieca, albo do domu. No i chłopaki nażarły się amfetaminy. Żarty się skończyły w momencie kiedy serca zaczęły bić kilkukrotnie szybciej niż tempo jamajskich riddimów. Na szczęście gramofony były Vestaxa czy Stantona i była opcja, żeby odtwarzać siódemki na 78 rpm. I tak powstało jungle.
Całe studio Familiady płonie!!!

wtorek, 15 lutego 2011

Pomysły

1. Aplikacja na fejsie kojarząca djów którzy jadą w tym samym kierunku i robią zrzutkę na paliwo, zamiast wozić powietrze swoimi bolidami.
2. Baza ludzi którzy wypożyczają decki (kluby zawsze mają z tym problem...), tak aby nie trzeba było specjalnie toczyć felg i targać w bagażniku swoich decków oraz wozić powietrza na siedzeniach tylko jeździć na weekendowe by TLK.
3. Internetowy serwis oficjalnie współpracujący z wytwórniami / producentami który udostępnią osobom z branży promo mp3. Zamiast rozsyłania singli do djów, którego to oprócz 2 czy 3 przypadków (dzięki Hirkowi Wronie) nie doczekałem się, chciałbym dożyć sytuacji w której dostaje chociaż singlowe mp3 w dobrej jakości...
4. DJ W OFERCIE SPECJALNEJ - skoro mam już jechać do np. Szczecina i zwiedzać całą Polskę, to bardzo chętnie zagram nawet najgorętszą dyskotekę rnb po drodze. Dzień wcześniej lub później, gdzieś w mieście w połowie trasy. Dodatkowo obniżę stawkę, bo zależy mi aby z tej podróży wycisnąć jak najwięcej... Tylko do kogo się zgłosić?
5. Uproszczonej procedury legalizacji grania. Tak, aby ZAiKS dostawał ryczałt za Imprezę np. 20 zł, a nie trzeba było z góry płacić za cały rok. Po imprezie dj eksportuje trackliste z np. Serato i panie z Zaiksu wiedzą co jest grane. Czytając listę, wyobrażają sobie jak musiało być zajebiście na imprezie i rytmicznie falują fałdkami na pośladach.

A jakie Ty masz pomysły, dzięki którym będzie się nam lepiej pracowało?

środa, 26 stycznia 2011

mp3

Jeszcze kiedyś rozpisze się o swoich metodach poszukiwań muzyki. Dzisiaj, tylko po to, aby coś się na blogu działo napiszę o świeżym pomyśle. Więc tak, aby nie przedłużać, bo przede mną jeszcze dużo pracy. Wszedłem na hiphop/rnb charty billboardu i po kolei sprawdzam tytuły najpopularniejszych songów. W kolejnym oknie przeglądarki mam otwarty amazon, gdzie na szybko sprawdzam albumy z których pochodzą topowe single. A ostatnie okno to google i wyszukiwarka mp3. Tutaj jest trochę zamieszania gdyż za każdym razem wyskakuje kilka rekordów, a mnie interesują tylko te z jakością od 192 wzwyż. Z torrentów nie korzystam więc tylko taka droga mi pozostaje. Ogólnie wniosek jest taki, że większość nowego hiphopu ni chuja mi nie pasuje i nie ma w tym nic co by sprawiało, że chce mi się to grać i z tym utożsamiać. Tak wiem, że chart billboardu to nie jest TEN hiphop, ale stwierdziłem, że zanim poznam lokalnych raperów, którzy są zajebiści, ale istnieją tylko na idpodach swoich ziomków i youyubie trzeba sprawdzić njapopularniejsze pozycje. Przeczesywanie sieci trwa.

niedziela, 9 stycznia 2011

DJ DJ PIENIĄDZE



Nie ma co ukrywać, zarówno mnie jak i pewnie większość z Was interesują pieniądze, a zwłaszcza sposoby na ich przywłaszczenie. Tak więc nadszedł czas aby zestawić ze sobą talary, zawód dja i przyszłość. Twoją przyszłość
młody dju. Głównie będę opierał się na swoim i moich znajomych życiu, pewnie inni mieli inaczej, ale nie chcieli się ze mną podzielić przy piwku więc pozostaje mi autopsja i żale kolegów. Moment przełomowy w karierze dja to decyzja. Decyzja najczęściej zapada gdy zdarzą się dwie rzeczy, po pierwsze zaczniesz w miarę regularnie zarabiać pieniądze z grania, po drugie nadejdzie pora, gdy syn marnotrawny nie wytrzyma z rodzicami i po liceum musi się wyprowadzić, lub coś w tym stylu. Wtedy większość młodych wiekiem djów stawia na gramofony, imprezy i aftery u barmanek. Przy pomyślnych wiatrach, gdy kariera będzie się rozwijać uda im się tak utrzymać przez 2-3 lata. Chociaż tak na prawdę niewielu znam grajków, którzy wyżyli z grania. Oczywiście to zależy od wsparcia lub jego braku ze strony rodziców, od tego czy studiujesz, gdzie mieszkasz. Ogólnie to jak najbardziej można przeżyć i to na całkiem przyzwoitym poziomie, ale tylko i wyłącznie gdy jest się najlepszym. Dje tacy jakim byłem ja wegetują. Z jednej strony te imprezy są i jest potencjał finansowy, z drugiej zawsze brakuje tych 2-3 wydarzeń, aby zamknąć domowy budżet. I tak mija rok, dwa. Niby jest dobrze, ale stoisz w miejscu, zarobisz na 40 nowych wosków miesięcznie, ale nie zarobisz na MPC, czy auto. Gdy po prostu jesteś na scenie. Nie najlepszy. Nie najgorszy. Musisz myśleć o przyszłości. I nie jest to gadka zawsze uśmiechniętego doradcy finansowego, który będzie twoim przyjacielem forever, tylko normalna przyjacielska prawda życiowa. Otóż, gdy podejmiesz decyzję, że granie to Ty, a gramofon to przedłużenie Twojej ręki, musisz też pomyśleć o spadochronie. Bo, a znam kilka takich przypadków, zdarzy się, że wpadniesz, lub świadomie spłodzisz dzieciaka i będziesz z dnia na dzień musiał sprzedać decki i już nigdy nie wrócisz. Zapomnij o blasku kolorofonów i atakującym neurony stroboskopie. Jak jesteś dobry, to pewnie masz mnóstwo bookingów i do tego masz talent producencki, zresztą w pewnych przypadkach chuj z talentem, bity można kupić. Obronisz się produkcją, tu coś sprzedasz, tam dostaniesz 500 zł z ZAiKSu i do przodu. Czas na nie-muzyczną pracę możesz śmiało przeznaczyć na montowanie dźwięków, bo widzisz, że to ma sens. Pamiętaj święte słowa, które powiedział mi Krime, który też kogoś cytował, ogólnie chodzi o to, że w kwestii pamięci, odcinania kuponów i szacunku to dj bez produkcji jest nikim. Znam też przypadki, że o ile dj nie wydał zbyt wielu własnych kompozycji to zarabiał na zleceniach na muzykę pod spoty reklamowe. I to bardzo znana ksywka. Jak dla mnie super rozwiązanie i pożyteczne wykorzystanie swojego talentu. Jak nie jesteś na tyle utalentowany (czyli ja), źeby produkować, czy realizować we własnym studio no to witamy w świecie 6,50 za godzinę. Tak, próbowałem. Do 4 rano siedzisz i obcinasz, zmieniasz, nakładasz, odwracasz 2 sekundowy sampel z nadzieją, że rozpierdoli głośniki, gdy zagra go Robert M podczas Sylwestra na Rynku. Rano wstajesz, puszczasz i chuj. 2 sekundy jakiegoś jazgotu. Nie jazzgotu. Po prostu śmieć. Tak więc trzeba zrobić dywersyfikację dochodów. Ja się z nią spóźniłem jakieś 3 lata. Trzy lata w sumie zmarnowałem myśląc, że jestem zajebisty i że moja selekcja sprawi, że życie samo się ułoży. Niestety. Witamy w rzeczywistości. Najlepsze dla dja komercyjne rozwinięcie jego hobby, to praca np. w sklepie ze sprzętem oświetleniowo-nagłośnieniowym. Masz kontakt z klubami. Z djami. Znasz się na tymi jest miło. Ale to jest etat. Codziennie od 9 do 17 jesteś świeży i gotowy. Ale kilka miesięcy temu podjąłeś decyzje, że Twoja religia to nie sam krzyż, a crossfader i pojawiają się grania w środę, w czwartek i ni chuja tego nie pogodzisz. Do widzenia etacie. Jak jakoś udało Ci się połączyć studia z graniem i masz tego magistra to przy super szczęściu trafisz na jakąś posadę mobilnego handlowca. Jest auto, telefon i co miesiąc coraz ambitniejszy plan do wykonania. Znam jeden przypadek, że na prawdę można. Co prawda podobnie jak w przypadku kolegów, którzy pracowali w dj sklepach, pojawia się problem piątków i grania na drugim końcu Polski, gdy trzeba do tej 17 wciskać marzenia i szczęście, ale jeden kolega sobie radzi i jest to jakieś wyjście. Są też posady w agencjach eventowych, spoko jak dotyczy to główkowania, gorzej jak to fizyczna praca montera konstrukcji scenicznych, bo zabiorą Ci wtedy weekendy i chuj z taką pracą dzięki której nie zagrasz. Dobrym rozwiązaniem jest dorabianie jako freelancer, grafika, programowanie, tłumaczenia, dziennikarstwo. Ale, pamiętaj, że się starzejesz i coraz częściej będziesz korzystał z usług chociażby służby zdrowia. Tak więc pojawia się problem ubezpieczenia. Zarówno praca dja, jak i freelancera w najlepszym przypadku kończy się umową o dzieło. O ZUSie, jak ważnym, gdy pojawisz się jako klient na SORze zapomnij. Nikt o to za bardzo nie dba, zwłaszcza byli studenci ale sam się przekonałem na własnej lewej ręce, prawym obojczyku, kościach prawego oraz lewego śródręcza, że płacić ZUS trzeba. Pozostaje więc samozatrudnienie. Tak po prostu, żeby legalizować swoje dochody, to trzeba na prawdę sporo grać za niezłą kasę. ZUS w najlepszym wypadku to chyba jakieś 800 zł miesięcznie. Rozwiązania są różne od fikcyjnego zatrudnienia się u kolegi i co miesiąc oddawania mu za składkę, po zarejestrowanie własnej działalności, co przydaje się raz na ruski rok przy wystawianiu faktur na zlecenia na imprezy tzw. korporacyjne. Można też pójść krok dalej i otworzyć własny biznes , co jeżeli pomysł wypali jest najlepszym rozwiązaniem. Nie polecam otwierać skateshopów w małych miastach. Więcej gonienia, zamieszania i nerwów niż korzyści. Legalne zatrudnienie oprócz ZUSu daje Ci także możliwość zdobywania kolejnych gwiazdek w szalonym świecie finansjery. Oj, otrząśniesz się kiedyś i wspomnisz te słowa, gdy przyjdziesz do banku po kredyt hipoteczny, a tu zamiast o kredycie, jakże miły Twój nowy przyjaciel - doradca finansowy pokaże Ci wykres za pomocą którego po 15 latach odkładania uzyskasz dopiero zdolność kredytową. Ten zwrot - zdolność kredytowa to jedno z najbardziej wkurwiających mnie haseł.

TU COŚ KIEDYŚ BYŁO, ALE CHYBA ZNOWU PRZESADZIŁEM I USUNĄŁEM TO.