niedziela, 28 lutego 2010

Ostatnia prosta...



To już moja ostatnia prosta. Sądzę, że jeszcze z kilka/naście miesięcy i zakończę karierę dja, chyba, że niecny plan z serato w roli głównej wypali i skończę jako nie dj-artysta ale dj-pracownik-spraw-aby-klub-był-pełen-tańczących-ludzi.

To jest szołbiznes. Jesteś tyle wart ile właściciel lokalu jest w stanie tobie zapłacić. Twoja ksywka jeżeli jesteś znany jest wyznacznikiem stawki, lub twoje granie, które spowoduje, że ludzie zgarnięci z ulicy przez ulotkarzy zostaną w klubie i zrobią obrót na barze. Jeżeli nie jesteś wybitny w tym co robisz, nie wydajesz produkcji to w pewnym momencie, a ja do takiego właśnie doszedłem powstanie pytanie hobby to czy praca. To ważne pytanie, bo odpowiadając na nie zdefiniujesz siebie jako artystę lub rzemieślnika. A to będzie miało duży wpływ na twoją działalność. Artystą nigdy nie byłem, chciałbym. Teraz natomiast jestem 300% rzemieślnikiem.
Moja zabawa z graniem miała kilka mocnych uderzeń, gdzie byłem magnesem dla ludzi i każda impreza była pewniakiem. Obecnie z różnych powodów uważam, że moja działalność dja z misją kończy się. Chociaż ostatnia impreza we wrocławskim klubie Melanż wywróciła tą teorie. I pełny parkiet, który tańczył przez całą noc do moich pomysłów muzycznych trochę podbudował moje djskie ego. Jednak już kilka dni później w Ministerstwie wróciłem do rzeczywistośći. A jest tak, że mam do wyboru albo iść do pracy, albo pracować grając muzykę na którą jest zapotrzebowanie. Tu chodzi o proporcje i miejsce.
Proporcje: Czym bardziej jesteś znany i ludzie przychodzą na twoje imprezy i są do ciebie pozytywnie nastawieni, tym większy masz u nich kredyt zaufania i możesz sobie pozwolić na większą niezależność artystyczną. W momencie kiedy jesteś dla nich dj anonimem, twoja playlista musi uwzględniać wypadkową ich upodobań i tego co jesteś w stanie dla nich zagrać.
Miejsce: Są kluby w których nikt nie podchodzi do dja z prośbami. Do których przychodzi otwarta publiczność a set djski traktuje jak wyzwanie. Co ciekawego zaprezentuje? Jakie kocury przygotował? To są wspaniałe miejsca, w których każdy chciałby grać. Problem w tym, że nie każdego tam zapraszają. Miejsce to oczywiście ludzie. Jeżeli wreszcie jakiś klub Cię zaprosi to zastaniesz tam określoną publikę. Skoro nie będzie to muzycznie wyzwolony lokal, to pewnie będzie to lokal, który przyciąga popowych imprezowiczów. Tak więc zostajesz sam jeden wobec kilkuset osób, które chcą tańczyć, ale ni chuja nie rozumieją i nie chcą zrozumieć dlaczego zamiast Beyonce grasz jakieś takie, których i tak nie potrafią nazwać.
I teraz wracamy do wątku hobby, czy praca?
Jak hobby, to popierdolisz to, przeczekasz rok, dwa. Nagrasz mixtejp. Raz na jakiś czas coś zagrasz i jest fajnie. Na co dzień chodzisz do pracy i masz ogólnie wyjebane. Jeżeli natomiast to granie jest jedną z niewielu rzeczy które robisz w miarę dobrze i to jest twój zawód, bo zamiast chodzić na studia włóczyłeś się z caseami po Polsce. I ten djing Cie utrzymuje to musisz grać. I schodzisz po drabinie ambicji muzycznych coraz bardziej w dół. Ale o czym warto pamiętać, to najważniejsza sprawa w naszej profesji. Jesteśmy po to, aby ludzie tańczyli i dobrze się bawili. Jeżeli nadal tak jest to przynajmniej od tej strony można być z siebie zadowolonym.

Tak więc mój plan, to wywrócenie do góry nogami poglądów, które były ok w momencie, gdy miałem bookingi w całej Polsce i ludzie chcieli abym do nich przyjeżdżał. A teraz wyposażony w Serato stałem się zwykłym pracownikiem głównie Ministerstwa, gdzie moim zadaniem jest sprawić, aby o 22:00 dancefloor był pełny i tak do końca. Metoda jest bardzo prosta, do godz. ok 12-01 gram hit za hitem. Jest Justin, Rhianna, Pitbull. Jest szaleństwo na parkiecie. Od 01 zaczynam grać swoje wynalazki i ci przypadkowi ludzie, ktorzy być może o fakcie, że jest jakiś dj dowiedzą się gdy będą oglądać fotki na mynight, tak więc ci ludzie rozkręceni i coraz bardziej pijani, a przez to otwarci dają się ponieść i gram na prawdę udane imprezy.

To dopiero początek...

piątek, 26 lutego 2010

Małe oszukaństwa...

Poniżej kompromitująca lista czynności, z udziałem moim lub moich znajomych. Zdarzenia te miały miejsce na przestrzeni 10 lat na przeróżnych imprezach... Są to klasyczne sztosy, wynikające z reguły z upierdliwości organizatorów, która powoduje kontre.

- odtwarzanie mikstejpów z serato w opcji, że to grany na żywo set...
- odtwarzanie mikstejpów z ukrytego pod deckami np. ipoda
- celowa zmiana repertuaru na bardziej ambitny tak aby skończyć grać o 3 a nie o 5 rano
- wnoszenie w caseach drugiego baru
- przy okazji dużych imprez - branie alko z baru na kreske innego dja
- przy okazji rapowych imprez POLSKIEGO ANDERGRANDU tłumaczenie rapującym ziomkom, którzy zagadują w opcji: "siema ziomek weż nam poskreczuj troche na refrenach", że nie można bo sprzęt sprzęga
- przy okazji rapowych imprez POLSKIEGO ANDERGRANDU tłumaczenie rapującym ziomkom, którzy zagadują w opcji: "siema ziomek puść jakiegoś instrumentala to zrobimy freestyle battle", że ma się same składanki bez instrumentali.
- branie zwrotów, mimo że gra się w swoim mieście.

piątek, 19 lutego 2010

Melanż będzie



Dzisiaj we wrocławskim melanżu prawdopodobnie ostatnia moja impreza z winyli. Powoli wtłaczam się w świat serato, ale jeszcze nie kupiłem samej puszki dlatego wszyscy dje którzy mnie znacie i czytacie ten wpis możecie spodziewać się regularnego molestowania w sprawie - pożycz serato jak nie grasz dzisiaj. Będe grać teraz jako najemnik impry z zajefajną czarną nutą od Rhianny i Pitbulla. Za wiele osób nie chciało słuchać moich pomysłów muzycznych więc po 12 latach trzeba sobie dać spokój z hobby i zacząć pracować.

środa, 17 lutego 2010

A w klubach...

A w klubach panie to można różne ciekawe zjawiska spotkać. Zaczynając od przeróżnych zasad na bramce, która czasami opóźnia wejście ludzi tak aby zrobić przed klubem tłok- że niby takie parcie na to miejsce jest. Przez zagrywki selekcyjne z zaproszeniami, imprezami zamknietymi... Ja jednak skupie się nad tym how tu rozkręcić imprezę. Spotkałem się ostatnio z trzema ciekawymi przypadkami, szcztucznej stymulacji dobrej zabawy. Pierwszy to zatrudnienie stałej grupy szalonych klubowiczów, którzy we wczesnych godzinach otwarcia knajpy zajebiście się bawią, dziewczyny wyciągają panów, panowie panie i tego typu sposobem o 21:30 jest pełny parkiet. Na podobnej zasadzie działa hasło: "Są murzyny jest impreza!" (wkrótce wydrukuje vlepki...). Tak więc nie jest tajemnicą to, że kilka miejsc w Krk współpracuje z rapującymi niggasami straight from Zambia to AGH, którzy pojawiając się w danym miejscu rozkręcają zwariowane melanże, bo znają wszystkie teksty na pamięć i krzyczą joł. A wiadomo jak są murzyny to jest kozacko. Po animatorach tańca nadchodzi kolej na dja. W jednym z bardziej "trendowatych" klubów w Krakowie dj'e mają raz na jakiś czas spotkanie ze specjalistą od PR. Otóż mowa ciała wiele znaczy i to jakie gesty wykonujesz miksując naprawdę najgorętsze gówno w mieście może mieć fundamentalne znaczenie w odbiorze swojej czadowej muzy. To jak jesteś ubrany, jak reagujesz na fotopstryk do mynight, jak rozmawiasz z krejzolkami które chcą nowy numer J Lo.
A jak zareagujesz, gdy przyjdzie do ciebie właściciel lub menadżer i powie, że ma umowe z Desperados i cała obsługa wraz z djem ma mieć koszulke Desperatabo to fajnie wygląda? Ubierzesz?

niedziela, 14 lutego 2010

Przeplach - SlowFlow



Nadzieja. Ten miks to nadzieja zawarta w muzyce. W niedzielne popołudnie, po serii imprez utrzymanych w konwenji bogatej dyskoteki, po których, ale też na których dochodziło do skandalicznych czynności z udziałem kobiet i mężczyzn taki miks to spadochron pozwalający spokojnie wylądować w rzeczywistości.
Oparty na klasykach muzyki rap i klasykach z których ta muzyka czerpała sample płynie swobodnie, a każde kolejne uderzenie stopy to kolejny zastrzyk mocy. Nie wiem, gdzie i jakie smaczki Przeplach dogrywał, gdzie jest remix a gdzie jakiś jego edit. Jest tam tego tyle, że ja się nie znam. Polecam, chociaż jak już wydaje to w kolorowej okładce to mógłby jakoś ciekawiej to ubrać. Wrzucić fotki swoje i kolegów z imprezy w Kielcach, czy jakieś inne kompromitujące materiały.

wtorek, 9 lutego 2010

Black Red White

Kolega jako, że wprowadził się do nowego mieszkanka, zakupił nowe łóżko. Potocznie zwane wyro nabył w sklepie Black Red White. Jako, że dobry sen w nocy to podstawa sukcesu dnia szarpnął się też na jakiś ekstra materac co sam owieczki liczy i ogólnie szał pyty. Jako, że właśnie był na etapie zapoznawczego flirtu z nową koleżanką i zbliżała się ich 4 randka, czyli już oprócz buzi buzi i lekkiego pettingu także poważniejsze tarło z wykorzystaniem wszystkich sztosów postanowił zaprosić ją na oficjalny test nowego łoża. Przyjechała, coś tam zjedli, wino wypili i dawaj crash test sprężyn. Wszystko spoko, zgodnie z planem, akcja się rozwija, nowe pomysły są wdrażane, łóżko zdaje egzamin, amortyzuje, nie zapada się i nie skrzypi. Jako, że kolega to stary kosmonauta - specjalista od czarnych dziur, któremu niestraszne są niezbadane kratery w subtelnym, aczkolwiek pełnym emocji stylu rozpoczął operacje świder, po czym zachęcony reakcją koleżanki przeszedł do właściwej operacji pod kryptonimem ANAL ATACK VOL. 8. Jednak koleżanka chyba się nie przygotowała czy jakoś tak, a może to ta kolacja i w pewnym momencie zrobiła desant gorącej czekolady na nowe łóżko kolegi. Kolega nie spanikował, ale stwierdził, że nie może tak tego zostawić i uskutecznił operację Black Red White.

Tak więc po tym jej niechlubnym czynie było BLACK

On co prawda jak już wspomniałem nie spanikował, ale troszeczkę się wkurwił i zapalił jej z prawego kontrującego na nosek poszła jucha na łóżko i było RED.

Na koniec stojąc nad rozkurwioną szmatą - i tutaj pojawia się problem, gdyż sam nie wiedział jak to zdefiniować i czy nie lepiej użyć zeszmaconą kurwą... tak więc stojąc nad nią postanowił dokończyć co zaczął i kilkoma sprawnymi ruchami prawej ręki dodał kolejnego koloru to tego kolażu i było WHITE.

Tak.. Tak.. wracamy z historyjkami...

niedziela, 7 lutego 2010

piątek, 5 lutego 2010

Jaworzno - Skrecz Sesja / Groove'n'bass




W sobote w Jaworznie, w klubie Electric Cafe - słynącym z wyjątkowej oferty gastronomicznej, którą każdy kto tam był poleca, odbędzie się Skrecz Sesja (od godziny 18:00), a od 22:00 zaczynamy Groove'n'bass. Co prawda bez Przeplacha, który po wydaniu mixcd rozpoczął samotną drogę na szczyt kariery i wozi się po świecie, ale z Ladybugiem aka Biedroną. Fanów tablismu z południowej Polski zapraszamy więc na skreczową orgie, a później na alkodestrukcje w doborowym towarzystwie.