poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Dj Motyl




Już szykowała się leniwa sobota z Polsatem i zimnym Kasztelanem... I zadzwonił telefon. Emergency DJ Service - słucham? I wyszło, że jadę grać do krakowskiego klubu Frantic. Tak więc pojechałem i grałem z Motylem.
Pierwszy raz poznałem tego dja, lat temu kilka podczas katowickich eliminacji ITF, gdzie w klubie Mega miał swój spory fan club, który bez względu na to co dj robił i tak krzyczał: Motyl!!! Nie pamiętam jaki wynik osiągnął, ale przez kilka lat był wizytówką katowickiego turntablismu bitewnego. I pomimo, że turniejowe rutyny zamienił imprezowe sety to turntablism został mu we krwi. Gra coś co potocznie nazywa się "czarną nutą". Jest to hiphop, rnb, dancehall i wszystkie klubowe "czarne" bangery z tym, że nie za bardzo wkracza w pop. O ile ja śmiało gram popowe dyskoteki, puszczając piosenki - hity. To on raczej skupia się na remixach, blendach i party breakach osadzonych w szeroko pojętych, komercyjnych hiphopowych ramach. Do tego nie zapomina o swoich korzeniach i stara się cały czas coś doskreczowywać, wgrywać, czy np. podkręcać syrenami. Podobnie jak Bleq czy Hdd Cut gra dynamiczne sety z wykorzystaniem padów i wszystkich tych trików na cue pointach oraz przejściach z wykorzystaniem zapętlania np. ostatniego taktu. Jednak to co go wyróżnia to właśnie te szybkie, precyzyjne skrecze które czasami dublują stopy, czy werble i duża aktywność na deckach. W sumie to brakuje tylko juggli...
Postać Motyla to dla mnie kolejna niespodzianka. Nie byłem świadomy jak bardzo rozwinęła się scena rnb-party djów. Mimo, że w sumie każdy z nich gra podobne utwory, to jednak słychać, że jest jakaś rywalizacja, że szukają nowych editów, że rozwijają swój warsztat, że mimo, że tak jak ja mogliby pójść trochę na łatwiznę w graniu, to oni jednak napierają. Dobrym pomysłem byłoby zrobienie bitwy na np. 10minutowe sety. I sądzę, że nawet najbardziej zagorzałym anty fanom szalonej czarnej muzy, samo techniczne wykonanie tych setów przypadło by do gustu.


Czy jak się grało cały weekend i gra się w poniedziałek to:
a) weekend się skończył i właśnie zaczyna się nowy?
b) weekend jeszcze trwa?
c) pół człowiek pół dj nie potrzebuje snu?

czwartek, 26 sierpnia 2010

Dj Mag

Jakiś czas temu opowiedziałem na kilka pytań. Teraz te odpowiedzi w formie komentarza możecie przeczytać w poniższym artykule. Artykuł ukazał się w czasopiśmie DJ Mag. Całość do kupienia np. w Empikach, lub do pobrania tutaj.
Nie ważne w jakim kontekście piszą, dobrze czy źle.. ważne żeby pisali...



wtorek, 17 sierpnia 2010

19.08 Czwartek. Krecimy klip do Zbyszka!!!

Za dwa dni, to jest 19 sierpnia w Krakowie, w klubie Ministerstwo na ul. Szpitalnej 1 kręcimy klip do Zbyszka. Dla tych którzy chcą zagrać jakieś role i w miarę wcześnie przyjdą do klubu (nie o 23 a np. o 20:30) obsługa przygotuje nie żadne oszukiwane welcome drinki, tylko jak to na plan zdjęciowy do Zbyszka przystało normalne a la literatkowe darmowe kieliszki ciepłej wódki. Tak więc zapraszamy...

Mały plan:
od 20:00 krecenie sie po klubie i kręcenie scen. Dj gra RNB Hity, żeby turyści zostali w klubie i robili tło...

od 24:00 kręcenie się po klubie i kręcenie scen w mniej skoordynowany sposób i ogólnie haos pode mną i haos nade mną. Dj zaczyna grać breakbeaty, co drugi kawałek do Zbyszek, baltimory i mashupy

od 2:00 kamera ustawiona w jednym miejscu bo nikt nie jest w stanie jej trzymać. Dj stoi przy gramofonach ale tylko stoi. Za sound odpowiada playlista mixtejpów.

niedziela, 8 sierpnia 2010

Straszny Dwór. Zielona Góra.

No i udało się wreszcie wyrwać z krakowskich piwnic i zaliczyć kolejny wyjazd. Z wyjazdami u mnie to jest tak, że mam taką teorię, że lepiej jechać do innego miasta, tłuc się przez pół Polski i zarobić na tym mniej niż grać kolejnej taką samą Imprezę w swoim mieście. Jeździć po prostu trzeba, bo dzięki temu o Tobie jest głośno i coś się dzieje. Jak zwykle trzeba ponarzekać, więc szkoda, że w przypadku takich podróży jak ta, gdzie nie było mnie 28 godzin nikt nie jest skory do płacenie za roboczogodziny wyjeżdżone pociągami.
Po Zielonej Górze nic się nie spodziewałem. Liczyłem, że może być dobrze, ze względu na to, że imprezy w Strasznym Dworze ogarnia mój stary znajomy Beny. Który już z lat temu chyba 7 robił biby w Żarach i pojęcie o tym ma. Klub, to a skrócie o połowę mniejsze ministerstwo, a klienci to mieszanka wszystkich ze wskazaniem za studencki rodowód. Jednak nie są to studenci w rozumieniu statystycznej klienteli klubu Studio na krakowskim miasteczku AGH. Tutaj raczej kultura, własny gust muzyczny, otwarta głowa. Nie wiedziałem czym zacząć, więć stwierdziłem, że trzeba pokazać znak. Symbol, instrukcję za którymi pójdzie lud. Puściłem "Kroki" Junior Stresa i udało się. Następne kilka godzin spędziłem grając ogólnie breakbeat, funky breakz i mnówsto maszupów z gitarowym zacięciem, przy których te kilkadziesiąt osób na danceflorze wpadało w pogujący taniec zaklinacza węży. Dawno nie byłem w takim miejscu, gdzie można sobie aż na tyle pozwolić. Gdzie ludzie chcą abyś ich zaskoczył. Aby kolejny rytm był wyzwaniem, a melodia przewodnikiem. Nie liczyło się prężenie i wyginanie do popowcyh hitów, a liczył się po prostu taniec. Jeżeli ktoś z Was dostanie tam booking to uważajcie z propozycją pod tytułem: PIJESZ DJ WÓDKĘ? Jako, stary antropolog i ostatni żyjący który był świadkiem wielkiej wędrówki ludów przez góry Ural, wiem, że tubylcom, co by ich nie urazić na takie propozycję się nie odmawia. I proszę, nie doszukuj się tu jakiegoś problemu z alkoholizmem. Nikt nie mówi o upijaniu się, a jedynie o pozytywnej odpowiedzi na szczodrą gościnność gospodarzy. I tutaj pojawia się zagadka. Dlaczego po pytaniu czy pije wódke, przynieśli mi w Zielonej Górze kieliszki ze śliwowicą? Dobrze, że tylko 70%, ale jednak wypicie dwóch takich 50tek może delikatnie zresetować błędnik. Na szczęście dla mnie przeszedłem próbę ognia i po dwóch kolejkach lokalsi nie kontynuowali już swoich rytuałów gościnności...
Tak więc jeżeli dostaniecie propozycję grania w Strasznym Dworze, bierzcie, bo na prawdę gra się tam bardzo dobrze. Pozytywny odbiór twojej pracy. Pełny parkiet i solidny organizator.

A już jutro, czyli w poniedziałek powrót do KRK POP ATAK, czyli poniedziałkowy szał by night w Ministerstwie, wtorkowe (jeszcze nie wiem co) w Materii i znowu Czwartkowe, tym razem Będzie Piekło Bejbe w Mini. Zapraszam na dyske.

piątek, 6 sierpnia 2010

VESTAX

Pamiętacie początek XXI wieku i pierwsze spotkania z kosmicznym produktem, czyli Vestaxem PMC-05? Miało je wtedy tylko kilka osób w Polsce, a krążyły o nich legendy, że ISP je projektowali, że są niezniszczalne, że to UFO i tym podobne. Dla większości djów pierwsze spotkanie z nimi od razu owocowało zdecydowaniem, że "JA CHCE TO MIEĆ!!!". Wcześniejsze przygody z Numarkami (były takie 3-kanałowe) w których zamiast crossfejdera był hebel, czy z Scratchmasterem marki Gemini, na którym się skreczowało switchem, zostawiały trwały ślad na psychice i chęć posiadania Vestaxa. Wtedy imprezy w Polsce grało tylko kilku djów i każde pojawienie się Deszczu Strugi, Krimea, czy DMC powodowało lokalne zbiegowisko w celu podziwiania zero piątki. O ile 05 od razu podbiła serca, to Vestax nie mógł przebić się z gramofonami. Głównie ze względu na cenę tylko kilka osób zdecydowało się na ich zakup. Pamiętam, że tam gdzie grał Feelx, czy Bart tam pojawiały się decki o oznaczeniu chyba A1, które już fabrycznie miały ustawienie "turntablistycznie". Nastepnie historia Vestaxa w Polsce to pewnie już znane wszystkim 06 (pamiętam, że Twister i Pistolet na nich grali), 07 oraz gramofony PDX-2000, które w swoich pierwszych wersjach były niczym Skody 1,9 TDI, a ich późniejsze (podobno chińskie) klony lubiały się po prostu pierdolić. Na całą resztę, tych wszystkich cyfrowych następców 07, Samurajów, czy QFO raczej uwagi nie zwracałem. Do czasu.
Vestax PMC-05 wersja IV dosłownie gwałci, w taki brudny niemiecki sposób dupsko po prostu. Prosty i przez to genialny mikser, który ma to wszystko co digital dj potrzebuje w 2010 roku. Gram bardzo często na Rane ttm57 i po dłuższym czasie użytkowania uważam, że to bardzo słaby mikser, który chyba został za szybko wypuszczony, bez konsultacji z djami. Co mnie w nim wkurwia najbardziej to zacinające się i słabo reagujące przyciski (cue pointy..), które w Vestaxie są wykonane z bardziej "padowego" materiału, są większe i lepiej nimi operować. Dla mnie to ma fundamenalne znaczenie i uważam to za największą zaletę tego sprzętu. Oczywiście te 3 przyciski do cue pointów i 3 do pętli to nie jest 16 padów, czy np. X1, ale z obserwacji jak Bleq radził sobie z nimi wynika, że wystarczają i powodują, że nasza praca w jeszcze większym stopniu może być zajebiście fajna.
Reszta czyli crossy, suwaki i pokrętła to Vestaxowa norma, czyli wszystko na najwyższym poziomie. Pewnie teraz będzię to nowa droga w rozwoju mikserów, aby wbudowywać do nich nie efektory, a moduły za pomocą których przy udziale USB sterować będzie można programami. Dobrze dla całej branży by było, gdyby jakaś firma np. Pioneer zrobił remix z patentami i w jeden mikser wbudował uniwersalna platformę obsługującą wszystkie programy od Traktora po Serato.