poniedziałek, 1 lutego 2016

Kwestia zaniżanych stawek

    Regularnie wraca do mnie temat djów zaniżających stawki. Jest duże prawdopodobieństwo, że już na ten temat wyrzeźbiłem jakiś elaborat, ale jako, że ostatnimi dniami w kilku miejscach ponownie wdałem w dyskusję, to pozwolę sobie przedstawić tu mój punkt widzenia.
    Po pierwsze to jesteśmy częścią show-biznesu, w którym plotki znaczą więcej niż fakty i w którym coś co dzisiaj jest warte milion, jutro może nie być nic warte. Warto więc do kwestii materialnych w naszej branży podchodzić z dystansem i nie przyzwyczajać się do hajsu z prezenterki. Nasza dziedzina wiąże się z tym, że często lepszą gaże można zgarnąć za całą otoczkę, która towarzyszy djowi niż za to co on merytorycznie prezentuje. I czy komuś się to podoba, czy nie w tym świecie zarabiają gwiazdy, które są też gwiazdami, bo są gwiazdami i zarabiają najlepsi dje, dosłownie czołówka i to nie ważne czy to turntabliści czy edmowi wixiarze. Reszta, czyli pierwsza liga, druga czy trzecia jest przez rok, dwa, trzy na topie i przepada jako dj rezydent.  
    To nie jest państwowy kombinat górniczy, w którym dostaniesz czternastkę i przydział na koks. Koks w tej branży ogarniasz sam, albo do spółki z barmanami! To nie jest też korpo praca na umowę na czas nieokreślony. Tu nikt Ci nie zapłaci ZUSu, ani nie zorganizuje przedszkola w miejscu pracy. Przedszkolanki też musisz ogarniać sam… I dla mnie to jest właśnie piękno tego zawodu. To są proste zasady, że albo masz znajomości i grasz, a więc zarabiasz, albo jesteś na tyle dobry, że przełamujesz te koneksje grup djskich i zapraszają Cię co tydzień do innego klubu. Przy czym pod słowem „dobry” trzeba też rozumieć „znany” tudzież mający milion followersów na Instagramie.   
    Po 15 latach grania wiem, że najlepsi mają zajebiście, a reszta musi się starać. I to jest kolejna piękna sprawa. Tu nie ma tak, że siadam za biurkiem i po ośmiu godzinach mam wyrobioną dniówkę. Tu jest tak, że ta robota wymaga przesłuchiwania setek utworów, dobierania ich do setów, czy ostatnimi laty nawet moderowania wydarzeń na Facebooku. To stymuluje ciągły rozwój, dzięki czemu możemy ludziom dać rozrywkę na najwyższym poziomie. Bo chyba djem zostałeś po to, aby ludzie tańczyli do Twoich setów? Aby pokazać im takie połączenia muzyczne, które Tobie sprawiają sto procent frajdy, a dla nich są odkryciem roku? Jeżeli tak. To tym bardziej musisz mieć wyjebane na te kluby, które Twoją pracę traktują równorzędnie z studentem politologii, który za 150 złotych za całą noc będzie pilnował, aby Winamp odtwarzał po kolei utwory i przypadkiem pecet nie rozpoczął automatycznej aktualizacji. Jeśli uważasz, że ktoś taki jest zagrożeniem dla Twojego djskiego bytu, to znaczy, że ktoś taki jest zagrożeniem dla Twojego djskiego bytu, a Ty jesteś w jakimś elemencie po prostu słaby. Selekcja? Produkcja? Technika? Charyzma? Fejm? A nawet wygląd? 

    Na którymś etapie przegrywasz z chłopakiem za 150, dlatego Twoja praca jest warta nawet mniej. Bo, a to kolejny plus tej roboty, to wolny rynek decyduje ile jest warta nasza praca, a to pokazuje ile mamy jeszcze do zrobienia. Są osoby, które chciałyby ustalić, że np. set 2 godzinki w klubie to 1500 zł. Mi pasuje. Ale wiesz jaka to jest satysfakcja, gdy dostaniesz taką, a nawet większą gaże bez żadnych odgórnych ustaleń. Dostaniesz np. 2000 zł za godzinę, bo tyle chcesz i tyle ktoś Ci jest w stanie zapłacić, bo uważa, że praca którą wykonujesz jest tyle warta. Według mnie to jest zdrowe podejście do sprawy. Oczywiście jeżeli powstanie jakiś związek zawodowy gwarantujący mi 100 imprez rocznie ze stawką 1500 za dwie godziny to mogę tam nawet skarbnikiem zostać…