czwartek, 26 listopada 2009

200 płyt

To według mnie taka umowna granica liczby winyli, po przekroczeniu której dj zyskuje względną swobodę w budowaniu seta. I nie chodzi tutaj o piosenki tytułowe singli, ale to co znajduje się na stronach B, czyli wszelkiego rodzaju remixy i bonus tracki. Numery tytułowe są oblatane i grane co imprezę i ich miksowanie jest coraz bardziej rutyną niż zabawą, jednak są kotami i ciągle je się gra. Natomiast te wszystkie remixy i inne takie to fundament dobrej zabawy na coraz dłuższe zimowo-jesienne wieczory. Są pewne schematy, że pojawiają się wersje utworów w określonych kanonach. Jednym bliżej do 120 bpm, innym do drumów, a np. funkowym numerom do jakiś salsowo-bosanowowych wynalazków. I po kilku godzinach sprawdzania co tam się ma, nagle okazuje się, że te same płyty, te same okładki, które wozisz ze sobą co tydzien (woziłeś 2 lata temu, teraz masz serato...), a całkiem inna, ciekawa muzyka którą możesz poukładać w sprytne zestawienia. To samo dotyczy albumów, z których przynajmniej w moim przypadku gra się 2-3 utwory, a o reszcie z biegiem czasu po prostu zapomina. Aż tu nagle się okazuje, że tam jest kopalnia numerów, ktore kilka lat temu były dziwne, a teraz są jizzy trendy szmizy fizy. No to tyle refleksji na temat kilku godzin spędzonych ostatnio na odkurzaniu półek z płytami.

wtorek, 24 listopada 2009

MMA Panowie!

Ten post musiał zostać kiedyś napisany i właśnie przyszła pora, aby oznajmić światu: MMA Panowie!
Jako Kung Fu Panda w swojej drodze ku mistrzostwu i osiągnięciu stanu odwróconej paproci w niedzielny poranek, przeszedłem przez wiele różnych sekcji, grup i tak dalej i jedno co mogę powiedzieć to zacytować Popka, że "plecy same się nie zrobią..." Po pierwsze jak ktoś z Was zamierza się zabrać za swoją kondycję i chciałby uskutecznić wejście smoka to polecam chwilę refleksji i zastanowienie się czego potrzebuje. Jeżeli chcesz wyglądać to idz na siłke, opracuj sobie program i bryluj prężąc się przed lustrem. Jeśli chcesz poczuć moc, ale tylko moc, bez potu kolegi, krwi i tak dalej to zapisz się na jakąś samoobronę, gdzie będziesz uczyć się jak obronić się przed atakiem żony furiatki, uzbrojonej w nóż lub jak na przedramie przyjąć uderzenie bejsbolem, by potem w siedemnastu jakże prostych ruchach obezwładnić napastnika. Czy to będzie jiu jitsu (klasyczne nie bjj), aikido, sambo, krav maga, czy inne combtaty 88 to wszystko kicha i pic na Wodę fotomontarz, jeżeli nie zamierzasz temu poświęcić kilku lat twardych treningów. W ostatecznym rozrachunku wszystko sprowadza się do bosku z elementami kopnięć, a później walki w parterze, gdzie króluje niepodzielnie najmodniejsza obecnie sztuka walki czy brazylijskie jiu-jistu/ vale tudo.
Ja jako super małolat zacząłem od karate kyokushin (nie wiem jak się pisze...), co bardzo źle mnie ukształtowało i nie polecam tej sztuki ani innych odmian karate jak i kung fu nikomu. Następnie po wielu latach przerwy wróciłem w wielkim stylu i zapisałem się na sambo, namówiony przez kolegę i podjarany wyczynami Fedora. Sekcja była prowadzona przez fachowca, ale nie tego oczekiwaliśmy, zamiast bić się bawiliśmy się w unikanie uderzeń pałką i takie tam. Był to dobry wstęp do dalszych zabaw i z jednej strony było ok, jednak jako stary zwyrol barbarzyńca chciałem krwi... Tak więc trafiłem pod skrzydła człowieka, dla którego nie istnieją rzeczywiste przeszkody i przez jakiś czas dwa razy w tygodniu o 6 lub 7 rano, na łonie natury, w miejscu gdzie zawracają gawrony słyszałem regularnie: "Traki! trzymaj garde! Traki nie opuszczaj! Traki czemu leżesz!? Traki wstawiaj! Co tu dużo mówić. Podstawy boksu... Miałem krew, siniaki na czole, a teraz mam krzywy nos. Ale dzięki temu, jako White Bamboo Kluska zrozumiałem ocb. Los i kontuzja nosa sprawiły, że nie mogliśmy dalej ćwiczyć. Jednak ja nie zrażony drobnymi urazami powróciłem ponownie, znowu po namowie kolegi tym razem do kameralnej sekcji jiu jistsu. Sympatycznie, higienicznie, bezpiecznie i tak dalej. Koledze się znudziło, ja zostałem, ale w sumie też mi się znudziło... Tego typu sporty nie doceniają faktu, że w XXI potencjalny przeciwnik mógł coś trenować. Przy większości swoich akcji obrnonno-zaczepnych symulacje przewidują tylko jeden/dwa ruchy przeciwnika i są bardzo statyczne. Poza tym ja nie szukałem sportu dzięki któremu będe się bronił tylko ja chcieć się BIĆ. Po chwili przerwy, przemyśleniu tego i tamtego trochę nie chętnie, ze względu na panującą modę poszedłem na sekcje bjj. Nie rozumiałem tego i dalej nie rozumiem, za stary już jestem i mam jakieś dziwne nawyki. Ale fakt jest taki, że bjj to mistrzostwo i masakra. Treningi ogólnorozwojowe plus technika która miażdży system. Akurat trafiłem na ostatnie 2 miesiące trwania treningów przed wakacjami. A po wakacjach... A po wakacjach w ramach tego samego klubu - Grappling Kraków przeszedłem do sekcji początkującej MMA. I to jest to... Jest hard core. Jest krew. Jest pot. Są łzy. Jest adrenalina. Jest rap. Podstawy boksu do których dokładamy nogi, ale bez akrobacji, czyli zwykłe ale efektywne low kicki plus obalenia, no a później stabilizacja i submission. Patrząc przez pryzmat sekcji to zarówno moja kondycja jak i technika są turbo słabe, ale bardzo dobrze opracowałem przyjmowanie lewych prostych na czoło (chamy mają łatwiej bo celują w kropka), czym poprzez zaskoczenie przeciwnika WTF? toruje sobie drogę do jego szczęki. Szczerze polecam każdemu, któremu znudziło się smęcenie przy piwie w klubie i opowiadanie o tym jak człowiekowi ciężko.

poniedziałek, 23 listopada 2009

K O N T R W Y W I A D

Nasz człowiek udający szczęśliwego partnera równie szczęśliwej partnerki wykonał misję specjalną i zrobił takie zdjęcie:



Fotka, jak fotka. Dwa śmigłowce i grupka ludzi, a wszystko to na terenie obiektu elektrowni wodnej... I tutaj wybitny umysł analityczny zaczyna kombinować i dochodzić do zaskakujących wniosków. Co robią 2 śmigłowce na tamie? Czy służą do inspekcji obiektu? Sieci energetycznej? Być może. Mają cywilne numery boczne, ale po sprawdzeniu tutaj okazało się, że nie występują w rejestrze statków powietrznych. A jako, że to leciwe Mi-2 jest to bardzo zastanawiające. Do tego widać, że nie są wyposażone w żadne dodatkowe systemy obserwacyjne tego typu. I jako nieprzeciętny mózg doszedłem do spiskowej teorii dziejów, że to maszyny należące do ABW, zarejestrowane w prywatnej firmie, która jest przykrywką (stąd cywilne numery), a ta zbieranina ludzi, to agenci, którzy robią wizję lokalna obiektu. Podejrzewam, że agencja odpowiada za ochronę tego typu instalacji i ci ludzie zapoznają się z obiektem. Co prawda zmyliły mnie trochę te manewry, ale tam bawili, się raczej w ratowników, a nie komandosów odbijających obiekt z rąk ludzi lasu. Coś a la ta akcja (cytuje za grom.pl) :
"Ostatnim zadaniem, o którym chciałem w tym poście napisać, było zdobycie przez Polaków tamy i elektrowni wodnej Mukarain, 100 km od Bagdadu. Wywiad twierdził, że w wyniku wysadzenia zapory, woda zaleje tysiące km kwadratowych, miasto Bakuba a nawet część Bagdadu. W ten sposób przecięte zostałyby najważniejsze szlaki komunikacyjne biegnące z południa na północ Iraku. Nie muszę dodawać, że uniemożliwiłoby to, a przynajmniej okropnie utrudniło ofensywę Sprzymierzonych na północ.
Operacja była trzymana w ścisłej tajemnicy. Wespół z komandosami SEALS, GROMowcy zostali przetransportowani trzema helikopterami MH-53J Pave Low z bazy w Kuwejcie. Z analizy zdjęć satelitarnych i raportów wywiadu wynikało , że najlepszym sposobem na uchwycenia prawdopodobnie zaminowanej zapory będzie desant na linach. Dopiero na miejscu okazało się, że komandosi desantują się na betonową powierzchnię w wyniku czego jeden Polak złamał nogę. Niewiele brakował by kilku komandosów spadło z tamy, walcząc z potężnymi podmuchami powietrza wywoływanymi przez wirniki helikopterów. Opanowanie zapory zajęło kilkanaście minut. Obsługa i ochrona nie stawiała zdecydowanego oporu. Po przeszukaniu okazało się, że tama nie była zaminowana. Polacy bronili obiektu najbliższe 6 dni. "

No i grupka ta przygotowuje się do ćwiczeń i tak dalej. W każdym bądź razie jak coś to mamy ich na zdjęciach.
Tak więc co Wy o tej dziwnej sytuacji sądzicie? Czy uda nam się uratować świat? Czy naszym agentom uda się przeniknąć w struktury wroga i wyjebać go bez mydła? Czy współczesna medycyna jest w stanie mi pomóc?

środa, 18 listopada 2009

Zdjęcia z Rzeszowa

Pod tym linkiem, na portalu imprezowego Rzeszowa znajdziesz więcej fotek z sobotniej imprezy. A poniżej dwa moje strzały plus zbiorowa fotka aktorów, którzy "zaliczają" sceny w niemieckich filmach.







Drogi czytelniku, zwróć także uwagę na niezwykle eleganckie wdzianko, nówki nie śmigane polówki, dzięki którym wjeżdżasz na gotowe.

poniedziałek, 16 listopada 2009

gdy...

Gdy chcesz wrócić do początku. Gdy czujesz, że to jest ten stan sprzed kilku milionów lat. Gdy czujesz, że masz moc, że Twoje miejsce jest wyżej, ale akurat nie ma drzew...





Ostrzegam przed imprezami w Rzeszowie. Jest rap. Jest wódka. Będzie kac. Jak będą fotki z imprezy to wrzucę, na razie dwa ucięcia z pociągowego afterparty "monkey style".

piątek, 13 listopada 2009

Będzie Piekło Bejbe...



Ten jakże wymowny zwrot to podtytuł jutrzejszej imprezy w rzeszowskim klubie Metro. Hasło to jest także integralną częścią serii artystycznych inaczej wlepek, których nie możemy tutaj zaprezentować, gdyż wśród naszych czytelniczek są Ania i Kasia (obie po 16 lat) i mogłyby się w najlepszym wypadku troszeczkę speszyć i spłoszyć, a w najgorszym pokazać to tacie, który w głębi ducha zajawiłby się okrutnie, ale dając córce przykład moralnej i odpowiedzialnej postawy mógłby donieść na policje, że pornografia i takie tam. Ale spokojna głowa, zarówno Ania jak i Kasia są na dobrej drodze, poznają możliwości swoich ciał i jeszcze dwa/ trzy lata i poczują na karku ciężki, przepity oddech melanż towarzysza dja, który przebył z nim kilkadziesiąt kilometrów, aby kolejnej zdecydowanej na rap wypowiedzieć magiczne hasło-klucz: Będzie Piekło Bejbe...

poniedziałek, 9 listopada 2009

Komentarz do promocji IDA

Od kilku lat zastanawia mnie proporcja kasy włożonej w promocje turnieju do frekwencji podczas samej imprezy. Chyba jest tak, że promujemy imprezę której tak na prawdę promować nie trzeba, ponieważ, ci którzy mają się pojawić i tak się pojawią, bo to zapaleńcy, a reszta świata ma wyłożone na turntablistyczne popisy. Klipy, poligrafia drukowana w tysiącach, spoty radiowe, strony internetowe i tak dalej i co? I pińcet osób na sali. Podejrzewam, że na 1 osobę kupującą bilet przypada kilkanaście złotych włożonych w reklamę mistrzostw. Tak więc skoro cena biletu jest tak wysoka, bo lwia część musi pokryć koszta promocji, to może lepiej odpuścić rozmach i fullkolor, obniżyć cenę i tym ruchem przyciągnąć więcej osób, skłonnych wydać np. 15 a nie 30 zł za bilet? Brzmi prosto, ale podejrzewam, że to nie przejdzie ze względu na trampka pojawiającego się w końcówce klipu, który zapewne wypełniony jest talarami.
Dawniej magnesem, który miał zapewnić frekwencję, a co za tym idzie finansować wydarzenie były koncerty zespołów rapowych repreentujących uliczny tok działania. Było to zderzenie kilku światów, które ni jak nie budowało klimatu na imprezach i czasami wręcz odstraszało tych dla których ta impreza miała być organizowana. W tym roku widzimy ukłon w stronę jizzy, fizzy, szmizzy, trendy nurtów muzycznych. O wiele bliższych subkulturowo i muzycznie działaniom topowych turntablistów co należy uznać za ruch w dobrym kierunku.
Szkoda, że taka akcja promocyjna służy tylko jednodniowej imprezie i okazjonalnym wydarzeniom podczas których występują dje/ producenci z tunrtablismmem nie mający nic wspólnego. Mi podczas pracy w IDA, nie udało się uruchomić całorocznej machiny przypominającej o IDA w postaci kolekcji gadżetów gramofonowych, ubrań, wydawnictw i tak dalej i wielka szkoda, że dalej nikt o tym nie myśli.

MŚ DJÓW IDA 2009 klip