piątek, 24 września 2010

Gdzie jest kurwa Zbyszek?

czwartek, 23 września 2010

Branżowo

Najbliższe kilka dni przynosie dwa ważne wydarzenia branżowe. Pierwsze to odbywające się w Krakowie Targi Music Media. Targi to trochę określenie na wyrost, ale fakty są takie, że będą pewnie wszyscy polscy dystrybutorzy sprzętów muzycznych, oprogramowania i gitar. A na niektórych stoiskach oprócz nie za bardzo kumających nutki hostess będą np. Krime skreczujący do upadłego na sprzęcie Vestaxa, czy zapewne jak to miało miejsce w latach poprzednich Eprom na wystawie ShowSystemu.

Druga impreza to Skrecz Sesja w ramach Free Mind Festiwalu. Mam nadzieję, że freestylowa formuła bitwy powinna skusić do udziału wielu djów. W jury zasiądą m.in. Mental Cut, Falcon oraz ja...

piątek, 17 września 2010

Tancerki

Taniec. Temat rzeka. O ile dawniej spowodowany był spontanicznym odczuwaniem muzyki tak teraz jest nawet nie tyle nęceniem godowym, a raczej ciężką pracą jaką trzeba wykonać, aby błyszczeć.
Grało się tu i tam, widziało się to i owo, tak więc po kolei przedstawię meandry zagadnienia w wydaniu klubowym.
Najbardziej lubię szary tłum szarych myszek. Nie są wybredne, nie strzelają fochów jak nikt na nie nie patrzy, bo skoro na ulicy nikt nie zwróci uwagi to czemu w klubie miałby to zrobić? Tuptają sobie, z nogi na nogę, czasami jakiś obrocik. Sączą sobie piwka z sokiem, a po dwóch czy trzech będą żywo i energicznie reagować na takty piosenek, które znają. Lecz niestety i wśród takich znajdą się pokraczki, które chodziły na kurs tańca i do dancehalli zapierdolą ciężki zryw bioder z szase w roli głównej, czyli polskie latino show. Następnie na samym środku kółeczka, które zrobią koleżanki z roku jest szansa, że w finałowym numerze zrobią szalone pseudo-poślado-trzęsienie (bliżej temu do szybkiego wypinania bioder...) z zejściem w dół, a rączki będą obowiązkowo w najgorszym wykonaniu trzymane na wysokości piersi. Wtedy chłopak Ani, bardzo zbulwersowany zapyta się jej skąd ona to coś zna i stanowczo poprosi, aby więcej tak nie robiła, bo wszyscy się patrzą, a zresztą na kółku tańców dworskich ich tego nie uczyli. Ruch ten będzie także koronnym numerem tak zwanych osiedlowych czortów, które obowiązkowo do tuptania dorzucą tandetnie wyglądający wyrzut nogi (co drugi takt) oraz zdarzy się im zajebać zmysłowe jak mój brzuch prężenie znane jako przeciąganie wytartej szmaty, lub trzymając się ściany zjazd w dół, nie w tempo i byle jak, tak jak całe ich życie. One nie zwracają uwagi na takie elementy jak wejście w parkiet, jak gracja i finezja. Ni chuja. Zwłaszcza jak się drugi raz w życiu ma szpilki na kopytach. Tego typu czikity czasami także uskutecznią tzw. kiwanke z energy rodem, której integralną częścią jest rysowanie kwadratu w powietrzu, a to wszystko do tempa 95 bpm. Czorty chciałyby być takie jak następna grupa dziewczyn, ale nie mogą się zdecydować czy ostatecznie wejść na drogę nieustających paputków, czy tylko z chłopakiem na klatce i jego kolegami w blokowej piwnicy. Kolejna grupa dzieli się na dwie podgrupy. Pierwsze to te, które robią to dla pieniędzy, a drugie tylko dla darmowych drinków. Pierwsze nie mają profilu na N-ce, drugie mają nawet na Fejsie. Tak więc sprawa dotyczy turbo wijców. Jak wijec wchodzi w parkiet to chłopak Ani, który jest liderem społeczności studenckiej poci się i moczy, a nawet to wejście może przepłacić spontaniczną dwójeczką... Oficjalnie takimi rasowymi sukami to on gardzi. Bo liczy się dusza i wnętrze człowieka. Ale w myślach ciężko je dojeżdża i to dłużej niż 8 minut z Anią. Tak więc wijec wchodzi. Muchy w nosie, pewny krok i praca biodrami. Ona wie, że one wiedzą, że ich faceci się patrzą i ślinią. Ona pracuje na układach, nie ma improwizacji, spontaniczności i szaleństwa. Jest seks, wyuzdanie w każdym ruchu, ty suko, seks, ty suko, kuszenie i znowu seks. I teraz uwaga, ważna sprawa. Sucz na zawodowstwie będzie to wszystko robić zmysłowo i powoli, a sucz amatorka czasami poniesie się z rytmem. Otóż sucz na zawodowstwie wie, że nie może się szybko ruszać, gdyż wtedy spocą się jej paszki, a przecież księżniczki nie śmierdzą!
I wracając do tanća, to mamy tu festiwal prężenia się, wyginania, wypinania i zejść w dół z równoczesnym z kręceniem tyłkiem ósemek w powietrzu. Przenoszenie ciężaru na lewą nogę, wypięcie i przejście na prawą. Falowanie, ujeżdżanie byczka i szybkie zrywy z zarzuceniem włosami. Lecz to wszystko zniknie, gdy klacz uświadomi sobie, że wygina się do utworu, którego nie zna. Tak więc rasowa nie tańczy do piosenek, których nie zna! Taka sytuacja może zaowocować tym, że za nią wyjdą osiedlowe gwiazdy, a za nimi samce i dyska chwilowo podupadnie. Lecz zostaną te najwierniejsze, odwalające czarną robotę tłumu, uśmiechnięte i tuptające szare myszki. Raz na jakiś czas z tegu tłumu wyłoni się dziewcze, które w domowym zaciszu z pomocą Youtuba rozpracowało jak sprawić, że cellulit stał się plastyczną masą którą można trząść w dowolnej konfiguracji. Samo trzęsienie to jedno, liczy się umiejętne zsynchronizowanie tego z np. powolnym ruchem bioder w górę i w dół, po przekątnej, czy nagłe przyśpieszenia na podwójne tempo. Na dancehallówny bardzo cięte są wijce, nie wiedzą po prostu co z nimi zrobić, czy one chcą je wygryźć z pracy i czemu faceci się na nie patrzą? Bicze są leniwe i im nie chce się uczyć ani wykonywać bardziej skomplikowanych ruchów niż prężenie i zazdroszczą trzęsawkom umiejętności. Poza tym, co najważniejsze, żeby kręcić tyłkiem swym, trzeba mieć czym!

W następnym odcinku będzie o szalonych chłopakach.

środa, 8 września 2010

Wielki Tydzień

Chyba drugi, czy trzeci raz w mojej oszałamiającej karierze mam tzw. Wielki Tydzień. Sześć dni pod rząd imprez. Na szczęście na miejscu w Krakowie, ale i tak jest to spore wyzwanie. Przestawiłem się całkowicie na tryb nocny, bo w sumie innego wyjścia nie ma. Biorąc pod uwagę fakt, że nie pije kawy ani żadnych innych energetyków tylko schabowe golonki i sen w ciągu dnia są moim źródłem energii. Najbardziej się obawiam dzisiejszej imprezy we Franticu. Granie tam wymaga dużego obeznania w muzyce której mam bardzo mało tj. imprezowym rnb w wydaniu party breaków. I nie chodzi tu o pop hity, ale taneczne utwory z ciepłym wokalem i z "czarnym charakterem" przy których dochodzi do tzw. bujania. Nie koniecznie tańczenia, ale bardziej bujania, prężenia i wyglądania. Kolejnym wyzwaniem jest sobotnia impreza w Centrali, ale tam zagram to co chciałem zagrać w kieleckim Chilloucie na urodzinach klubu mianowicie szeroko pojęte funky breakz i breakbeat. Chciałem, ale nie za bardzo zagrałem, gdyż doszło tam do zmiany i tak jak kiedyś klimat tworzyli tam bboye tak teraz parkiet przejeli rave'ovi ludzie węże i pół ludzie pół wobble bassy. Ich reakcje na kolejne wejścia miażdżących niskich tonów są na prawdę wybuchowe i widać, że ludzie przekonali się tam do tego soundu i chcą go.
Przy okazji imprezy w Kielcach mieliśmy kręcić brakujące sceny do Zbyszka, ale jak to bywa podczas imprez, gdy cały klub świętuje, a wódka leje się strumieniami wszystko skończyło się na chęciach i chwiejnych próbach. W brakujące sceny wstawi się krzyczący tłum z Ministerstwa.

piątek, 3 września 2010

Takie tam...

Ogólnie to w świecie szalonych klubowiczów dzieje się zbyt dużo i sam nie wiem od jakiej skandalicznej historii zacząć. Jak ją zakamuflować i w jakich okolicznościach ukryć, aby ona się nie dowiedziała, że on z nim, a mówił że wszystko z nim w porządku, lub aby on się nie orient orient że ona to śmietankowy wielki głód i nic na to nie poradzisz...
W tym świecie nocnego upadku i zwyrolstwa fajne jest to, że co byś nie zrobił to i tak na drugi dzień ktoś Cię przebije i Twoja historia będzie jedną z wielu, ale już nie tą najbardziej przypałową.

Nakręciliśmy klip do Zbyszka. Do produkcji Necro wiele nam brakuje, ale na nasze skromne warunki, w słowiańskiej rzeczywistości powinno wyjść całkiem dobrze. Jako, że cała ekipa to jedna wielka banda zboczeńców cała energia została skupiona na pewnym wersie:
"A najlepsze cycki w mieście to są cycki Zośki, to są, to są.... " Tak więc oprócz cycków nie za wiele więcej mamy. Ale jeżeli plan wypali to jutro podczas:

URODZIN KIELECKIEGO KLUBU CHILLOUT

uda nam się dokręcić może nie tak spektakularne sceny, ale równie ważne.

Wczoraj tj. w czwartek grałem w Ministerstwie. Jak co czwartek dyskotego-arenbi-ogien ogien-teke. Ognia nie było, tłumów także i o 1 zaczeły się problemy z frekwencją na parkiecie. Wycieczki, zwiedzanie, sączenie pod ścianą, odwrót. Próbowałem wszystkiego. Od party bangerów z Lil Johnem na czele a la Frantic, po ponowny tego wieczoru back to Radio Eska hits. I nic. Stwierdziłem, że skoro nic z tego, to przynajmniej sprawdzę jaką muzykę bedę mógł zagrać podczas wyżej wspomnianych urodzin Chilloutu. Tak więc zaczęła się eksploracja 3 katalogów: funky breakz, fb mashups, breakbeat. I siadło. Z każdym kolejnym numerem na parkiet wracała kolejna grupka, a te które już były żywo reagowały i dawały się ponieść muzyce w szalonym tanecznym szale. Krafty Skillz, Featurcast, Dizee Rascal, czy inne Deekliney. To tak pobieżnie przeglądając tracklistę. Dawno nie miałem takiej publiczności i granie każdego kolejnego numeru traktowałem jak wyzwanie, aby przypadkiem (odwrotnie niż zazwyczaj) nie wrzucić czegoś zbyt znanego i lubianego. Ten set to było na prawdę miłe zaskoczenie i powrót do czasów tzw. starego Ministerstwa, gdzie grałem to co chciałem, a nie to co moge chcieć jeżeli chce mieć pracę.
Teraz już wiecie czego można się spodziewać w sobotę w Kielcach. Jeżeli są na tym świecie osoby, którym nie zależy aby być na mynight (w Kielcach nie ma) to zapraszam na ciekawy i na pewno podszyty alkoholową patologią melanż.