sobota, 19 lutego 2011

MOC! ENERGIA! AMFETAMINA!!!

Sobota leniwie się snuje, więc trzeba ją trochę podkręcić. W tym celu czas sięgnąć po przysłowiową szmatę. Która niby tępiona, niby znienawidzona, to jednak nie przerwanie przewija się tu i tam. A jako, że ostatnio o 14 na Rynku w Krakowie napotkałem pół człowieka pół węża, który na turbo przyspieszeniu budował kwadraty rękoma w powietrzu i żywcem wyglądał jak wyjęty z Love Paradę przypomniało mi się kilka sytuacji z życia wziętych, w których główną rolę odgrywa nasza polska Anetka.

Akademik AGH. Lat temu kilka. Polska to już tak jakby Europa, ale jeszcze młodzi studenci, którzy nazjeżdżali się z najróżniejszych zakamarków kraju nie wiedzą co to sushi, co to wrapy, oraz że pasta to makaron. Tak więc jeden student wysyła esa do drugiego, który jest w sklepie, żeby kupił fetę. Zamiary miał dobre, a kolega o nowych trendach w kulinariach średnie miał pojęcie. W wyniku czego kilka godzin później pół piętra zamiast delektować się sałatką osiągnęło status szybszych od światła.
Całe studio Familiady się śmieje!!!

Była sobie kiedyś wielka hangarodyskoteka w Krakowie. Dwóch djów spod Nowego Targu, gdzie byli przodownikami technodacnetrancu dostało życiową szansę tam zagrać. Manieczki, White Sensation, Mayday i ogólnie vixa na maxa. Wiecie ocb. Jako, że wjechało im to na ambicję jacy to są zajebiści postanowili, że wejdą na wyższy poziom bytu i będą 30cm ponad chodnikami. Po kilku telefonach dostali się do jednego takiego chłopaka z miasta i zakupili za ciężko uciuane dudki (w tygodniu oscypki sprzedawali) całą jedną sztukę kokainy. Będąc w klubie zapodali sobie po węgorzu i tak ich wyspinało, że manager musiał im kombinować amfetamine, żeby trochę im popuściły ścięgna. Niestety nie wiem jak wypadli i jakie zajebiste numery zapodali.
Całe studio Familiady znów się śmieje!!!

Akcje przenosimy na Śląsk. Ziomki z osiedla organizowały koncert charakternych ekip rapowych. Przyjechał taki jeden ulicznik z Warszawy, a że droga długa i wyboista to schlał się strasznie. Ledwo wszedł do klubu i nie bardzo wiadomo było co z nim zrobić. Jego koledzy wymyślili, że muszą go jakoś reanimować, gdyż publiczność ich zlinczuje jak nie zagrają. A jako, że mimo, że koksu tam mają w nadmiarze, to jednak TEGO koksu nie było. Była feta. No to nasz raper ućpał się fetą, zmarwychstał, zagrał koncert na 8 biegu, a później... a później zajebał kilkunastominutowy freestyl od tyłu. Reverse style!
Całe studio Familiady leży i kwiczy!!!

To było naprawdę dawno temu, jeszcze nawet Taśmy nie grał dancehallu, a o reggae ludzie myśleli, że to Boombastic. Clashe czy inne bashmenty dopiero się krystalizowały w dziwnych lokalach. A fryzjerzy dopiero uczyli się na robić dready. Bibułek nie było w sklepach, a lufki sporadycznie można było dostać tylko, że pękały prawie od razu. W pewnym nie dużym mieście, na pewnym osiedlu. W osiedlowej knajpie, lokalna scena rastuchów zrobiła imprezę, koncert, jam i melanż w jednym. Ktoś przywiózł jeden gramofon, ktoś drugi, a ktoś inny bongo. Było z 50 osób, nawet z innych miast jednostki przyjechały i tak oto historia toczyła się do przodu. Ekipa, która to ogarniała miała otwarte umysły i nie ograniczała się tylko do raggi, szukała, kombinowała. I tak jakoś się stało, że jak brakło jarania, to jeden z selektorów wpadł na pomysł, że albo się dorzuca do pieca, albo do domu. No i chłopaki nażarły się amfetaminy. Żarty się skończyły w momencie kiedy serca zaczęły bić kilkukrotnie szybciej niż tempo jamajskich riddimów. Na szczęście gramofony były Vestaxa czy Stantona i była opcja, żeby odtwarzać siódemki na 78 rpm. I tak powstało jungle.
Całe studio Familiady płonie!!!

wtorek, 15 lutego 2011

Pomysły

1. Aplikacja na fejsie kojarząca djów którzy jadą w tym samym kierunku i robią zrzutkę na paliwo, zamiast wozić powietrze swoimi bolidami.
2. Baza ludzi którzy wypożyczają decki (kluby zawsze mają z tym problem...), tak aby nie trzeba było specjalnie toczyć felg i targać w bagażniku swoich decków oraz wozić powietrza na siedzeniach tylko jeździć na weekendowe by TLK.
3. Internetowy serwis oficjalnie współpracujący z wytwórniami / producentami który udostępnią osobom z branży promo mp3. Zamiast rozsyłania singli do djów, którego to oprócz 2 czy 3 przypadków (dzięki Hirkowi Wronie) nie doczekałem się, chciałbym dożyć sytuacji w której dostaje chociaż singlowe mp3 w dobrej jakości...
4. DJ W OFERCIE SPECJALNEJ - skoro mam już jechać do np. Szczecina i zwiedzać całą Polskę, to bardzo chętnie zagram nawet najgorętszą dyskotekę rnb po drodze. Dzień wcześniej lub później, gdzieś w mieście w połowie trasy. Dodatkowo obniżę stawkę, bo zależy mi aby z tej podróży wycisnąć jak najwięcej... Tylko do kogo się zgłosić?
5. Uproszczonej procedury legalizacji grania. Tak, aby ZAiKS dostawał ryczałt za Imprezę np. 20 zł, a nie trzeba było z góry płacić za cały rok. Po imprezie dj eksportuje trackliste z np. Serato i panie z Zaiksu wiedzą co jest grane. Czytając listę, wyobrażają sobie jak musiało być zajebiście na imprezie i rytmicznie falują fałdkami na pośladach.

A jakie Ty masz pomysły, dzięki którym będzie się nam lepiej pracowało?