niedziela, 30 listopada 2008

Zajebisty DJ

Aby impreza na pewno, ale to na pewno sie udała, to jako dj powinieneś brać ze sobą 2-3 osoby, które w różnych momentach i miejscach w klubie będą np. krzyczeć "Zajebisty Dj",  śpiewać kolędy lub wykrzykiwać hymn MEA . Mogą też odliczać razem z Tobą o 2 w nocy 10 sekund do Nowego Roku. Ja tak zrobiłem i jakie są wnioski?
Na imprezie, gdzie średnia wieku to 17/18 lat najgłupszych pomysłow taneczno-rozrywkowych można spodziewać się po koleagach dja (i w sumie po nim też jak się rozkręci), których średnia wieku to 26 lat. Większość djów chciałaby, aby przed nimi na kolumnie tańczyła jakaś fajna małolata, tutaj tego nie było. Na kolumnie tańczyli koledzy w arafatkach śpiewając "Osama Bin Laden....". Ale chyba ich pomysły na gry i zabawy podczas dyskoteki młodzieżowej przypadły do gustu innym uczestnikom, gdyż integracja przebiegła plus minus zgodnie z planem.
Teraz o osiemnastkach. Wiele osób dziwi się dlaczego gram na 18. Więc na 18 gra się fajnie. Na tych, które ja gram, gram to co chcę, ludzie dobrze się bawią i wszystko jest ok. Poza tym. O 21-22 wszyscy nagle wbijają do klubu i rozpoczyna się proces intensywnego nawadniania, co powoduje, że już o 1 coraz cześciej można zauważyć, że niektórzy wolą już sobie odpoczywać, albo rozmawiać z muszlą. Więc o 3 już pakujemy się, bo nie ma dla kogo grać. Jest kilka godzin zajebistej imprezy, full parkiet i tak dalej. Normalne więc, że wolę tak grać niż czasami siedziećna normalnej imprezie do 5 czy 6 rano. 

Gangsteppaz:
Jest ich trzech. Podbijają świat mody, reklamy i angażują się w akcje harytatywne, czasami też grają imprezy lub coś tam tworzą . 
A jeden z nich był kiedyś raperem, ja też z nim rapowałem, ale dobrze, że szybko skończyłem. Jemu to nawet wychodziło grał koncerty np. w Stalowej Woli, Przemyślu, Sanoku, Jaśle. Gdy stał na scenie jego wzrok elektryzował zebrane pod sceną dziewczyny. 
Na razie słyszałem na żywo 2 z 3. I szkoda, że kupili Serato, bo gdyby to co grają grali z winyli to czapki z głów. Ale, że tego co grają nie ma na winylach więc by tego nie grali... Ale i tak dobrze grają.. 

czwartek, 27 listopada 2008

Mako Boko

Jim Dunloop, Krime, jakby to powiedziano we Włoszech "bardzo opalony" prekusista oraz basista i śpiewaczka jako niespodzianka, których imion a tym bardziej nazwisk nie pamiętam grali sobie razem w Piec Arcie w Krakowie. Łatwo jest krytykować, więc pójdę na łatwizne. Nie podobała mi się gra bębniarza. Po minach widowni można stwierdzić, że to chyba było coś, ale mi sie po prostu nie podobały jego solówki, jego śpiewanie, jego poczucie rytmu i chwilami zagłuszanie reszty. A Krime i Jim powinni być bardziej znieczuleni. W momentach rozluźnienia między utworami pozwalali sobie na np. muzyczne żarty i tego typu zagrań brakowało mi podczas wykonywania koncertu. Było za mało "dowcipu". (Chyba, że po 12 się rozkręcili? Ja wtedy opuściłem lokal) Kiedyś byłem na podobnym koncercie Krime i innej ekipy muzyków i tam tego było więcej. Co nie zmienia faktu, że ich muzyka zostawia pozytywny odcisk w głowie. Krime skreczował i grywał na czymś co miało nie za wiele klawiszy i trochę przełączników, do tego miał Kaos Pada. Szkoda, że przy skreczach za mało agresywnie stosował delay. Cuty Wojtka z delayem i funkową flava zajebiście brzmią. Jim "zapodawał" na fortepianie i jakieś chyba klawiaturze midi, nie widziałem do czego była podpięta. To on był przywódcą i wyznaczał jak band będzie grać. Funky piano rządzi, nie znam się na terminologi muzycznej, więc nie ubiorę tego w fachowe komplementy, napiszę po swojemy. Jim Dunloop gra zajebiście. 
Teraz przejdziemy do roli dja, a dokładnie roli Krime'a w tym zespole. Z jednej strony jest tak. Krime skreczuje na kilku dźwiękach, które wszystkim są bardzo znane i być może już się nawet nudzą, ale... Stwierdziłem, że tak jak fortepian ma charakterystyczny dźwięk, tak jak trąbka brzmi tak a nie inaczej, tak klasycznym brzmieniem dla turntablisty będzie aaaahhhhh, czy inne freeeeshhhhh. I mimo, że mamy 2008 rok, że już chwilę temu Ricci, D-Styles i inni wyznaczyli nową drogę jak można grać skreczując to jednak Krime działając na tych "oblatanych" samplach wciąż potrafi nadać im flow i powodować, że za każdym razem odkrywa się je na nowo. To czego brak naszym młodym talentom turntablismu to właśnie jest ten flow, to płynięcie skreczu wokół bitu, melodii, to wyważenie cutów, akcentowanie i czasami bardzo proste zagrania, ale bardzo dosadne w wymowie. 
No to pięknie przysłodziłem na koniec...
A już na sam koniec należy napisać: Wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, pomyślności. I niech Jim Dunloop gra nam tak jak gra przez następne 100 lat!

wtorek, 25 listopada 2008

DJ Woody Club Mix

Z rana jak śmietana wchodzi DJ Woody i jego Club Mix . A już 12 grudnia Woody będzie gościem specjalnym na Mistrzostwach DJów IDA 2008, które odbędą się w Warszawie. 

poniedziałek, 24 listopada 2008

Hajs Hajs Hajs

Tak to już jest z naszą polską "MENTAL"nością (patrz. komentarze kilka postów niżej), że lubimy wiedzieć więcej o innych niż oni sami wiedzą o sobie, lubimy pikantne szczegóły, lubimy wiedzieć ile zarabiają i tak dalej. Bo ktoś zarabia to jest zły? Bo ktoś pracuje i kogoś stać na coś to jest gorszy? 
Bierze się to z zawiści, zazdrości itd. No nie ważne. Ja też tak mam, że interesuję się kasą, zwłaszcza jeżeli te 500 baniek może być moje. Na razie nie chcę pisać o konkretnych stawkach, chyba że się rozkręce, ale o czynnikach które wpływają na te stawki.
No to jedziemy:
Nigdy, ale to przenigdy nie schodź poniżej pewnej stawki, bo tak już zostanie. Jak wcześniej grałeś za ileś tam to dalej możesz tak grać, manager zawsze chce obniżyć koszty i będzie wymyślał, że to, że tamto.
Dalej. Jak ludzie nie przyszli to nie Twoja wina tylko managera, który Cię zaprosił i może nie potrzebnie Cię zaprosił, bo nie ma zapotrzebowania w danym mieście na Twoje imprezy, albo nikt o niej nie wiedział, bo manager jej nie wypromował, chociażby przez wrzucenie info na myspace klubu. 
Ja wychodzę z założenia, że dj to troche taki mini-artysta rzemieślnik i musi mieć swoje fochy/wymagania. W naszym przypadku sprawdza się formuła, że ludzie przychodzą bawić się na imprezy bo gra taki a taki dj i oni chcą go słuchać. Nie sprawdza się formuła, że dj który nie lubi grać i nie chce grać innej muzyki jest zapraszany do klubu w którym inna muzyka jest porządana. I to nie jest jego wina, że ludzie się nie bawią. To jest moje podejście. Twoje jest takie, że masz na twardym wszystko i możesz zagrać prawie każdą impreze to ok, ale na tym blogu ja rządze i prezentuje moje podejście. 
Dalej. Jeżeli nie jesteś super gwiazdą, a po prostu normalnym dj, dobrze robiącym swoją robotę to Ty w 50% jesteś magnesem, a reszta to miejsce. Jak klub ma złą opinie to nie Twoja wina. Jak klub ma zaporowe ceny to nie Twoja wina. A to wszystko odbija się na frekwencji.
Dalej. Następnie trzeba zrozumieć tzw. kocioł klubowy. Jest to układ, który rzadko dobrze funkcjonuje. Ty - dj, właściciel i zewnętrzny organizator. Jest wiele opcji współpracy. Ale jak od początku nie postawisz w miare twardych warunków to zginiesz. Właściciel może wynając klub organizatorowi, może dać za darmo, może zapłacić za zrobienie imprezy. Jedno jest pewne zawsze jak coś między nimi nie zagra to obrywa Twoja kieszeń. Dlatego podpisuj umowy. Chociaż ciężko jest podpisywać umowę ze znajomym... 
Dalej. Zaskakujące jest to, że stawki ogólnie spadły. Dzieje się tak dlatego, że jest zbyt wielu djów. Obecnie dj może zagrać za mniejsze pieniądze, bo już nie ma wydatków np. na winyle, które są sporym obciążeniem budżetu. To powoduje, że czasami dje przebijają się świadomie lub nie ofertami. 
Dalej. Lepiej zagrać za mniejsze pieniądze na wyjeździe niż za większe u siebie w mieście. Impreza w innym mieście bardzo często otworzy drogę do kolejnych nowym miejsc, a u Ciebie w mieście i tak będziesz grał. 
Dalej. To co piszę dot. sytuacji w jakiej ja się znajduje tzn. obecnie nie potrzebuję grać aby się utrzymać. Teraz jak mam jechać grać impreze to zastanawiam się czy nie lepiej zostać w domu z dziewczyną, albo popracować to może więcej zarobię. Przekonałem się, że jak wymagam od organizatora satysfakcjonujących mnie pięniedzy to on przykłada się do organizacji imprezy, dzięki czemu te imprezy dobrze wychodzą. Ale jak sam sprawdzisz ile ich gram to zrozumiesz, że ta metoda na pewno nie jest najlepsza...
Dalej. Na początku grasz za darmo, aby się ograć, aby Cię poznali. Następnie grasz za browary w np. środy od 20 do 22. Kolejny krok to rezydentura za małe pięniądze. A jeżeli będziesz dobry, będziesz wydawał produkcję, będziesz magnesem to wtedy możesz zacząć wymagać. Wyznacznikiem jest to ile ktoś Ci proponuje. Ale dlaczego akurat tyle? Pewnie, dlatego że inny tyle wziął. A jest lepsze? Inwestuje w winyle? Startuje w zawodach? Publikuje remixy? I tak dalej...
Dalej. Inaczej się traktuje imprezy w takich miejscach jak Electric Caffe. Inaczej imprezy firmowe. Inaczej np. 18, które akurat lubie grać i gram na nich za średnio-niskie stawki. Jeszcze inaczej cykliczne grania w danym miejscu. Dla mnie wyznacznikiem jest kwota 200 zl/ godzine i w zależności jak i gdzie mam grać to może się zmienić. Kolejna sprawa to kwestia czasu poświeconego na dojechanie do odległego miasta i powrót. Czy ktoś Mentalowi zapłacił kiedyś za to, że marnuje w pociągu kilkadziesiąt godzin tygodniowo? Ja, jeżeli mam spędzić 10 godzin w pociągu to wtedy tracę jeden dzień pracy i to się mnie nie podoba. 
Jeszcze pewnie kiedyś wróce do tematu, może na konkretnych przykładach? I tak wyszedł poważny esej czy tam inny felieton. Gdzie moje 500 baniek za to, że to napisałem ???

niedziela, 23 listopada 2008

Electric Caffe w Jaworznie

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że z reguły w dużych klubach dba się o wszystko, a o dja tak sobie. Natomiast jak jest mały klub to te proporcje się zmieniają i najczęściej załoga klubu bardzo mocno wspiera djów, mimo że najczęściej nie dysponuję zawrotnym budżetem . Mam na myśli warunki techniczne w jakim się gra, swobode w miare rozsądnej konsumpcji i ogólną atmosfere. W Jaworznie jest właśnie taki mały klub Elextric Caffe w którym wszystko funkcjonuje jak należy i w dodatku moża o 3 w nocy zjeść bardzo smaczne pierogi czy innego schaboszczaka. Wczoraj graliśmy tam z Przeplachem na 3 gramofony i grało się bardzo dobrze. Impreza późno się rozkręciła, ale warto było czekać. W selekcji znalazło się chyba wszystko. Od funkowych breaków z 7" rarytasów przez rap po drumy i wygrzańce baltimorowe. Przeplach przyciąga jak magnes tancerzy więc lokalni b-boye także byli i prężnie reprezentowali. 
Pierwszy raz grałem na Eclerze Nuo 2. Bardzo fajny, mały i sprytny mikser. Szkoda, że nie ma efektów, wczoraj był klimat na to by robić różne patenty. Eskperymentować. Jakby tam był 909 Pioneera, to myślę, że zrobilibyśmy z Przeplachem secik na kategorie Show w IDA.

sobota, 22 listopada 2008

Co w TRAWIE piszczy?

Dj, aby dobrze grać imprezy musi nie tylko ciągle poszerzać wachlarz technik jakie stosuje, musi zaopatrywać się w nowe płyty i takie tam. Musi także rozumieć publiczność, to w jakim jest nastroju  i jak w warunkach klubowych będzie reagowała na jego poczynania. Jedną z metod jest zejście z panteonu sławy i przybranie roli zwykłego klubowicza. A zwykły klubowicz często stosuje różne zabiegi aby wspomóc swoje doznania. Może np. spożywać alkohol, ale to wszyscy znamy i nie jest takie odkrywcze, chociaż jest fajne. Może także spożywać inne używki, nie narkotyki, bo narkotyki są nie legalne. Tak więc dj musi się co jakiś czas poświęcić i również sięgnąć po jakiegoś muzgojebca. Dj musi po prostu wiedzieć co w TRAWIE piszczy...
Wczoraj dostałem coś co jest pseudo trawą, legany produkt i tak dalej. Skręciłem lolka pięknego z smakowego blunta i razem z Przeplachem poświęciliśmy się. Ja to raczej nie pale i niczego dziwnego nie jem i mnie okrutnie sponiewierało. Rano kac szedł dwutorowo, jeden to dobrze znany kac alko, a drugi to jesień średniowiecza pod czaszką. Zawroty głowy, drgawki, mózgowstrząsy, się nawet wysłowić nie mogłem za bardzo... 
No to się poświęciłem i jaki wniosek? Że klubowicz jak to wypali to nie przyjdzie na imprezę, czyli eksperyment był nie potrzebny...
A jedliście te legalne piguły? Jakieś ciekawe spostrzeżenia? A ktoś wsypał sobie sól pod napletek? Ja się nie poświęce, ale jak coś to napiszcie jak było. Acha, kiedyś byłem świadkiem jak typ wciągnął dwie kreski tabasco, piękna reakcja była. Z godzine dochodził do siebie.

środa, 19 listopada 2008

lepiej czy gorzej?

Z polskim rapem to było tak: Jak nie było kasy na sprzęt, studio i takie tam to płyty sprzedawały sie spokojnie po kilka tysięcy egz. a 3-4 koncerty w tygodniu to była norma. Teraz jest np. program pierwsza praca, dzięki której można dostać dofinansowanie na sprzęt. Ludzie mają pieniądze i możliwości, a mpc to jest standard u co drugiego "domowego" producenta. Ale bitów nikt nie kupuje, bo płyt nikt nie kupuje. Koncertów oprócz 10-12 miast w Polsce i kilku miast na obczyźnie to już nie uświadczysz. Podobnie jest z turntablismem, każdy już ma sprzęt i coraz lepsze umiejętności a startujących coraz mniej i "ciśnienie" medialne na skrecze także spadło. Więc tak wracamy do epoki gramofonów paskowych Gemini i miksera Scratchmaster, startujemy w każdych zawodach i wyzywamy na bitwe każdego dja? A raperzy mają bity robione na Fruity Loopsie i grają po 20 koncertów miesięcznie? Mikstejpy schodzą od kopa po kilkaset sztuk, a płyty średniaków po kilka tysięcy? Czy jedenak wrzucić nowy track na myspace? I nucić sobie... "google my name... i fucking famous"
I teraz tak jeszcze... Pisze to do Ciebie i Ciebie. Zajebistą sytuacją jest moment w którym dj, raper, producent oficjalnie chce wydać swoją twórczość, lub właśnie odbiera zestawienie sprzedaży swojej płyty i się zastanawia dlaczego kuźwa nikt tego nie kupuje??? Bardzo niewiele osób wtedy stać na to aby przypomnieć sobie kiedy ostatni raz kupiłeś legalne wydawnictwo i jaki jest stosunek legalnych płyt do ściągnietych mp3. Idąc tym tropem jestem także przekonany o tym, że jak słuchacz ma w ręku płytę, to nawet gdy ona jest taka sobie to ma dużo większy szacunek do wykonawcy niż gdy odsłuchuje jego mp3. Ten szacunek przekłada się na to, że jak będzie koncert to słuchacz kupi bilet i pójdzie. Ale teraz, żeby bardziej skomplikować rozkminke jak w tym wszystkim mają odnaleźć się artyści, którzy celowo rozpowszechniają swoją muzykę poprzez blogi. Czy powinni zaprzestać i wydawać to na płytach? Czy postawić na to, że dzięki blogom dotrą do większego grona odbiorców?
Ja stawiam na wydawanie płyt. Obserwuję różne sceny muzyczne i każdy artysta który wypłynął przez blogi, to wczesniej czy później i tak wyda płytę, bo dopiero wtedy będzie na poważnie odbierany.

poniedziałek, 17 listopada 2008

styl miksowania

Zastanów się jak miksujesz i dlaczego tak a nie inaczej. Jak grasz hiphop to pewnie miksujesz utwory nakładając pierwszą fraze jednego utworu na refren drugiego, są to szybkie, dynamiczne przejścia. Jak grasz dancehall to nie miksujesz? Puszczasz syreny, robisz rewindy i grasz riddimami. Grasz bassline? robisz długie miksy do pierwszego breakdownu, operujesz equalizerem, prefekcyjnie zgrywasz prędkości. A teraz zastanów się jakby to wszysto pomieszać, np. grać speed garage nie miksując go. Grać rap z kilkuminutowymi miksami gdzie bawiąc się korekcją barwy będziesz budował napięcie.
Z doświadczenia wiem, że te wszystkie patenty są do zrobienia i może to fajnie wyjść, ale:
- nie możesz mieć przypadkowej publiczności
- musisz występować jako PRO DJ, tzn. grasz na swojej imprezie, gdzie ludzie od Ciebie oczekują tego typu trików. Nie jest to po prostu impreza gdzie nie ważne czy Ty grasz czy mp3 playlista, czy jakieś tam słabe radio planeta.
W sobote gramy z Przeplachem w Jaworznie i tam uskutecznie kilka nowych pomysłów na przejścia. Zdam relację czy "siadło".

piątek, 14 listopada 2008

Co zrobią nasi dje?

Między innymi pracujemy nad płytą, która będzie dodawana do biletów na Mistrzostwa Świata Djów IDA 2008. Dostałem dziś e-maila od managera Rafika z info, że Rafik pracuje nad specjalnym video. Chcieliśmy aby zrobił jakiś wyrywający z butów numer turntablistyczny, ale on poszedł dalej i zrobi numer oraz teledysk. 
O tego typu utwory poprosiliśmy także Eproma, Falcona i Ike'a. I teraz piszę aby podkręcić klimat. Ciekawe czy znowu zrobią po prostu to co mają zrobić, czyli wybiorą bezstresową i najłatwiejszą droge, czy choć raz wyjdą poza ramy swojego już nudnego świata i stworzą coś na miarę Mistrzostw Świata.

Z Serato ani innych urządzeń typu Final Scratch jak na razie jeszcze nie grają:
- Feelx (chociaż ostanio w Lublinie, używał pożyczonego Serato, z którego grał bity dla Abradaba)
- Przeplach (gra imprezy i z winylami jest spoko, ale grając  bitwy dla bboyów jest mu coraz trudniej, coraz częściej musi tłoczyć własne winyle i to pewnie kwestia czasu i kupi Serato)
- Decks (w ostatnim wywiadzie jaki przeczytałem kilka dni temu, mówi że używa tylko do nagrywania cutów)
- Ja - Trakmajster (kupiłem Mac'a, miałem kupić Serato, ale olałem to, woże dwa case'y, a w sumie gram mało imprez i to mi nie przeszkadza, żeby było śmieszniej to kupuje nawet więcej winyli niż kiedyś)

środa, 12 listopada 2008

Start!
 Zbierałem się dosyć długo do tego, aby coś z ciętym zrobić. Większość chyba o tej stronie zapomniała, a turntablistyczne życie Polski już dosyć dawno przeniosło się na forum skrecz.com . 
Niemniej jednak forma jaką wybrałem tj. blog i prostota z jaką edytuje i zamieszcza się opinie/ newsy i inne takie powoduje, że możecie się spodziewać dosyć częstych wpisów. Będzie o turntablismie, o klubach, o djach, o mnie i tak dalej...