sobota, 30 kwietnia 2011

Wykony





Muszę przyznać, że to kurwa wcale nie jest takie proste. Na trzeźwo tym bardziej. Staje człowiek przed kilkoma stówkami ludu i wykonuje tego Zbyszka. Wykonuje raz. Utwór jest super krótki, więc sytuacja i reakcja publiczności wymaga, aby wykonał go drugi raz. Trzeci może wykonać w wersji dubstepowej. Ale ten człowiek mc nie jest i po dwóch wykonach ledwo mówi, ma problem z oddechem, a serce dostaje telepawki. Ten chłopak jest djem, więc przechodzi do tego co robi najlepiej i puszcza kolejną piosenkę i kolejną, a ludzie pod djką stoją, patrzą, skaczą i czekają na cud. No to mikrofon w rękę i jakaś zabawa w stylu pytanie - odpowiedz, albo podkręcenie atmosfery poprzez rozrzucenie koszulek. Turntablistom nie jestem, zresztą ta publiczność ni chuja nie wyzna się na tym i nie ma sensu świrować. No to kolejny Zbyszek? Ileż można... Krzyczeć elo nie będe...
To jak musi się czuć Robert M, który jedyne co ma do zaprezentowania publiczności w ramach swojego show to skakanie "foczka style" i klaskanie? Koronnym numerem wszystkich djo-producentów jest na tzw. breakdownie podniesienie jednej z rąk i nabijanie nią tempa w powietrzu, przy czym druga twardo coś robi z equalizerem. Gdy breakdown się kończy dj zaczyna machać coraz szybciej ręką i także zaczyna skakać. Wtedy publika wie, że będzie pierdolnięcie i też zaczyna skakać. I jest zajebiście.
To w sumie jest problem jak zrobić show, gdy popełniło się hita. Odtwarzanie swoich numerów z cd i w międzyczasie skakanie, klaskanie i robienie jakiś mikro układów tanecznych za konsolą jest najsłabszą opcją, ale w sumie jedyną możliwą do zrealizowania.
Dje z upływem czasu stają się producentami i stając na scenie lepiej potrafią się na niej zachować. Mają już w żyłach to, że przedstawienie musi trwać, że ludzie muszą być zadowoleni, że muzyka musi grać. Producenci natomiast, aby zarobić na swoich produkcjach muszą stać się djami. I z reguły są bardzo chujowymi djami. Bez charyzmy i polotu. Najgorzej jest, gdy któryś z nich popełnił hit, którego integralnym elementem jest śpiew, rap czy inne wycie. Wtedy ktoś kto wokalnie się udzielił ma przejebane, bo dj na imprezy go nie zabierze, ponieważ koszty, ponieważ to dj/producent jest numero uno, a tak to wokal by wszedł na podium. Przejebane ma dj, gdyż jedyne co może zrobić to na refrenach wycinać sound, tak aby "cała sala śpiewa z nami". I przejebane ma publiczność, ponieważ w zamian za swoje zaangażowanie nic nowego, świeżego nie dostaje. A ja nagrałem kolejnego "chama", trzeba jeszcze tylko kilka rzeczy trzeba zmienić i można do swojego zjawiskowego repertuaru dołożyć kolejny kawałek. Teraz to już będzie najlepsze show w powiecie. Nawet dożynki w remizie takiego nia miały!

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

sobota, 16 kwietnia 2011

J E S T E M

Dje, którzy wnoszą powiew świeżości, mają 200 znajomych na fejsie i nowe najki. Wchodzą na scene z przytupem i ???? Ktoś ich pamięta?
Trakmajster. Jestem.

Menadżerowie, którzy mają zjawiskową wizję artystyczną. Noszą szaliki w lecie, pracowali na zwywaku w Londynie i byli na Openerze. Mieszają, kombinują, zapominają, nie dopilnują i ???? Uzależnią się od koki, polecą z nurtem wódki...
Trakmajster. Jestem.

Właściciele, którzy otwierają ich niepowtarzalne kluby na kredytach z providentu. Tworzą klimat i najlepszą selekcję w mieście, wiedzą jak prowadzić ten biznes, bo od 10 lat przepierdalają w klubach hajs rodziców. Po pól roku jakoś nie ma tego klimatu, nie ma właścicieli, a piwnica śmierdzi dalej.
Trakmajster. Jestem.

Organizatorzy, którzy tworzą unikatowe eventy. Tworzą nową jakość na scenie i... leżą pijani na backstageu, a długi rosną...
Trakmajster. Jestem

10 lat mineło od mojej 1 imprezy w Krakowie, czekam na kolejne wynalazki, wyzwania, nowych kreatorów życia klubowego i ogólnie yo. Trakmajster. Jestem.