wtorek, 28 czerwca 2011

Rezydencja

Gdy powoli człowiek zbliża się do djskiej emerytury, a dalej chce pracować w zawodzie to naj prawdopodobniej będzie zmuszony to objęcia stanowiska rezydenta w jakimś klubie. W wyjątkowych przypadkach, gdy miejsce jest na fali, imprezy skutecznie promowane, a promotorzy są najlepsi na streecie i ściągają głodne zabawy wycieczki to taka rezydencja może tylko odbudowywać ego i skutecznie stymulować do ciekawego grania. Ale gdy tak nie jest, a na danceflor trafiają przypadkowi ludzie, którzy niedopici po weekendzie szukają rozrywki w poniedziałek to granie staje się ciężkim testem na cierpliwość i pracowitość. W takim przypadku to co robi dj można określić jako "po prostu nie spierdol tego". Testowałem to setki razy i chodzi tylko o to, aby przegrać te 1000 utworów, hitów pop/rnb tak, aby Kasia i Ania mogły zaśpiewać refren, a Wojtek i Michał mogli przećwiczyć nowy układ, który rozkminili w szkole tańca. Maksimum dwa miesiące takiego grania i siada psychika Tobie, oraz barmanom, szklankowym i bramce. Gdy Ty będziesz po raz n-ty zgrywać te same hity, barmani ze szklankowymi będą robić zakłady o to jaki będzie następny numer, bo tak już znają Twoje sety. I tu zaczyna się problem. Ty to wiesz, oni to wiedzą i szefostwo też, że nad Twoją ksywką jest naklejka "znowu to samo". Ale tych kilkudziesięciu czy kilkuset ludków, przypadkowo wyłapanych z ulic to średnio interesują, a nawet się podoba i tego chcą. Dla odprężenia, poprawy atmosfery zaczynasz grać inaczej. Tanecznie, ciekawie, ale nie są to hity, nie przeboje i co z tego, że barmani wreszcie mogą pracować z uśmiechem na twarzy, co z tego, że Ty wpadasz w trans miksowania, szukasz, kombinujesz jak to wszystko to chuj. Tak sobie możesz grać jak zaproszą Cię jako "gwiazdę" na szeroko promowaną imprezę. Tutaj rzeczywistość sprowadza do parteru. Znów musisz grać to samo, aby Ewa, Jola i Gosia, co właśnie skończyły pracę w Galerii, chciały zostać na kolejne piwo i może pokręcić tyłkami na parkiecie. Bo one tańczą tylko do tego co już kiedyś słyszały. Jeżeli to od Ciebie zależy czy ludzie w klubie zostaną, czy wyjdą to nie pozostaje nic innego jak poddanie się i granie "poprawnie politycznie", a jak już się opiją, oswoją z danceflorem (hi hi hi bo my takie wstydliwe jesteśmy...) to wtedy być może nadarzy się szansa, że rozkręceni, roztaczeni łykną jak młode pelikany twoje wynalazki muzyczne.
Czekanie...
Wczesna godzina nie ma ludzi w klubie, to myślisz: "A chuj z tym wszystkim" i poszerzasz repertuar, kombinujesz. I w tym właśnie momencie wchodzi 20osobowa grupa, zwariowanych studentów, którzy zaliczyli sesje i chcą polecieć łukiem. Ale miny ich wskazują, że jak na studenta przystało Twój, zjawiskowy repertuar delikatnie im nie odpowiada, więc w prawo zwrot i ku wyjściu. Włącza się alarm i szybko szukasz numeru-bangera który ich zatrzyma. Znalazłeś. Za późno, wyszli. Pozostaje wrócić do hit mix playlisty i czekać cierpliwie na kolejny desant crejzoli...
Pozdrawiam wszystkim rezydentów.