środa, 11 stycznia 2012

Romantyczna zima z romantyczną balladą

Te zimowe wieczory, kiedy cała okolica otulona jest białym puchem, nastroiły mnie i zainspirowały do głębszych przemyśleń. Co to jest właściwie miłość? Co znaczy kochać? Sięgnąłem więc po mój skórzany kajecik i naskrobałem kilka słów o tym co czuje serce, gdy w brzuchu czuć to charakterystyczne mrowienie. Mam nadzieję, że ta romantyczna opowieść którą pozwoliłem sobie wyrecytować sprawi, że Wasze noce będą niezapomnianymi chwialmi miłosnych uniesień, których świadkami będą tylko płomienie zmysłowo tlących się świec...

Dj Trakmajster SSIJ LIZ by trakmajster

wtorek, 10 stycznia 2012

Wygraj Wygibassy



No siemka łobuziary i łobuzy. Po pierwsze dziękuje za Wasze wsparcie na fejsie, za Wasze podniesione w górę łapki, które robią nieśmiertelny znak serca na imprezach. Czuje, że mam Wasze wsparcie i też chcę Wam przesłać dużo miłości. Cały czas wszystkie nasze zajebiste melanże nagrywa mój ziomek na kamerze, tylko że ma VHSa i nie wie jak to zgrać na YouTuba. Ale nie martwcie się film o mnie i oczywiście o Was już wkrótce będzie skończony. A teraz słuchajcie wariaty (Elo, elo) w związku z tym, że ostatnio kilka osób mnie zapytowywało o mix Wygibassy to postanowiłem, że w swojej wielkoduszności zrobię specjalnie dla Was ekskluzywny konkurs.
Po pierwsze:
Wchodzisz na swoje konto internetowe i robicie przelew na np. Fundacja Podkarpackie Hospicjum Dla Dzieci albo Fundacja Pomocy Dzieciom z Chorobą Nowotworową ew. Fundacja Urszuli Smok "Podaruj Życie" Rejestr Dawców Szpiku Kostnego i dokonaj wpłaty min. 10 zł.
Po drugie:
Zrób zdjęcie (może być z kamery w lapku, lub z telefonu) jak złączasz dłonie w znak serca i wrzuć albo na mojego fejsbuka w komentarzach pod tym postem albo w komentarzach poniżej.
Po trzecie:
Pierwsze 5 osób z fejsa i 5 pięć osób z komentarzy na blogu (nie dublujcie wpisów) dostanie ode mnie przesyłkę z mixem (płyta przepięknie wydana z artystycznie wykonaną okładką, do każdego egzemplarza dołączone są bibułki OCB) + niespodzianke.
Yyy mam nadzieję, że chociaż 1 osoba zrobi przelew...

sobota, 7 stycznia 2012

Zemsta

Jak sami widzicie, trochę nie mam weny do pisania na blogu. Dlatego publikuję tekst kolegi, który rozczarowany brakiem mojej aktywności pozwolił sobie na skrobnięcie kilku ciepłych słów o milszych chwilach naszej profesji.

"W pewnym momencie imprezy, gdy parkiet jest pełen ludzi. Samych wynalazków, którzy są najbardziej zajebiści w swojej zajebistości. Wyciągasz zwykłą, półmetrową siekierę. Nic specjalnego, po prostu OBI wita. Masz ich na wyciągnięcie ręki, tych studentów, którzy poszli na studia, tylko po to, aby odwlec w czasie uświadomienie sobie, że są życiowo skończeni. Te pseudo gwiazdy, którym wydymane tysiącem chujów ego nie pozwala przyznać się do tego, że kurewstwo wyssały z mlekiem matki. I co najlepsze to możesz i bierzesz szeroki zamach. Jak chcesz, po skosie, zza głowy, nie ważne. I tak kółeczko najbliżej djki zostanie obficie zroszone strumieniem krwi i innych płynów ustrojowych buchających z pierwszej, lepszej krejzolki. I tutaj pojawia się problem logistyczny. Czy w serato odpalasz playlistę i idziesz w tłum, czy pakujesz sprzęt, a tłum i tak zaklinuje się przy wyjściu, więc na pewno jeszcze kogoś zdążysz pobłogosławić toporkiem . Kolejny dylemat dotyczy muzyki. Czy dla tak zwanego figla muzycznego zapodać np. "We don't speak americano" i w takt kiczowatej, aczkolwiek skocznej nutki uskutecznić rzeź. Czy może ciąć, dźgać i rozłupywać przy jakiejś pompatycznej muzyce poważnej nadając chwili dodatkowy atut grozy? To są właśnie problemy dja, przy bogatej płytotece, gdy impreza nie jest profilowana, dobór repertuaru stwarza nie rzadko sporo kłopotów. No, ale wróćmy do naszej dance-masakry. Pierwsze trupy telepią się na parkiecie. Tłum się tratuje. Schody zawalają pod ciężarem piszących rajdówek-tipsówek, a tu tyle jeszcze do zrobienia! Kilkaset osób siekierą w klubie nie zarżniesz, raz że to pewnie cholernie długo będzie trwać, a nam chodzi tylko o te kilka sekund zaskoczenia kiedy wyrwani z tanecznego transu, pogrążeni w euforii klubowicze nagle uświadamiają sobie, że to kurwa koniec, ze "Roof is on fire" i jedyne co ich czeka to smak zimnej stali krojącej ich już zmoczone moczem ciała. Tak więc, żeby przyśpieszyć ten proces, a zarazem dostosować się do powyższego cytatu musisz sięgnąć po wódkę i rzucać butelki w ściany ponad maltretującym się tłumem, tak aby ich jakże upragnione wyjście stało się płonącą bramą śmierci. Wódka, ogień, krzyki, płacz i histeria. Już żaden klubowicz nie zarzuci Ci, że w Twojej działalności brak emocji. Spanikowana, topniejąca gromadka, zapewne nie ma pojęcia dlaczego, po co? Ale hello, jakieś wyjaśnienie im się należy. W końcu skuszeni promocyjną ulotką, przyszli tylko na drinka, a wyniosą ich w plastikowych workach. Więc przemów władco do tłumu i krzycz: "Gińcie kurwy! Nigdy więcej re questów, nigdy więcej bawienia się w dja i pchania ręki do gramofonów!" Teraz wiedzą, że Ty tu rządzisz. Ale imprezka imprezką, a duzący dym i smród palonych włosów, kanap i tandetnych dekoracji lokalu delikatnie zaczyna doskwierać. Trzeba podjąc kolejną trudną decyzję, czy zatracisz się do końca w swojej finałowej masakrze i pozostaniesz na dole niczym kapitan na tonącym statku. Czy wykmniesz się idąc w śladu obsługi drugim wyjściem, do którego wchodzi się przez zmywak za barem? No bo w środku nic już więcej nie nawojujesz. Po pierwsze ciężko gdziekolwiek przejść, gdyż jak nie zawadzasz o nadpalone zwłoki to ślizgasz się na krwi, wymiocinach i innych fekaliach, które są owocami wywołanego przez ciebie strachu. Po drugie ten cholerny, gryzący dym, który przeszywają wiązki laserów stwarza trochę mroczny klimat i sam zaczynasz zastanawiać się czy, aby nie przesadziłeś z tym swoim performance. Zawsze krytycy zarzucali Ci, że Ty tylko puszczasz kawałki, że nic od siebie nie dajesz, że jesteś jak szafa grająca żerując na twórczej pracy innych. No to zrobiłeś future art. Sto głów padło i nuta wciąż napierdala. No to teraz mają wykon wszechczasów. Czy myślicie, że po tym "artykule" wprowadzą obowiązkowe badania psychologiczne dla kandydatów dla djów?
Ale, ale… już miałeś ewakuować się, lecz nagle Twój wzrok dostrzegł coś trzęsącego się pod stolikiem. Halo, halo, czyżby ktoś ominął kogoś w swoich artystycznych żniwach śmierci? Chwytasz więc to coś o wątłej posturze i widzisz w oczach tej kanalii, że to zwykła konfidencka dziwka, że to ścierwo które karmi się krwią innych, że to szmata mająca za matkę cwela, a za ojca kurwę. To przecież inspektor z organizacji, która zarządza licencjami dla prezenterów dyskotekowych. Przyszedł kontrolować Ciebie. Bezczelny, który sam jedyną oryginalną płytę kupił razem z Super Expressem jak dodawali kolendy do gazety pięć lat temu, będzie Ciebie kontrolował. Tego, który ma kilka tysięcy wosków. Który nie dość, że regularnie uzupełnia swoją winylową bibliotekę, to kupuje mp3 w sklepach internetowych. Moralnie do czasu, jak później nazwą to media "klubowej apokalipsy" byłeś czysty jak łza niemowlęcia. Ale w świetle głupiego prawa nie masz licencji. Jesteś zły. I on będzie Twoim sądem. Nie… nie… nie… Kolejny raz tej nocy bordowe już ostrze Twojej siekierki przeszyło powietrze, by w wręcz rytualny sposób skrócić kolejną istotę tym razem inspektora o głowę."