środa, 26 stycznia 2011

mp3

Jeszcze kiedyś rozpisze się o swoich metodach poszukiwań muzyki. Dzisiaj, tylko po to, aby coś się na blogu działo napiszę o świeżym pomyśle. Więc tak, aby nie przedłużać, bo przede mną jeszcze dużo pracy. Wszedłem na hiphop/rnb charty billboardu i po kolei sprawdzam tytuły najpopularniejszych songów. W kolejnym oknie przeglądarki mam otwarty amazon, gdzie na szybko sprawdzam albumy z których pochodzą topowe single. A ostatnie okno to google i wyszukiwarka mp3. Tutaj jest trochę zamieszania gdyż za każdym razem wyskakuje kilka rekordów, a mnie interesują tylko te z jakością od 192 wzwyż. Z torrentów nie korzystam więc tylko taka droga mi pozostaje. Ogólnie wniosek jest taki, że większość nowego hiphopu ni chuja mi nie pasuje i nie ma w tym nic co by sprawiało, że chce mi się to grać i z tym utożsamiać. Tak wiem, że chart billboardu to nie jest TEN hiphop, ale stwierdziłem, że zanim poznam lokalnych raperów, którzy są zajebiści, ale istnieją tylko na idpodach swoich ziomków i youyubie trzeba sprawdzić njapopularniejsze pozycje. Przeczesywanie sieci trwa.

niedziela, 9 stycznia 2011

DJ DJ PIENIĄDZE



Nie ma co ukrywać, zarówno mnie jak i pewnie większość z Was interesują pieniądze, a zwłaszcza sposoby na ich przywłaszczenie. Tak więc nadszedł czas aby zestawić ze sobą talary, zawód dja i przyszłość. Twoją przyszłość
młody dju. Głównie będę opierał się na swoim i moich znajomych życiu, pewnie inni mieli inaczej, ale nie chcieli się ze mną podzielić przy piwku więc pozostaje mi autopsja i żale kolegów. Moment przełomowy w karierze dja to decyzja. Decyzja najczęściej zapada gdy zdarzą się dwie rzeczy, po pierwsze zaczniesz w miarę regularnie zarabiać pieniądze z grania, po drugie nadejdzie pora, gdy syn marnotrawny nie wytrzyma z rodzicami i po liceum musi się wyprowadzić, lub coś w tym stylu. Wtedy większość młodych wiekiem djów stawia na gramofony, imprezy i aftery u barmanek. Przy pomyślnych wiatrach, gdy kariera będzie się rozwijać uda im się tak utrzymać przez 2-3 lata. Chociaż tak na prawdę niewielu znam grajków, którzy wyżyli z grania. Oczywiście to zależy od wsparcia lub jego braku ze strony rodziców, od tego czy studiujesz, gdzie mieszkasz. Ogólnie to jak najbardziej można przeżyć i to na całkiem przyzwoitym poziomie, ale tylko i wyłącznie gdy jest się najlepszym. Dje tacy jakim byłem ja wegetują. Z jednej strony te imprezy są i jest potencjał finansowy, z drugiej zawsze brakuje tych 2-3 wydarzeń, aby zamknąć domowy budżet. I tak mija rok, dwa. Niby jest dobrze, ale stoisz w miejscu, zarobisz na 40 nowych wosków miesięcznie, ale nie zarobisz na MPC, czy auto. Gdy po prostu jesteś na scenie. Nie najlepszy. Nie najgorszy. Musisz myśleć o przyszłości. I nie jest to gadka zawsze uśmiechniętego doradcy finansowego, który będzie twoim przyjacielem forever, tylko normalna przyjacielska prawda życiowa. Otóż, gdy podejmiesz decyzję, że granie to Ty, a gramofon to przedłużenie Twojej ręki, musisz też pomyśleć o spadochronie. Bo, a znam kilka takich przypadków, zdarzy się, że wpadniesz, lub świadomie spłodzisz dzieciaka i będziesz z dnia na dzień musiał sprzedać decki i już nigdy nie wrócisz. Zapomnij o blasku kolorofonów i atakującym neurony stroboskopie. Jak jesteś dobry, to pewnie masz mnóstwo bookingów i do tego masz talent producencki, zresztą w pewnych przypadkach chuj z talentem, bity można kupić. Obronisz się produkcją, tu coś sprzedasz, tam dostaniesz 500 zł z ZAiKSu i do przodu. Czas na nie-muzyczną pracę możesz śmiało przeznaczyć na montowanie dźwięków, bo widzisz, że to ma sens. Pamiętaj święte słowa, które powiedział mi Krime, który też kogoś cytował, ogólnie chodzi o to, że w kwestii pamięci, odcinania kuponów i szacunku to dj bez produkcji jest nikim. Znam też przypadki, że o ile dj nie wydał zbyt wielu własnych kompozycji to zarabiał na zleceniach na muzykę pod spoty reklamowe. I to bardzo znana ksywka. Jak dla mnie super rozwiązanie i pożyteczne wykorzystanie swojego talentu. Jak nie jesteś na tyle utalentowany (czyli ja), źeby produkować, czy realizować we własnym studio no to witamy w świecie 6,50 za godzinę. Tak, próbowałem. Do 4 rano siedzisz i obcinasz, zmieniasz, nakładasz, odwracasz 2 sekundowy sampel z nadzieją, że rozpierdoli głośniki, gdy zagra go Robert M podczas Sylwestra na Rynku. Rano wstajesz, puszczasz i chuj. 2 sekundy jakiegoś jazgotu. Nie jazzgotu. Po prostu śmieć. Tak więc trzeba zrobić dywersyfikację dochodów. Ja się z nią spóźniłem jakieś 3 lata. Trzy lata w sumie zmarnowałem myśląc, że jestem zajebisty i że moja selekcja sprawi, że życie samo się ułoży. Niestety. Witamy w rzeczywistości. Najlepsze dla dja komercyjne rozwinięcie jego hobby, to praca np. w sklepie ze sprzętem oświetleniowo-nagłośnieniowym. Masz kontakt z klubami. Z djami. Znasz się na tymi jest miło. Ale to jest etat. Codziennie od 9 do 17 jesteś świeży i gotowy. Ale kilka miesięcy temu podjąłeś decyzje, że Twoja religia to nie sam krzyż, a crossfader i pojawiają się grania w środę, w czwartek i ni chuja tego nie pogodzisz. Do widzenia etacie. Jak jakoś udało Ci się połączyć studia z graniem i masz tego magistra to przy super szczęściu trafisz na jakąś posadę mobilnego handlowca. Jest auto, telefon i co miesiąc coraz ambitniejszy plan do wykonania. Znam jeden przypadek, że na prawdę można. Co prawda podobnie jak w przypadku kolegów, którzy pracowali w dj sklepach, pojawia się problem piątków i grania na drugim końcu Polski, gdy trzeba do tej 17 wciskać marzenia i szczęście, ale jeden kolega sobie radzi i jest to jakieś wyjście. Są też posady w agencjach eventowych, spoko jak dotyczy to główkowania, gorzej jak to fizyczna praca montera konstrukcji scenicznych, bo zabiorą Ci wtedy weekendy i chuj z taką pracą dzięki której nie zagrasz. Dobrym rozwiązaniem jest dorabianie jako freelancer, grafika, programowanie, tłumaczenia, dziennikarstwo. Ale, pamiętaj, że się starzejesz i coraz częściej będziesz korzystał z usług chociażby służby zdrowia. Tak więc pojawia się problem ubezpieczenia. Zarówno praca dja, jak i freelancera w najlepszym przypadku kończy się umową o dzieło. O ZUSie, jak ważnym, gdy pojawisz się jako klient na SORze zapomnij. Nikt o to za bardzo nie dba, zwłaszcza byli studenci ale sam się przekonałem na własnej lewej ręce, prawym obojczyku, kościach prawego oraz lewego śródręcza, że płacić ZUS trzeba. Pozostaje więc samozatrudnienie. Tak po prostu, żeby legalizować swoje dochody, to trzeba na prawdę sporo grać za niezłą kasę. ZUS w najlepszym wypadku to chyba jakieś 800 zł miesięcznie. Rozwiązania są różne od fikcyjnego zatrudnienia się u kolegi i co miesiąc oddawania mu za składkę, po zarejestrowanie własnej działalności, co przydaje się raz na ruski rok przy wystawianiu faktur na zlecenia na imprezy tzw. korporacyjne. Można też pójść krok dalej i otworzyć własny biznes , co jeżeli pomysł wypali jest najlepszym rozwiązaniem. Nie polecam otwierać skateshopów w małych miastach. Więcej gonienia, zamieszania i nerwów niż korzyści. Legalne zatrudnienie oprócz ZUSu daje Ci także możliwość zdobywania kolejnych gwiazdek w szalonym świecie finansjery. Oj, otrząśniesz się kiedyś i wspomnisz te słowa, gdy przyjdziesz do banku po kredyt hipoteczny, a tu zamiast o kredycie, jakże miły Twój nowy przyjaciel - doradca finansowy pokaże Ci wykres za pomocą którego po 15 latach odkładania uzyskasz dopiero zdolność kredytową. Ten zwrot - zdolność kredytowa to jedno z najbardziej wkurwiających mnie haseł.

TU COŚ KIEDYŚ BYŁO, ALE CHYBA ZNOWU PRZESADZIŁEM I USUNĄŁEM TO.