czwartek, 9 sierpnia 2012

Czas Czas Czas

Czas Czas Czas to Hajs Hajs Hajs. Czy to moja ułomność, czy normalna sprawa u djów, że 3/4 czasu poświęconego na odrabianie tzw. pracy domowej poświęca się na przemysłowe przesłuchanie nowych kawałków. Nie wiem jak Wy, ale ja mimo swojej zajebistości w pełnej okazałości nie mam pamięci do tytułów i wykonawców. Mylę traki. Mylę wersje. Cały czas próbuje to segregować, ale za każdym podejściem zapominam klucza jakim segreguje muzykę i zaczynam to praktycznie od nowa. Z chęcią skorzystałbym z jakiejś aplikacji która przesiewała by listy przebojów, listy sprzedaży i dostarczała mi esencje klubowych bangerów. To słuchanie jest bardziej męczące niż zapodawanie bitów na freestylalowych spontanach które materializują się tuż po koncercie jakieś ekipy rapowej, takiej z zasadami. Wtedy wręcz nie wypada dobrym ziomkom nie zapodać bitu, bo tu prośba od charakternych chłopaków o coś west coastowego. Mam taki katalog, że wrzucam tam wszystko co ściągne, rzadziej kupie, prawie nigdy zgram z winyla. I tam non stop jest kilkaset plików, które swoją hitową świeżość straciły już rok temu, ale trzeba by je wrzucić do jakiejś podgrupy typu "polish dance" i wreszcie zacząć grać. Ale, żeby to zrobić to przy najmniej wypada raz numer przesłuchać nie mówiąc o nauczeniu się go… A czy Ty drogi Dju znasz swoje numery które grasz? I nie mowie tu o rozkmninianiu amplitudy na szybko, dzięki czemu wiesz gdzie refren, gdzie breakdown, tylko o tym, że wiesz o czym dany raper rapuje, o czym dana piosenakra śpiewa w danym momencie i znasz tą produkcję na tyle, że gdy przyjdzie Ci zrobić cuty na dany temat masz w głowie gotowe dwadzieścia wersów, zwrotów… To chyba nie możliwe, żeby w czasach digital, gdy zmienił się system grania, a zamiast 200 winyli przez impreze przewija się tysiąc numerów znać to wszystko. Ogarniać tematyką, brzmieniem. Ja to jeszcze gram muzykę prostą, tak prostą, że czasami prostacką. Ale co ma powiedzieć Krime, czy Przeplach, gdy oni tam zagubieni w granych na żywo funkowych bitach potrafią znaleźć drogę, wspólny mianownik, ogarnąć przejście i wiedzą kiedy można sobie pozwolić na juggle, które nie wybiją z rytmu tancerzy. I znowu wracam do słuchania i do oznaczania punktów cue w strategicznych momentach. I tu wychodzi moja amatorszczyzna. Bo wiem, ja dobrze wiem, że są wśród nas tacy dje, którzy na tym etapie przygotowania numeru do grania idą kilometr dalej i przed rozpoczęciem numeru wstawiają rozbiegówke na dwie frazy, tak aby było łatwo zmiksować. Edytują numer pod wersje party breaka. Tak, aby np. zaczynał się refrenem, który śpiewa cała sala, i kończył się w ciekawy sposób wprowadzając kolejny numer. Ale mnie to już przerasta. Zdaje sobie sprawę, że to jest już mega profesjonalne, ale ja wole, spokojnie, wprost proporcjonalnie do wynagrodzenia które biorę, bez przesadnej ingerencji w twórczość muzyków...