wtorek, 24 lutego 2009

Qushiąca Stypa

W czwartek razem z Atemi i chyba Zustem, oraz pewnie jescze kimś będziemy grać w Qushi. Tak więc rozpoczynamy tridum żałobne. Stypy w piątek i sobotę obsadzone są chyba wszystkimi dejotami, którzy kiedykolwiek grali w Q i pewnie będzie grubo. Po fotkach na myspace i wpisach na innych blogach widać, że wszyscy łączą się w żalu. I chyba trochę przesadzają z wczówką... Ale obecnie najmodniejsze zachowanie na mieście to bycie zszokowanym z powodu zamknięcia Qushi. A ja Wam mówię, że On rozkręci jeszcze takie biby, że dj Pr*****h znowu zacznie pić.

poniedziałek, 23 lutego 2009

Qushi...







Padło. To pewnie Was zdziwi, może zdenerwuje, ale nie jestem zaskoczony. Od początku im dosłownie "źle wróżyłem" i często się kłóciłem z Kimś i Kimś, ale nie z zawiści ale z prostej kalkulacji. Byłem przy planowaniu, byłem przy powstawaniu, sam trochę się udzielałem na początku. Wypiłem tam morze wódki, często na koszt klubu, pociąłem sobie rękę i ogólnie było śmiesznie.
Otóż w Krakowie przez lata wytworzyła się maniera darmowych wstępów, co bardzo przeszkadza przy organizacji imprez z takimi założeniami artystycznymi jak to w Quśce było. Po drugie pracowała tam dosłownie rzesza osób, której trzeba zapłacić. Kiedyś obliczyłem, że dwie osoby więcej pracującą w dużo większym Ministerstwie, na które zarabia jakieś 500-700 osób przez wieczór. Tutaj na niewiele mniejszy personel (plus djów, promocje tj. plakaty) zarabiać trzeba było pracując na 100-200 może czasami 300 osobach przez wieczór. Następnym ważnym czynnikiem było to, że ten klub jest po prostu mały. I idąc grupą np. 8 osób o 23 nie było szans, aby znaleźć gdzieś miejsce... Pozostawało przepychać się w przejściu pod barem, albo w przejściu do ubikacji... O ile, na początku to zacieśnianie więzów tworzyło fajną atmosferę to po kilku miesiącach zaczeło męczyć. I wielokrotnie to decydowało o tym, że wiele takich grup odpuszczało sobie to miejsce na rzecz tego, czy innego innego klubu.
Promocyjnie jak na takie małe miejsce, bardzo dużo inwestowano w wizerunek, w ściąganie gramofonowych mistrzów, w myspace, w reklamę zewnętrzną. Był czas, że na mieście były widoczne tylko plakaty wielkich wydarzeń i Qushi. Trochę tymi ambitnymi bookingami sami sobie zepsuli "rynek", o ile dawniej imprezy z taką doborową obsadą były w Krakowie raz na jakiś czas, to w Qushi stały się cotygodniową normą, a nas- publiczność po prostu rozpieszczono za bardzo. Po pół roku impreza, na której gra Krime z DMC i Danielem nie była WYDARZENIEM, tylko zwykłą imprezą, na którą nie było tzw. ciśnienia. To samo z imprezami Mental Cuta. Z bardzo mile widzianego gościa, który wnosił powiew świeżości do głośników, stał się zwykłym djem rezydentem. A podejście wielu osób zmieniło się z "chodźmy bo Mental przyjechał" na "eeee za tydzień też będzie".
Szkoda, że Ktoś nie mógł swojego czasu i pracy poświęcić miejscu, które dałoby mu większe możliwości realizacji. Myślę, że powinien atakować miejsca typu Prozak i tam będzię miał odpowiednie zaplecze do robienia dobrych imprez.

wtorek, 17 lutego 2009

Kid Fresh & Han Shock_RAP CLASSICS mixtape



Dosłownie mixtape, bo jak pisze Kid Fresh produkcja ta została wydana w 2001 na kasecie. Nagrali to we dwóch, używając trzech gramofonów. Do nagrania intro zastosowali czterośladowy recorder.

LINK

poniedziałek, 16 lutego 2009

Walewtyłki w Skupie Kultury

Jedna z najgorszych moich imprez ostatnio. Słabawo się zaprezentowałem. Stany lękowe, pocenie się, delira i tak dalej. A to dzięki pijaństwu dzień wcześniej na imprezie Gangsteppaz. I co? I nie mogłem uskutecznić browarka na klina, bo się autem wybrałem. Zaczął Clang. Reprezentant THC Undaground. Dwoił się i troił. Wszystko do przodu, płynne przejścia, dobra selekcja. Nic nie pomogło. Ku mojemu zdziwieniu, bo grał zajebiście, parkiet był pusty.
Tutaj przegrałem pierwszy raz z Serato.
Clang także gra z winyli. Grał przede mną. A płyty kupujemy chyba w tych samych sklepach. Tak więc pozbawił mnie na wstępie kilkunastu dobrych wałków. Co gdybym miał Serato nie było by żadnym problemem.
Moje pierwsze pół godziny za deckami to chaos pode mną i chaos nade mną. Problemy z miksowaniem i szukanie płyt, których nie wziąłem. Później trochę się rozkręciłem i ludzie zaczęli tańczyć. Było już w miarę ok. I wtedy podjąłem jedyną mądrą decyzje wieczoru. Wystartowałem z drumowym setem. I to było mistrzostwo. Ponad czterdzieści minut euforii i zajebistej imprezy.
Tutaj przegrałem drugi raz z Serato.
Akurat takich płyt zabrałem kilkanaście i to wystarczyło na te kilkadziesiąt minut. Gdy skończyłem z połamańcami jedna trzecia ludzi zeszła z danceflooru. A baltimory, groovowe mashupy i inne breakbeaty nie wyzwalały tego dnia takich tanecznych emocji u publiczności. Gdybym miał Serato to pewnie katalog pod tytułem "drum'n'bass/ ragga jungle" pozwoliłby na miałby kilka godzin takiego grania. Gdybym...
Później już z frekwencją tańczących było coraz gorzej do czasu, aż zmienił mnie Dr Balck, który drumów miał cały case i sprawił zajebistym miksowaniem, że gdzieś przed trzecią rozkręcił na nowo bibę i cały klub tańczył.
Chociaż sprzedałem kilka mikstejpów i ludzie podbijali mówiąc, że było zajebiście. Więc może nie było aż tak źle...

Acha... Gdy grałem te dżungle to podbił jakiś ich wielki entuzjasta i poinstruował mnie, że powianiem inaczej grać. Otóż najprościej moją metodę grania tego rodzaju soundu opiszę tak. Gram dany wałek do pierwszego breakdownu, na którym wprowadzam inny numer, który często zaczyna się w tempie 80 bpm. Gram je tak frazę, później zdejmuje pierwszy numer, zostawiam drugi. Następuje więc spadek energii, chwila odpoczynku dla tańczących po czym ten numer wchodzi z wielkim pierdolnięciem na właściwe już tempo, a bassy są takie, że wprawiają w drgania cellulit dziewczyn na parkiecie. I tak już będę grać bo mnie się podoba i chyba ludziom też...

A Skup Kultury to bardzo fachowe miejsce. Lubie takie kluby i oby im się dobrze wiodło!

Poniżej Clang i ja. I ponownie ja. A zdjęcia zrobiła Medula.





A z ciekawostek...
Tego samego dnia. Kilkaset kilometrów bardziej na północ. Grał dj Homeboy ze Szwajcarii (od razu wiadomo, że jakość i profeska). Gra ogólnie tak zajebiście, że nie musi grać. Po prostu puszcza mix z Serato pod tytułem "mixtape for poalnd" i jak podchodzi manager klubu, lub inny dj to wtedy trochę poskreczuje, coś tam bassy poprawi i jest w pytę.
I tutaj przegrałem znowu z Serato.
W takim stanie jakim byłem, może należało własnie taki mix odpalić i udawać, że się gra?

sobota, 14 lutego 2009

Cała prawda o Gangsteppaz

No fajnie, chłopaki grają. Mają ładne, takie same koszulki i modne czapki. Impreza w Prozacu rozpoczęła się skromnie na górnej sali. Po chwili dje zostali przeniesieni na dolną salę i dzięki m.in. mojej aktywności tanecznej rozkręciła się tam całkiem dobra impreza. Jednak czar tego crew djskiego szybko prysł, dowiedzieliśmy się dla kogo grają i kto ich słucha. Wszystko udokumentowane poniżej.





No i teraz cała prawda o ich publiczności:

piątek, 13 lutego 2009

Walewtyłki



W tym roku w walewtyłki gram w tyskim Skupie kultury. Nie za bardzo mam taki klasyczny repertuar, żeby grać dla zakochanych. Tak więc dla par proponuję bardziej luźniejsze wyznawanie sobie miłości poprzez zmysłowy taniec partnerki do 125 bpm w stylu "face down ass up" i w tym czasie partner nucąc sobie pod nosem "show me your ass bitch" klaszcze w rytm muzyki jedną swoją ręką i jednym jej pośladkiem. Takie nowoczesne połączenie foxtrota, quickstepu i american smooth. Acha, a na koniec, aby zaakcentować miłosne uniesienie wypierdala jej z kolana na szczeknę. Co tu dużo mówić, jutro będzie PIEKŁO.

Po chyba dwóch latach od premiery dopiero teraz odkryłem, że podobni do MEA są także w Opolu:

niedziela, 8 lutego 2009

Groove'n'Bass



Groove'n'bass to projekt mobilnych imprez, na których gramy: Przeplach oraz ja (Trakmajster). Plan powstał w krakowskim Ministerstwie, gdzie kilka razy wspomagałem Przelpacha podczas jego czwartkowych imprez i z tygodnia na tydzień coraz lepiej udawało się nam łączyć elektronikę z żywymi breakami. Publiczność w sumie jest ta sama i dobrze przyjmuję takie zmiany. Tak więc konfrontujemy funkową selekcję nagrań Przeplacha z elektronicznymi, randomowymi utworami Trakmajstra. Wychodzi ciekawa mieszanka, która bardzo dobrze nakręca publiczność. Gramy z płyt winylowych co dodatkowo jest widowiskowe i sprawia, że klubowicze są świadkami wyjątkowego wydarzenia. Zaczynamy funkiem, groovowymi remixami, następnie przyśpieszamy do breakbeatu, baltimore, łamiemy to grimem. Znowu podkręcamy drum'n'bassem i tak dalej. Rozesłałem luźne zapytania do kilkunastu klubów, zobaczymy co z tego wyjdzie. Może Ty znasz miejsce, gdzie można zrobić taką impreze?

Logo zaprojektował Zeppy Zep.

Poranek o 13

Jednym z najważniejszych uczestników, życia klubowego jest przysłowiowy zgon. Przypomnij sobie czego się nie robiłeś dla zgonu? Ile pieniędzy na niego wydałeś... Tak więc budzisz się rano i nie za bardzo orientujesz się w czasoprzestrzeni. "Gdzie to było? Gdzie działo się to wszystko, gdy po zmroku wyszedłeś z ziomkiem na piwko". Jednym z wyznaczników tego co robiłeś i gdzie jest tzw. poranny zestaw kieszeniowy. W kieszeniach znajdziesz np. zapałki z klubu w którym byłeś i już wiesz co i jak. Wiele osób po powrocie z wyprawy nocnej wyrzuca wszystko z kieszeni, do tego mieszają się gadżety z domówki i wychodzi piękny komitet powitalny. Jeden z czytelników (daleka emigracja...) nadesłał piękną fotkę, czym został przywitany o 13 rano.


sobota, 7 lutego 2009

Maciek i Marcin

Dzisiejszy poranek sponsorują Maciek i Marcin (oraz trzeci osobnik incognito):

piątek, 6 lutego 2009

Historia polskiego turntablismu _ Pac One _ 2004

Nieświadomi niczego wysyłali swoje zgłoszenia na ITF/IDA i inne zawody. Te taśmy prawdy, płytki i inne dyski dostały się w nasze ręce i systematycznie będziemy publikować popisy naszych djów. Niektóre ksywki warto sobie przypomnieć, gdyż wnosiły coś nowego do naszej subkultury. Tak więc na pierwszy ogień Pac One - reprezentant Torunia. Film jest najprawdopodobniej z 2004 roku i został wysłany jako zgłoszenie do turnieju ITF.

wtorek, 3 lutego 2009

Będzie Piekło

To hasło jest naszym nowym hasłem wyjazdowym. Osoby, które nie mają partnerów dodają jeszcze "bejbe". W pewnych wyższych stanach świadomości, tak po 3-4 w nocy robimy piekło, a niektórzy robią tak że później piecze... Tak więc trzymamy piecze nad imprezowym rytmem.
Wrocławska Kamfora to bardzo przyjemne miejsce. Trochę tak jakby mini Ministerstwo. Ludzie oprócz mnie bardzo pozytywnie nastawieni. Na imprezie z cyklu Midnight Funk grałem drum'n'bass oraz techno, co można odczytać, że była to zajebista impreza, z otwartą publicznością, która żywo i energicznie reagowała na muzykę. Bardzo podobają się mi komentarze w stylu " O kurwa, ty grasz takie numery z winyli?" To motywuję i sprawia, że wkrótce windykatorzy Visy zapukają do moich drzwi. Chciałbym tam jeszcze zagrać, ale chyba za bardzo się rozkręciliśmy i pod koniec mógł być problem z odbiorem mojej twórczości. Poniżej zdjęcia autorstwa albo Sebastiana albo Tomka. Nikt nie wie co to za jedni, są z MEA i dzięki nim popadnę w alkoholizm.