czwartek, 12 kwietnia 2012

Krk Party Info

To będzie subiektywny raport z imprezowego życia miasta. Nie sprawiedliwy ze względu na godziny odwiedzanych klubów, na moje preferencje muzyczne, ale byłem, widziałem i trzeba to podsumować. Jest środa i zaczynamy od klubu Pixel. Jest dosyć wcześnie bo 22. W klubie niestety prawie nikogo nie ma i nie zapowiada się, aby tej nocy płonął parkiet. Następnie Rozrywki 3, tu trochę więcej ludzi. Kilka stolików zajętych, przy barze coś się dzieje. Pora jest jeszcze wczesna więc nie wiem czy to był kapitał na Imprezę. Kolejny klub po drodze to Ministerstwo. Duży danceflor zamknięty. Na czerwonej sali szlagierami rnb Danny Boy próbuje zachęcić do pozostania w klubie zagraniczną wycieczkę. Z Ministerstwa po drodze do Coco zachaczam o Divę. Nikogo. Bez historii. W Coco odbywa się natomiast słynna środa. Jednak fakt, że zostałem wpuszczony jest sygnałem, że frekwencyjnego rekordu nie będzie. Zdecydowanie najliczniejsza impreza w mieście. Pistolet bardzo płynnie i sprawnie miksuje hity "black muzik". Na prawdę wszystko równo, bez żadnych buraczków. Parkiet pełny i aż się prosi, aby rozszerzył repertuar o coś ciekawszego. Ludzi przybywa, playlista jest mi znana więc idę dalej. W Pauzie na Floriańskiej była premiera jakieś ksiąski Fisza? Afterparty gra Krime z Epromem. Kilkanaście osób ekspresyjnie tańczy do miksów Krimea. Które łatwe nie są. Każdy numer to ciekawostka, to świeżość, ale tez wyzwanie dla tańczących. Dla mnie za trudna muzyka. Chociaż mógłbym tak tam stać i patrzyć na te niby proste ale tak zajebiste przejścia na delayu. Utwory są połamane, dużo się w nich dzieje, a Krime sprytnie je łączy. Jeżeli on te wszystkie kawałki zna i świadomie je gra, a nie fristajluje, w sensie, że wie kiedy jest jakiś breakdown czy np. zostaje sama perkusja to czapki z głów. Muzycznie miejsce numer jeden w mieście. Przenoszę się na drugą stronę rynku na Szewską do twierdzy Bleqa, czyli Frantica. Tutaj szlagierami próbuje ratować parkiet Motyl. Jednak w klubie jest chyba zbyt mało ludzi, żeby coś sensownego się z tego urodziło. Co ciekawe do wszystkich miejsc wszedłem bez problemu, co praktycznie nigdy się nie zdarza i zawsze odbijam się od selekcji. Ogólnie to bardzo mało ludzi na rynku. Czyżby rynek się wszystkim przejadł? Zamknęły się kolejne kluby muzyczne, natomiast jak zostałem poinformowany przez jednego z promotorów jest już siedem klubów go-go.