poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rap vs. Medjugorie

   Ze względu na charakterystyczny skład, na środek lokomocji, na miejsce i czas nie mogę w tej historyjce wyjawić wszystkich jej szczegółów i okoliczności, ale postaram się jak tylko mogę…    Postaram się z całych sił swoich oddać  klimat i rzetelnie przekazać jak to było, a było tak…
   Był sobie skład hiphopowy. Z jakiego miasta? Nie powiem. Jak się nazywał? Nie powiem. Jakie miał hity? Nie powiem. Ale miał te szlagiery, a wtedy, a były to czasy hiphopowej Vivy był na szczycie i zgarniał  co tydzień konkretny hajs koncertując po całej Polsce. Słuchali ich prawilniaki i słuchali bouncowcy, nie byli na szczycie, ale mieli nagrywki u Volta, mieli wywiady w Klanie, Ślizgu, mieli za sponsora polską markę odzieżową i mieli respekt. A to się liczy.
Jeździli sobie takim vanikiem to tu to tam. Pili sobie w nim. Palili. Jeździli raperzy, dj, kierowca i zawsze jakiś kompan, który na koncercie był najbardziej pijany, robił siarę i najgorzej reprezentował Wuwua na prowincji. Mieli w swoim składzie w sumie dwóch frontmanów, z których jeden zrobił później większą, a drugi dużo mniejszą karierę. Potrafili nawinąć o przygodach na osiedlu i radzili sobie z wrażliwymi tematami dotyczącymi kobiet. A one za to ich uwielbiały, pożądały, rozpoznawały i, a to były czasy początkujących grupies, świadome konsekwencji piły z nimi wódkę na hotelowych afterach.
   I była sobie młoda studentka turystyki czy podobnego kierunku, która w małej, śląskiej miejscowości pomagała swoim rodzicom w prowadzeniu rodzinnego biznesu - pielgrzymkowego biura podróży. Rodzice, oddani dziełu Prymasa Tysiąclecia, przy wsparciu kurii i lokalnej, raczkującej, katolickiej rozgłośni radiowej rozkręcili całkiem dobrze prosperujący interes codziennie wysyłający za granicę górników, nauczycielki, urzędniczki niższego szczebla i
spawaczy z Elektrowni w Jaworznie. Była młoda, atrakcyjna, ale nigdy nie odkryła siebie jako kobiety. Kobiety w sensie istoty, która pożąda i którą pożądają mężczyźni. Chociaż zdarzały jej się chwilę gdy serce zaczynało mocniej bić, nogi drżeć, a na policzki wskakiwał ognisty rumień. Wstydziła się tych myśli, bała się ich. Robiła wtedy znak krzyża i skrycie marzyła, aby wróciły jeszcze mocniejsze, jeszcze bardziej ją wypełniały i żeby wreszcie się urealniły…
   Nie do końca wiem dlaczego, jak to się stało, ale mniej więcej chodzi o to, że była jakaś awaria, problem, error error, dawaj pozor, czy coś w tym stylu i ona stała na cpnie na rogatkach Mysłowic, zmarznięta, przerażona i zagubiona. A autobus którego miała być pilotem wyjeżdżał z Opola. Zwykła pracownicza wycieczka ku odnowie religijnej w Jezusie Chrystusie zgromadziła kilkadziesiąt osób - pracowników miejscowej elektrowni. Ona jest w Mysłowicach bez pojęcia co i jak. Oni są w Opolu i na starcie jadą dziesiątki różańca. A przy dystrybutorze kręcą się "w kapturach postacie, to nie mnisi to źli i łysi, to klima kapiszi". Na lekkim rauszu po melanżowej nocy, z szarmanckim humorem wspartym instynktem łowcy na wyjeździe. Część, cześć, może pomóc? Wsiadła…
   To pewnie taki typ, że po siku zawsze umyje ręce, że nigdy nie zapaliła papierosa, że w liceum całowała się z chłopakiem, a później płakała i prosiła Maryję o przebaczenie. A tu wsiadła do busa pełnego samców z których każdy "moro poolover USA sportowe buty i głowa łysa". Co ona sobie myślała? Że namówi ich, aby wykupili u rodziców wycieczkę z paniami z ZUSu do Lourdes? Tego się nie dowiemy, pewnie po prostu była naiwna i sądziła, że ci mili młodzieńcy na prawdę tylko ją podwiozą te sto kilkadziesiąt kilometrów… Przecież mają po drodze! A co to za droga była. Teraz, to się panie kolego śmiga A4, a wtedy? Wtedy to pewnie dopiero Stalexport zabierał się za stawianie pierwszych bramek w Balicach, a na Śląsku asfalt zwijali po zmroku, żeby go przy okazji razem z węglem nie kradli. Tak więc droga była długa i kręta, a humory naszych raperów rozkręcały się z minuty na minutę.
   Gdy rodzice dołożyli co nieco grosza do nowego dzwonu, to ksiądz proboszcz zaprosił ich na uroczysty obiad. Była taka podekscytowana, że będzie mogła spożywać posiłek przy jego magnificencji. To było wyróżnienie i czuła, że życie w tej wspólnocie wiary jest dla niej taką opoką, że jest bezpieczna, że otacza ją najszczersza miłość. Mama na początku trochę protestowała, ale odmówić jego ekscelencji proboszczowi, który jako pierwszy w diecezji sprowadził kopię obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, co został poświęcony przez Papieża Piusa XII w 1957 roku? Poza tym córka już dawno była pełnoletnia i jedna czy dwie lampki wina do obiadu na pewno jej nie zaszkodzą. Tych lampek było trochę więcej, a nasza bohaterka na drugi dzień czuła się fatalnie, nawet na nabożeństwo majowe nie poszła i prawie nic nie zjadła. Od tamtej pory przez całe studia nie tknęła więcej alkoholu. Ale przecież odrobinkę słodkiego krupniku na rozgrzanie Pan Bóg jej wybaczy! Przekonali ją.
   Z Mysłowic do Katowic jest niby rzut beretem. W Katowicach " jedna flaszka pękła, pęknie następna". Ci raperzy tacy inni byli niż jej znajomi. Tak przyjaźnie pachnęli i tacy męscy byli i pewni siebie. Ale nie mogła się rozpraszać, nie mogła  zapominać, że przecież złożyła ślub czystości przed obrazem Matki Bożej w Klewaniu. Że przecież musi zachować pobożność maryjną i poprowadzić jako przewodnik rekolekcję duchowe dla spragnionych pokory serca i czystości uczuć strudzonych pracowników opolskiej elektrowni. Ale czuła takie ciepło gdy siedząc między nimi mimowolnie ocierała się o ich bicepsy, czuła, że ogarnia ją rządza bliskości płciowej. Wiedziała, że kusi ją szatan, ale chciała zapomnieć, że jest córką kościoła głoszącego cześć Maryi. Alkohol i emocje coraz bardziej rozpalały jej smukłe ciało i gdy tylko poczuła jego rękę na swoim udzie zamknęła oczy i skierowała ją ku kwiatu swojej kobiecości, którego płatki stawały się coraz wilgotniejsze. Bała się tego, ale dążyła w nieznane. Jej myśli kotłowały się i na ułamki sekund próbowała się wyciszyć myśląc o zwiedzaniu Parku Narodowego w Plitvicach, by wręcz natychmiast powrócić do delektowania się rozkoszą dotyku ciepłego języka na jej szyi. Nie wiedziała, co robić, jak się zachować. Nigdy nie była w takiej sytuacji. Nigdy nawet o czymś takim nie śniła. Po prostu zachowywała się tak jak jej instynkt podpowiadał. To był instynkt młodej pumy, otoczonej przez watahę młodych samców. A oni nie walczyli między sobą, oni brali powoli każdy kawałek jej ciała. Jej sterczące nabrzmiałe, czerwone sutki, których tak się wstydziła, gdy brała kąpiel wędrowały do ust i przygryzane sprawiały, że wiła się nieznanej dotąd rozkoszy. Ale przecież jej celem  była droga krzyżowa na górę Kriźevac, na której znajduje się krzyż upamiętniający 1900 rocznicę Męki Pańskiej, a nie oddawanie się upojnej orgii. Za późno. Wszedł w nią. Nie miała pojęcia, że ma coś takiego jak mięśnie Kegla. Nie wiedziała co robi, ale pracowała całą miednicą. Mocniej, głębiej, szybciej. Krzyczała z ekstazy i wiła się w tym busie. Drapała i syczała z uniesienia. Piątego dnia pielgrzymki miała wejść na Górę Zjawień - Podbrdo, a ona już teraz osiągnęła wszystkie szczyty.
   I wszystko by układało się w wspaniałą historię, jak to rap otworzył dziewczynie oczy na rozkosze cielesne, z którym tak do tej pory walczyła. Gdyby nie relacja naszej Yo ekipy...
   Tak więc zabrali na pokład zagubione dziewczę, co mimo XX wieku żyło jak w średniowieczu, a tak na prawdę oczka na widok faceta żarzyły się jak kurwiki. Dali jej jedną banie, bo tak w sumie wypada. A sama połknęła prawie cały flakon i rzuciła się na nich w erotycznym zrywie macicy. Krzyczała coś o Jezusie, Maryi jednocześnie szamotając się i beznadziejnie całując z tym właśnie ziomeczkiem co dzień wcześniej tak wojował na scenie, a teraz na zerwanym filmie od rana zapijał i rzygał. Prawie wyrwała mu kutasa i sobie go wsadziła jednocześnie wydając dźwięki jakby ktoś prosiaka zarzynał tępym nożem. Oni zwariowali w tym busie. Na początku powiem wam, że trochę się przestraszyli. Zwłaszcza tych momentów, w których machając przed nimi cyckami wpychała łapy ziomeczka między swoje uda recytowała kolejne wersy litanii do Matki Bożej Miłosierdzia, do Najświętszego Serca Pana Jezusa, do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana, czy do świętego Józefa. Ale z upływem czasu i wódki, nawet ich trochę podkręciła tym swoim pierwotnym, zboczonym show i trochę się także angażowali. Tu klaps, tam cycek. Dj próbował podać. Ale jak z bliska  zobaczył jak wrzeszczy, jak się rzuca, jak się ta zakonnica mota, to przestraszył się jej zębów i się wycofał. Ziomeczek z tego pseudo seksu z nią niewiele pamiętał, bo był taki wypity i zmaltretowany melanżem, że trudno to co osiągnął w swojej męskości nazwać wzwodem. I na pewno nie było to kacowe "This is Sparta!". Ale jej to wystarczyło, bo pewnie już wsiadając do tego busa jej punkt G dostał ero-turbulencji. No i pozostają jeszcze kwestie estetyczne. Kudłów to ona miała tam tyle, że Oleksemu by na konkretne afro wystarczyło. Tak więc kierowca powiedział, że nigdy więcej. Że ma dość. Że on chce do domu, do żony i dzieci…
   No i na deser trzeba sobie wyobrazić, jak ta młoda dama która niosła całe życie światło chrystusowego miłosierdzia wysiada z busa pełnego elo ziomów. A jest konkretnie nakurwiona, rozczochrana, z niedopasowanymi i nie dopiętymi częściami garderoby. Nogi po krupniku i wielokrotnych orgazmach nie wiadomo jak wywołanych odmawiają jej posłuszeństwa. A oczom jej ukazuję się czterdzieści kilka osób plus ksiądz, które ma poprowadzić by wzmocnili wiarę w Boga Żywego, życie sakramentalne i dary Ducha Świętego, by były źródłem do dawania świadectwa dla męczenników, dla wszystkich, którzy przez wieki chrześcijaństwa na różne sposoby świadczą o miłości do kościoła.