czwartek, 2 stycznia 2014

Rapowy marketing - K R Ę G I

   Nie jestem specjalistą w PR, tym bardziej w psychologii tłumu, a już o jakiś socjologicznych rozkminach nawet nie wspominam. Co więcej, jest to wielce prawdopodobne, że już ktoś wcześniej na to wpadł. Na pewno ktoś w google to wymyślił pięć lat temu, ale nikt nie odbierze mi tej radości z tego, że ja to właśnie teraz wymyśliłem. Kręgi. Grupy. Powiązania.
Jeżeli cokolwiek robisz w np. showbiznesie djskim czy rapowym, co ma mieć w przyszłości przełożenie na wynik finansowy, który jest powiązany z popularnością twojej pracy to musisz zdać sobie sprawę z tego, że musisz zrobić krok dalej. Ten krok dalej to wyjście poza twój krąg znajomości zarówno w realnym świecie jak i w tym wirtualnym. Pozwól, siostro i ty czarny bracie, że posłużę się przykładem.
   Jesteś młodym, nawet rokującym raperem, ale nie jakimś debeściakiem który wydaje swój debiutancki album. Robisz klip, masz dystrybucje w Fonografice, nawet mp3 w sieci można kupić. Twój fan page lubi z 4000 osób, a zdarza ci się nawet fajny koncercik w mieście obok zagrać. Wszystko to chuj. I jeżeli trzymać będziesz się tej swojej truskulowej drogi kariery, to znaczy w klipie nie będzie dup. Nie zdissujesz Tedego. Nie odwołasz koncertu z powodu przedawkowania mefedronu. Nie zaprosisz VNMa na featuring czy coś w tym stylu to nic z tego nie będzie. Dlaczego? Dlatego, że…
    Wydajesz płytę, którą głównie kupują ludzie którzy są na twoim fan pageu i przychodzą na twoje koncerty. To oni także lajkują twoje klipy w sieci i dają im szczerze łapki w góre. Wywiady jakie masz to są dla lokalnych kanałów youtubowych, które oglądają ci sami co wcześniej dali lajka na fan pageu i ci sami co już kupili płytę w preorderze i nawet już mają bilet na twój premierowy koncert. Obracasz się po prostu w jednym zamkniętym kręgu. Co z tego, że do np. 1000 znajomych na prywatnym profilu wysyłasz info, że wydajesz płytę. Nic to za wiele nie da. Bo jak oni umieszczą ten news to przeczytają go ich znajomi, którzy są w tym samym kręgu co ty i oni już tą płytę mają zamówioną.
    Chodzi o to, że jesteś z Przemyśla i w swoim gronie znajomych masz 1000 osób w przedziale wiekowym 16-30, z których większość lajkuje te same strony i piszę o tym samym. A jak chcesz wyjść z tego grona to ktoś w Słubicach, który ma 500 znajomych musi zbudować twoją pozycję w social mediach tak, aby jego kilkunastu znajomych codziennie udostępniało twoje tracki. Rozumiesz? Chodzi o to, że fajnie że grasz zajebiste koncerty u siebie w mieście, ale przychodzą na nie tylko twoi znajomi/fani. A cel jest taki, że musisz pojechać 200 kilometrów dalej i swoim przekazem, flow i show zmusić kilkuset mieszkańców miasta z innego województwa, aby na drugi dzień wspomnieli o tobie w komentarzach i aby twoje wirtualne ja zaistniało w ich kręgu geograficznym. Tylko wtedy, gdy wyjdziesz, z swojego realnego i internetowego środowiska twoja praca zostanie dostrzeżona i nie kłam, że ci na tym nie zależy. Bo gdyby ci nie zależało to nie byś wydawał legalnego albumu tylko zrobił nielegalny mixtejp rozdawany z ręki do ręki w lokalnym skateshopie.
    I to co piszę nie ma za wiele wspólnego z tak chętnie wypominaniem sprzedawaniem się. To po prostu praca, którą ktoś musi wykonać w twojej wytwórni, a jeżeli jest to mały label, który głównie opiera się na tym, że zbiera hajs na teledyski od producentów ubrań to musisz to zrobić ty. To bardzo ciężka i mozolna robota, ale skoro już jesteś "gwiazdą", bo wydałeś legalny album, w który ty i twoi producenci włożyliście mnóstwo pracy, bo chcesz grać koncerty, bo masz swój kanał na YT i swój fan page na FB. To chyba lepiej trochę się pomęczyć i sprawić, aby ktoś docenił wasz wysiłek ? Więc musisz walczyć o jak największy zasięg terytorialny - tu pamiętaj, że lepiej pojechać gdzieś daleko i grać za jałmużnę niż za miliony u siebie, bo skoro wierzysz w siebie i jesteś dobry to za rok tam wrócisz i zgarniesz pełną stawkę, a u siebie grać możesz zawsze. Dalej musisz walczyć o różnorodność odbiorcy - ten który zgarnia tych co noszą się w RPK ma tylko część tortu, ten który także sięga po tych co ubierają El Polako zbiera nawet pączki z lady obok, a ten co potrafi nawet przyciągnąć tych co w Carharcie, Tapoucie, czy H&M :) to już przejmuje całą cukiernie. A wiesz dlaczego to co piszę to prawda i to sprawdza się w praktyce? Bo mamy 2014 rok, a nie 2001, gdzie każdy, kto w miarę składał rymy mógł odnieść sukces.

środa, 1 stycznia 2014

Eventowy błąd w komunikacji

   Zastanawia mnie jak to jest, że tacy ludzie mają te posady, że tacy ludzie funkcjonują i pną się po szczeblach kariery. Na swoim przykładzie mogę przytoczyć co najmniej kilka historii, w których nie kompetencja managerów średniego szczebla, wysokiego, chuj wie jakiego? I innych wielce szanownych absolwentów renomowanych uczelni, którzy tworzą elitę eventową w tym kraju prawie kładła na łopatki imprezy z milionowymi budżetami. Ale nie zrobią tego, bo te korporacje wytoczą proces, bo chciałbym mimo wszystko jeszcze raz dla nich zagrać. Ale może ktoś tego z tego szalonego świata wizjonerów eventowych przeczyta tych kilka gorzkich słów prawdy i weźmie je sobie do serca
    Zacznę od definicji zlecenia. Które tak bardzo różni się od tego co oni od nas chcą. A chcą np. zrobić szaloną disco noc. Padają słowa funk, boogie. Mówią o wyjątkowości, o gorącej atmosferze, przedtawiają wizję pimpów z afro podjeżdżających cadillacami pod wejście, z których wysiadają dirty bitches. Nie, nie, nie. Skończy się to na Michaelu Jacksonie i nic poza tym. Wydelegowany przez organizatora młody stażysta z agencji, który odpowiada za pracę djów dostanie o 23 komunikat od pracownika korporacji, który tyra po 14 godzin w dziale marketingu i komunikacji, że jego przełożony Pan Prezes chcę usłyszeć taki nowy numer Lady Pank o Bałkanach. Tłumaczenia, że nie masz, nie grasz, masz wyjebane zostaną odebrane jako zakłócenie ładu korporacyjnego, co na pewno zostanie podniesione na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. A podczas imprezy rozpoczną się podchody, prośby, telefony z góry. Kto tak nie miał?
    To chodzi o to, że tak bardzo im trudno przyznać się, że cały ten świat ludzi którzy wyjeżdżają z garaży podziemnych, aby wjechać do innych garaży podziemnych i nigdy nie stąpać po chodnikach chcę tylko się nakurwić i uwolnić najprostsze instynkty. I mają do tego najświętsze prawo. Tylko po co robić całą otoczkę jacy my to nie jesteśmy cywilizowani?
Przed gigiem będą wydzwaniać, wymieniać z Tobą e-maile, w których punkt po punkcie znajdować się będą założenia dot. muzyki, harmonogramy, uwagi, że gdy tylko nasz gość specjalny pan jakiś tam Japończyk wyjdzie na mównicę to trzeba szybko przełączyć prezentację z komputera, który przygotowuje dział młodych zjebów ze szklanych budynków. Nikt nie jest w stanie Ci opowiedzieć na pytanie, czy z tego komputera ma też lecieć dźwięk, a jeżeli tak to czy to jest standardowe wyjście tzw. mały jack i czy komputer z prezentacją będzie blisko djki, aby to podpiąć. Nie da się opowiedzieć na takie pytania. Ogólnie to jak to ujmie pani z pr która zleciła Ci tą fuchę jest jakiś błąd w komunikacji na poziomie realizacji. I pada pytanie podstawowe, czy już na tym etapie musisz stwarzać problemy? Czy po prostu skoro oni tyle płacą to nie można tego zrobić tak, aby było dobrze?
     Wałkujecie tydzień ten najprostszy problem z podłączenie laptopa pod mikser nikt nie wspomni o najważniejszym problemie. Ani wzmianki. Nic. Więc ubierasz normalną koszulę za 59,99 z C&A, proste jeansy i jedziesz do roboty. Skandal! Jak Ty jesteś ubrany? Dlaczego nie masz tradycyjnego stroju japońskiego origami z wzorami sushi? Gonitwy, narady, zwrotny przepływ informacji, wykorzystanie elementów ze szkolenia w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Djka zostanie zastawiona parawanem ze wzorem trzech jabłoni u podnóża góry Fuji.
    Przechodzimy do kwestii estetyczno-artystycznych. Jak bardzo designer może utrudnić życie djowi? Czy designer może na rozstawienie sprzętu (o którego wymiarach pisałeś w e-mailu do pani Katarzyny, która jest starszym specjalistom ds. kluczowych realizacji w agencji reklamowej) przewidzieć 1/3 tego co potrzebujesz? Czy designer może ustawić djke na poziomie 60 cm nad ziemią tak abyś przez następny tydzień hodował garba? Czy light enginerzy są w stanie umieścić światła, pary, stroboskopy, lasery, ruchome głowy i jeszcze wytwornice do dymu metr od konsolety i wycelować to wszystko w dja? Przecież to fajnie naświetli nam temat. Czy odsłuchu można nie montować bo zaburzy linie i układ dekoracji?
    I wreszcie najciekawsze. Jak to dzieje, a to się zdarza w miarę często, że funkcja emergency dja jest tak bardzo potrzebna. Rozumiem wypadki losowe, złamania, choroby, strajk na PKP. Ale w skali kraju notorycznie zdarza się, że z różnych powodów leżących po stronie organizatora zapomina się bookować djów i na dzień przed wydarzeniem rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania, które mniej więcej wyglądają tak, że jest telefon z prośbą o zagrania następnego dnia. Gdzie nikt nie potrafi jasno opowiedzieć na pytania dot. sposobu i terminu płatności. Nikt nawet wzoru umowy nie ma. I ściągają biednych djów z wakacji z urlopów z rodziną, ale jako że zleceniodawca to poważna firma, która zawsze zabezpiecza się na każdym froncie. To na dzień przed imprezą bookują djów podwójnie, po to aby w dniu imprezy z jednego zrezygnować dyplomatycznym: "będziemy w kontakcie".
     Tak więc pozdrawiam tu wszystkich z tego miejsca w 2014 roku i będziemy w kontakcie.