wtorek, 2 grudnia 2014

Profil współpasażera - corpo student

   To ten typ człowieka, któremu przez całe studia otoczenie z akademika wpaja każdego dnia, że należy do elity. Bo ta uczelnia, bo ten wydział są najlepsze i liczą się tylko klawe chłopaki. Oni mają styl i sznyt.
   Najczęściej to but a la lakier z Deichmana, do tego jeans typu Big Star z porządnym paskiem z wielką metalową klamrą która spina flanelkę wpuszczoną w spodnie, a na którą zarzucona jest sztruksowa marynarka, idealna na egzamin, imprezę, rodzinny obiad u narzeczonej i kościół.  
   Do tej pory mieszkał w małej mieścinie i raczej trzymał się z dala od dyskotek, ale, gdy zaczął studia w dużym mieście, po którym jeżdżą takie smoki - pociągi zwane tramwajami to trochę odżył  towarzysko i co tu dużo mówić, ale na dobrej zabawie to chłopak się zna. Na pewno też zna się na muzyce, bo tylko dobrą muzyką wymieniają się (pen za pen) z kolegami z piętra i tylko dobrej muzyki słuchają w Esce i RMF Maxxx. A jaka to muzyka? Oczywiście, że dobra, bo tylko dobrej muzy chłopaki słuchają, która jest dobra i tworzona przez dobrych wykonawców. A jakich? No proste, że tych dobrych. Czasami słuchają też trochę starszej, dobrej muzyki ale to wtedy słuchają muzyki retro. Nasz koleżka corpo student chodzi też na najlepsze studenckie imprezy, na których najlepiej bawią się studenci do dobrej muzyki, której słuchają w winampie na kompie, albo w radyjku co to Eske i jej dobrą muzykę odbiera. Jak już wspomniałem koleżka uczęszcza na studenckie imprezy, na których dee jay wie jak zgrać pod studentów? Jak? Oczywiście, że dobrze. Studenckie czwartki, piątki i soboty to wyjątkowe imprezy podczas których studenci, ale tylko ci zjawiskowi  piją alkohol i bawią się śpiewając refreny? Jakie refreny? Tylko te z dobrych piosenek. Chcielibyście poznać nazwy tych dobrych artystów lub tytuły piosenek? Nie ma szans, przecież wiadomo o kogo chodzi, bo to są turbo nowości z chomika. Student też zna się na sporcie. W zimie krzyczy z kolegami "szusuj Dżastina" i z flagami na policzkach siedzi przed telewizorem marki rubin, który ustawiony jest na parterze w holu akademika. W lecie natomiast przeżywa mocno zaciskając pięści jak odrywają się od peletonu nasi kolarze, no chyba, że siatkarze wygrywają to wtedy będzie libero. A wiosna i jesień należy tylko do najlepszych drużyn piłkarskich z Ligii Mistrzów. Mimo, że niektóre, to znaczy tylko te w których nasi reprezentanci wygrywają wydarzenia mógłby oglądać za darmo na telewizorku to on i tak musi wszystko odpalać przez meczyki i na bieżąco na streamie kogoś zwyzywać. Ale co ważne, to on cały czas wspiera biało-czerwonych (tzn. tylko tych co wygrywają) i do teraz na łóżkiem ma flagę repry od Tyskiego.
   Jako współpasażer jest nieszkodliwy, nic nie mówi, nic nie czyta, jest nijaki. Ale, nie dlatego, że jest zmęczony całym tygodniem nauki. On nie ma po prostu żadnych zainteresowań, hobby, nic. Ten tępy wzrok wpatrzony w szybę to nie oznaka zatroskania o losy swojej rodziny, czy ojczyzny tylko taki uśpiony stan w oczekiwaniu, że ktoś prześle smsa z głupim łańcuszkiem, albo na fejsie wstawi nowego demota. 
   Ten profil klubowicza jest z jednej strony najgorszy, bo tańczyć zacznie tylko wtedy, gdy usłyszy coś co już kiedyś słyszał i ma metke hitu, ale jednocześnie to taka ciemna masa, że gdyby trafił na kulminacyjny moment HHK to w pierwszym rzędzie w euforii machał by rękami, a na Woodstocku bez zastanowienia wskoczył by do błotnego jeziorka. Po prostu crejzol.

środa, 26 listopada 2014

Jak wyglądała moja praca przy Mistrzostwach Świata DJów IDA

UPRZEDZAM DLA OSÓB NIE WTAJEMNICZONYCH TO BĘDZIE NUDNE: 



   Od początku istnienia w Polsce federacji International Dj Association, a wcześniej ITF aktywnie uczestniczyłem w realizacji imprez wchodzących w skład Mistrzostw Polski, Europy Wschodniej, czy Świata. Od trzech lat stopniowo moja zajawka wygasała i ostatecznie w tym roku stwierdziłem, że wycofuję się z pracy przy IDA. To jest kawał historii polskiego i międzynarodowego turntablismu, do którego miałem szczęście dołożyć swoje trzy grosze i trochę z nutką sentymentu chcę podzielić się z Wami tym na czym moja praca polegała.
   Najpierw trzeba uzyskać od djów i organizatora pełną listę potrzebnego sprzętu. Jedni podsyłają profesjonalne ridery z wizualizacją jak i co jest podpięte, inni potrafią zrobić błąd nawet w opisaniu modelu gramofonu Technics SL-1200. W każdym bądz razie jest tego sporo i trzeba to wszystko rozpisać, sprawdzić jakie są poszczególne wyjścia audio, sprawdzić kwestie zasilania, a na końcu ustalić co dje przywożą, a co musimy im zapewnić. Z reguły podczas Mistrzostw Świata w rotacji na scenie jest ok. 20 gramofonów. Większość to Technicsy, ale są dje, którzy chcą Vestaxy, czy Stantony. Teraz znając ich wymagania można, a nawet trzeba trochę oszukać los i rozpisać całą imprezę, łącznie z sztucznie ustaloną kolejnością startu ze względu na użytkowany sprzęt. Trzeba to zrobić tak, aby techniczni mieli czas na podpięcie odpowiednich gramofonów, a dj miał te kilka minut na mini sound check na słuchawkach. Następnie na tą rozpiskę nanosiłem tabelkę z przylotami. To służyło mi w ułożeniu harmonogramu prób, a próby z reguły zaczynały się już o godzinie 11 i trwały non stop do startu imprezy.
   Rozpiska sound checków to bardzo ważna sprawa, gdyż Ci biedni dję przylatują z drugiego końca świata, aby zagrać kilkuminutowy set i te dwadzieścia czy trzydzieści minut, aby oswoili się z miejscem jest wg. mnie bardzo ważne i tego wymaga szacunek dla ich pracy. Odnośnie prób to są dwie szkoły. Jedna mówi, że dj powinien po przylocie spokojnie udać się do hotelu, zjeść coś, odświeżyć się i na spokojnie sprawdzić swoje skille. Ja jednak wolę, żeby prosto z lotniska takiego brudaska przywieźli mi na salę, gdyż z doświadczenia wiem, że kolega, gdy uda się do pokoju, gdy coś zje, to na pewno się spóźni, czegoś z pokoju zapomni, a tak ogólnie to zabłądzi w hotelu. Moja rada więc jest taka, żeby próby robić jak tylko goście dotrą do Krakowa. Rozpiska prób jest też uzależniona od tego kto ile sprzętu używa i ile miejsca potrzebuję. Gdyż Ci którzy mają najwięcej zabawek rozgrzewkę powinni robić na końcu, tak aby już ich nie składać tylko zostawić wszystko podpięte na czas imprezy. Oni także powinni zagrać jako jedni z pierwszych, aby zrobić miejsce następnym. To wszystko najlepiej rozpisać sobie w tabelce z ramami czasowymi i w formie ryciny zawierającej rzut sceny z rozmieszczonymi stanowiskami. A prawidłowe rozmieszczenie stołów i ich podłączenie do odsłuchów zaprocentuję podczas ich rozsuwania na czas koncertów. Wtedy techniczni mają dosłownie kilka minut, by na środku zrobić mini scenę dla wokalistów. Przy planowaniu rozpiski zawierającej miejsca startowe warto także mieć na uwadze względy estetyczne. Więc jeżeli tylko się da to dobrze, aby dje startowali po kolei stołami np. od lewej strony, a finał rozgrywany był na dwóch równorzędnych stanowiskach na górze.
   Wracając jeszcze do prób to jest to prawie pewne, że w większości przypadków zanim dany dj rozpocznie "przejazd testowy" będzie chciał, aby kilkukrotnie wymienić mu decki, stąd potrzeba, by mieć ich jak największą ilość. Wtedy także należy oznaczyć i opisać jaki dj używa konkretnego modelu, aby na czas występu zapewnić mu model z próby. Zaleca się takę opisanie wszystkich zasilaczy i kabli, gdyż w ferworze walki dje lubią coś zgubić lub przez przypadek spakować jako swoje.
   Przez cały czas najważniejszym w tej pracy było trzymanie się harmonogramu. Mam świadomość tego, że publiczność najbardziej na naszych imprezach wkurzały przerwy. Często te przerwy są spowodowane nerwami djów, które powodują popełnianie błędów przy ustawieniach miksera, czy systemu digital. Dlatego ważne jest, aby cały czas team pracował na najwyższych obrotach, gdyż głupia przerwa z prób może odbić się echem na finałach. Czas jest najważniejszy. Aby tego pilnować wyznawałem zasadę, że zawsze oprócz grającego właśnie dja, musi być gotowych dwóch, lub nawet trzech następnych. To samo tyczy się sędziów wykonujących pokazy specjalne. Oni swoje setupy muszą także przygotować odpowiednio wcześniej, aby w przerwach między kolejnymi etapami bitwy dosłownie wejść na gotowe i grać. Show must go on. Do tego należy mieć stały kontakt z konferansjerem, aby informował widzów, co się dzieje, dlaczego teraz ten gra, kto będzie grał. Dzięki temu impreza będzie żyła. A tego typu komunikacja działa mobilizująco na startujących. I wierzcie mi, czasami trzeba ich mobilizować. Może to chodzi o mentalność, może o szok, ale koledzy, którzy za chwilę mają startować, lubią np. właśnie wtedy wyjść na papierosa i się zgubić. Trzeba więc wyznaczyć osobę, która biega i ich pilnuję i doprowadza na scenę. Taką osobę, a nawet dwie muszą mieć także sędziowie. Jedna osoba będzie zajmować się punktacją, Druga natomiast będzie biegać po napoje, eskortować do ubikacji i przekazywać wyniki na scenę.
   Tak więc jest tego sporo, ale wszystko jest do ogarnięcia. Najważniejsza jest komunikacja w doborowo dobranym teamie. Dużo rzeczy można ugrać i wytłumaczyć podczas odprawy z zawodnikami przez turniejem. Tak samo podczas ich prezentacji na scenie można im wytłumaczyć schemat imprezy, dzięki czemu wszystko wypadnie sprawnie i płynnie.
   Najważniejsi w tych trybach i tak są ludzie którzy tą imprezę realizują. Zaczynając więc od Zooteki, przez sceniczny team: Plash, Noriz, Daaz, Kfjatek, Kuba, a na mega profesjonalnej ekipie CMA i obsłudze kina kończąc muszę wyróżnić i podziękować za kilka lat skreczowanego funu i muszę tu podkreślić, że te wszystkie osoby, ich zaangażowanie i podejście do sprawy jest równe randze imprezy jaką są Mistrzostwa Świata Djów IDA, na które wszystkich zapraszam już 6 grudnia w krakowskim kinie Kijów.Centrum.

piątek, 21 listopada 2014

Bookingowa dyscyplina

Inspiracją do tego postu było odwołanie sylwestrowych bookingów u kilku moich kolegów. Z jednej strony mają jakieś tam szczęście, że stało się to dosyć wcześnie, z drugiej nie zabezpieczoni żadnymi awaryjnymi paragrafami w międzyczasie odmówili kilku innym organizatorom i zostali na lodzie. Ja w swojej podupadającej karierze grajka dyskotekowego przerobiłem bardzo wiele sytuacji, w których odpowiednio zabezpieczone moje prawa pozwoliły mi odzyskać część pieniędzy od ściemniających organizatorów. I wykorzystując gorący okres sylwestrowego szaleństwa chętnie się z Wami podzielę spostrzeżeniami. Po pierwsze - organizatorzy mają hajs i spokojnie mogą wypłacać zaliczki. Skoro twierdzą, że nie mają pieniędzy na np. zaliczki to są marnymi organizatorami, z którymi lepiej nie współpracować. Organizator musi mieć zabezpieczone środki na wypadek tzw. wtopy. To jest ryzyko wpisane w jego zawód. Może dużo zarobić, ale może też stracić. Życie. Po drugie to jeżdżę po przeróżnych miastach, miasteczkach i wioskach i skoro w przysłowiowych remizach, gdzieś wśród lasów i pól, pracują ludzie, z którymi można się normalnie dogadać, podpisać umowę, dostać zaliczkę, odebrać pozostałą część gaży np. po przybyciu do klubu i potwierdzeniu gotowości do wykonania dzieła to tym bardziej takowi powinni pracować w agencjach eventowych przygotowujących wydarzenia za kilkaset tysięcy złotych. Po trzecie nauczony życiem to zdarza mi się co jakiś czas tracić bookingi, ze względu na te właśnie moje gwiazdorskie zachcianki. Czasami ilość moich biurokratycznych życzeń dotyczących sposobu rozliczenia jest dłuższa niż rider techniczny. Ale wiem, że lepiej kogoś zrazić do siebie takim gwiazdorstwem, bo nauczyłem się, że w tej branży pracuję wiele osób żerujących na naszej naiwności i tylko takimi obostrzeniami można się ich wystrzec. A w uczciwych organizatorów te wymagania nie uderzają zbytnio. Oni są na to przygotowani, bo są profesjonalistami. O czym więc warto pamiętać? Przy okazji dużych bookingów, które ze względu na termin i stawkę są dla nas wyjątkowe proponuję dwuetapową zaliczkę. Pierwszą, symboliczną jako klepnięcie terminu, a drugą np. miesiąc przed graniem. Te wszystkie ustalenia wręcz należy spisać na umowie cywilno prawnej, do której rozliczenia posłuży następnie np. umowa o dzieło, lub wystawienie przez DJa faktury VAT. Normą jest zawieranie w umowie punktów określających miejsce i czas pracy, zobowiązania finansowe, zapewnienie hotelu, sprzętu, czy np. cateringu. Muszę też tu wtrącić kilka uwag dot. rynku eventowego. Spotkałem się wielokrotnie z tym, że biorąc np. tysiąc złotych za set na imprezie firmowej, drugi tysiąc wędrował do niby agencji bookingowej, która została wynajęta przez kolejną agencję produkującą wydarzenie, która została wynajęta przez np. dużą firmę kompleksowo obsługującą jakąś korporację. I ta pozycja "dj" w kosztorysie przygotowanym dla klienta to było 6000-7000 zł. Więc jak widzicie te pieniądze są. I to normalne, że ktoś na naszej pracy zarabia, ale uważam, że powinny być zachowane odpowiednie proporcję i my powinniśmy w relacjach z takimi firmami maksymalnie gwiazdorzyć, gdyż oni na to budżet mają, a my możemy mieć tylko lepiej.

poniedziałek, 3 listopada 2014

Hot dj's Skillz Challenge

   Dwa miesiące temu HDD Cut wystartował z akcją Hot Dj Skillz Challenge, o której sam piszę:
 "Serdecznie zapraszam do śledzenia akcji stworzonej przeze mnie w celu promowania kultury turntablizmu i dj'ingu. Akcja ma za zadanie również pomóc mojej znajomej w zakupie nowego wózka inwalidzkiego.
Przedsięwzięcie polega na tworzeniu rutyn, miksów itp. przez dj'i a następnie nominowaniu następnych do zabawy. Brzmi znajomo ?
Oczywiście, ale nasza zabawa jest w pełni produktywna i nie opiera się na banałach. To czyste umiejętności polskich prezenterów."

   Projekt zatacza coraz szersze kręgi i warto śledzić co nasi dje wyprawiają. Ja poniżej wrzucam dwa filmiki: Pistoleta - ponieważ nie widziałem go w akcji od dłuższego czasu, oraz 69Beats, który po prostu zmiażdżył system.





poniedziałek, 6 października 2014

MP Djów IDA 2014 / IDA 2014 Promo Klip

5 października w krakowskim Forum Przstrzennym odbyły się Reebok IDA POLAND DJ CHAMPIONSHIPS 2014. Poniżej wyniki:

SHOW
1. Vazee
2. Daaz
3. Hubert Tas
4. Baff & Kret
5. Ex aequo - Endless / De La Rocka

Technical
1. Slime
2. Skipless
3. Endless
4. Spire

SCRATCH
1. Vazee
2. Pan Zimna Łapa


A tutaj macie świeże promo wideo grudniowych Mistrzostw Świata IDA 2014 :

wtorek, 30 września 2014

Profil współpasażera - Nowoczesny Patriota

   Różne już tu tematy dotyczące djingu poruszałem i nadszedł taki czas, aby przedstawić sylwetki współpasażerów, z którymi dzielimy czas podążając do swoich klubów. Zacznę tą serię od przedstawienia zagadnienia nowoczesnego narodowca. Robię to, ponieważ akurat ostatnio na takich trafiałem i zawsze ich poglądy, zachowanie oraz ubiór wyjątkowo zwracały na siebie uwagę, czym zapadały w mojej pamięci. Czasami się z nimi zgadzam, czasami nie, ale zawsze mnie zastanawia jak można mieć tak sprzeczne poglądy, tak kurczowo się ich trzymać i nie przyjmować żadnych innych argumentów.
   Zacznę od historii tego gatunku. Mianowicie kilka lat temu wraz ze zrywem narodowym w postaci Marszu Niepodległości, wzrostem świadomości patriotycznej dzięki historycznym rapom Tadka, oraz obudzeniem się w mniejszych miastach silnie patriotycznych ruchów kibicowskich powstał pewien specyficzny typ człowieka.
   Człowiek ten wychował, się w małym miasteczku np. Gzyms, w którym to jedyny zakład pracy upadł w latach 90tych nie wytrzymując reguł wolnego rynku. Ojciec tego chłopaka od małego kibicował przyzakładowej drużynie. Nazwijmy ich np. Puchacze Gzyms. Ojciec i jego brat tworzyli pierwszy młyn, a w latach 80tych pojechali na pierwszy wyjazd do Chorzowa na repre i nasz ziomek jest z tego bardzo dumny. Obecnie prowadząc doping chłopak naprawdę czuje moc, gdy wykrzykuję hasło: "Raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę". Nie przeszkadza mu jednak wcale fakt, że ojciec kibicowski bohater w tych samych latach osiemdziesiątych jeździł na niby przymusowe manifestacje poparcia władzy do Warszawy i pokornie nosił transparenty zgodne z linią nakreśloną przez PZPR. W swojej fabryce także wykazywał godną postawę skutecznie zastraszając każdego kto tylko wspomniał o zbudowaniu związków zawodowych. Mógł to spokojnie robić, bo miał wsparcie brata, a ten był na etacie w Urzędzie Bezpieczeństwa.
   Nasz ziomeczek też ma brata. Starszego. Brat w latach 90tych był skinem i gonił punków. Słuchał kapel, które w nazwach miały pierwszą i ósmą literę alfabetu, oraz sam chętnie wykonywał gesty prawą ręką, o których przeczytał w książce mającej dwuczłonowy tytuł, a została napisana w więzieniu w latach dwudziestych XX wieku. Brat trochę ukształtował młodego. Pokazał mu co to znaczy honor i charakter. Zaszczepił w nim siłę, która płynie w nas, prawdziwych ludziach białej rasy. Tak mocno wtedy głoszona nienawiść do żydów, czarnych i cyganów wcale starszemu bratu nie przeszkodziła w tym, aby gdy już zrobił trzecie dziecko osiedlowej czikicie wyemigrować do Anglii i pracować na budowie z czarnymi, remontując domy bogatych żydów, którzy dzięki pracy polskich emigrantów mieli jeszcze więcej pieniędzy, gdyż polski robol to była dla nich słodka oszczędność.
   Trzy lata temu nasz koleżka założył pierwszy raz koszulkę z symbolem Powstania Warszawskiego, to było na jakimś meczu, po którym w dzielnicowej knajpie zrobili sobie cała bandą posiadówkę. Po którejś tam flaszce tak na początku w formie żartu zaczęli znowu wymachiwać tryumfalnie prawą ręką, no bo jak wszyscy zgodnie stwierdzili ten Hitler nie był wcale taki zły i dużo dobrego zrobił i Ci żydzi to sami się oto prosili. A w rogu sali leżał transparent, który wisiał na meczu. Był na nim duży symbol PW, były hasła typu "pamiętamy" oraz dużo orzełków i przekreślonych swastyk…
   Jako wielki, młody patriota nasz ziomek pojechał do brata na Wyspy także wspomóc PKB Anglii, ale przecież to nie prawda, że każdy funt wydany na Polaka to 3 zarobione dla Anglika… No siedział sobie tam, chłopak z bratem i z bandą ziomali i budowali tam lokalną Polonię. Nie rozumieli dlaczego angole chcą się z nimi bić w pubach i na nich narzekają. Oni przecież reprezentowali Wielką Polskę i nie widzieli w swoim, często pijacko-głupim zachowaniu żadnych analogii z zachowaniem cyganów w Polsce, których oni sami gonili za małolata. No tak, Polska dla emigrantów ma być zamknięta, natomiast Polacy mogą jeździć i rozrabiać po całym świecie. Ale nie tylko melanże i figle były mu w głowie, on tam na serio chciał się dorobić,  więc nawet trochę popracował na wykończeniówce, do momentu kiedy stary żyd im zaufał, a oni go okradli. Ariel zostawił im klucze, a oni w po prostu wynieśli co miał. Szybko pogonili to dalej i dumni z siebie jak nigdy, że wreszcie konkretnie zarobili paradowali w koszulkach z orzełkiem na piersi i wspominali sobie jak kiedyś w Warszawie na Marszu wyzywali całą ekipę Tuska od złodziei. Niestety dla nich Ariel, to był ten Ariel od złota w lombardach i miał swoich ludzi w czarnych Range Roverach - Szalom, którzy zrobili tak jak Popek na filmikach i nasi bohaterowie musieli wracać do Polski.
   A w Polsce to niestety nie da się żyć. Nie można iść do żadnej pracy, bo nikt konkretnego zawodu nie ma. Więc cała banda już dawno przerobiona przez kryminalnych może co najwyżej pić pod blokiem i narzekać na rząd, na świat i na wielki spisek. Ktoś raz na jakiś czas odpali Youtube i oglądnie film o iluminatach, o masonach, żydach, ruskich, murzynach, korporacjach i nawet korporacjach pełnych żydo-murzynów.
   I wtedy raper Tadek zaszczepił na nowo w nich wiarę w ducha Polskości. Rapując o losach Żołnierzy Wyklętych dotarł do serc naszych ancymonów. Nikt tam w szczegóły tekstów się nie wdawał, po prostu te postawy sprzed lat były im tak bliskie. No bo to przecież to jest tak jak z nimi w obecnych czasach. Ubzdurały se chłopaki, że teraz to oni tworzą honorową elitę narodu. Więc listonosz zaczął przynosić na nowo paczki z t-shirtami kupionymi na allegro, który były tanimi gadżetami zawierającymi wzniosłe cytaty. Trzeba też przyznać o kilku pozytywnych akcjach takich jak upamiętnienie jakiejś tam bitwy, czy posprzątanie cmentarza wojskowego.
   I kiedyś tak nawinął się taki patriotyczno-militarny temat, że ktoś może kupić tzw. białą broń. Takie szable, bagnety, może też w tym mieszkaniu będzie jakiś obraz, albo srebro więc trzeba mieć oczy szeroko otwarte. I jest takie mieszkanie, w którym jest tylko bardzo starszy pan, którego pewnie wystarczy wystraszyć i odda wszystko. No to chłopy poszły na robotę, a nasz koleżka przyczaił się za stacją trafo i był na tzw. czatach. Niestety banda nie doceniła wigoru dziadka. Dziadek owszem, otworzył drzwi i naiwnie wpuścił do domu kilku dużych młodzieńców, ale gdy tylko wyczuł ich zamiary przypomniał sobie walki na Pradze, gonitwy z hitlerowcami po Śródmieściu (tak wiem, zmyślam) i przystąpił do kontry. Nieudolnie. Nie ma co się dziwić, pan starszy miał prawie 90 lat, ale dla bandy Puchacza Gzyms, najwierniejszej ideałom wielkiej katolickiej Polski, o których to pojęcia nie mieli, był on nie lada przeciwnikiem skoro zabrali jakieś scyzoryki, gaz i teleskopy. No i skatowali dziadeczka - weterana II Wojny Światowej, odznaczonego wieloma orderami i ogólnie bohatera narodowego. Nie trudno się domyślić, że taka akcja w takim miasteczku zrobiła tyle hałasu, że o 6 rano dnia następnego wszyscy już byli pod opieką CBŚ.
   I został nasz małolat znów sam. Znów jego idol brat jest daleko i znów pozostają im listy.
   I tak oto nasi nowocześni narodowcy właśnie się prezentują. Takie historie są niemal w każdym mieście. Nikt z nich nawet po ciemku i sam w pokoju nie pomyśli, aby coś zrobić dla kraju, narodu, Ojczyzny. Nikt nie przejawi żadnej pozytywnej myśli rozwijającej tą naszą Polskę, aby była silna, konkurencyjna i rosła mocna. Ale każdy z nich sztywniutko i elegancko reprezentuję pięknie haftowane dresy z orzełkami, koszulki z sylwetkami żołnierzy AK walczących z Niemcami, ale tak naprawdę w głowie mają siekę. Chcą walczyć z komunistami, ale chcą socjalnego państwa (dlatego ich baby rodzą w Anglii), które da im pieniądze za siedzenie w domu. Chcą walczyć z emigrantami, ale sami nimi są. Chcą nowoczesnych stadionów dla swoich drużyn. A jak takie powstają to mają pretensję, że nie da się żadnego dymu wykręcić, bo monitoring, bo psy. Chcą zarabiać dużo i nielegalnie i nie chcą od tego płacić podatków, ale chcą aby system objął ich opieką zdrowotną, aby ktoś wywoził śmieci i żeby ktoś zbudował bezpłatne autostrady.
   Więc jeżdżę po Polsce czasami i takich właśnie poglądów wysłuchuję. Kto następny? Reaggowi anty globaliści z Iphonami? Czy może szaleni studenci AGHu?

poniedziałek, 22 września 2014

Phat Vibez Records

  Z miłą chęcią informuję, że Dj Przeplach nauczony doświadczeniem zdobytym podczas wydania swojej winylowej płyty postanowił założyć Phat Vobez Records, czyli wytwórnie mającą na celu wypuszczanie produkcji z którymi Przeplach utożsamia się muzycznie.
  Pierwszym projektem ma być EP krakowskiego producenta Dobrego Kicka, która wyjdzie w limitowanym nakładzie 300 cds, a jej promo możesz zobaczyć poniżej.
  Przy okazji zastanawiam się jaki model biznesowy przyjmie Przeplach w swojej oficynie. Czy postawi wyłącznie na fizyczne wydawnictwa, czy pójdzie z duchem czasu i rozsądku i np. zwiąże się z partnerami umożliwiającymi zaistnienie na Beatporcie, Spotify czy innych serwisach sprzedających muzykę. Ciekawa jest też kwestia formalnej działalności wytwórni. Przy nakładach rzędu 300 kopii, ciężko będzie sfinansować np. składki ZUS, a samo traktowanie wydawania muzyki jako inwestycji finansowej to raczej jest farsa i do tego tematu, zwłaszcza gdy wydaje się innych, a nie swoje rzeczy należy podchodzić jak do hobby, na którym być może uda się zarobić na hamburgera. Niemiej jednak ja kibicuję temu projektowi i na pewno będę tu wrzucał informację z tego labelu.

czwartek, 14 sierpnia 2014

Średniej klasy dj po 10 latach grania

   Post ten piszę, ponieważ nie chcę mi się już wysłuchiwać żali kolegów z branży oraz nie chcę mi się odpowiadać na milion pytań zaczynających dopiero szaloną karierę dja. Na wstępnie zaznaczę też, że są różne stawki i sposoby rozliczeń. Niektórzy z nas wykonując tą samą pracę i dorabiają się milionów, inni natomiast skazani są za granie 8 imprez miesięcznie za 1000 zł łącznie - ich wybór. Tutaj przedstawię sytuację średniego dja grającego tzw. muzykę miejską (od rnb po uk garage) na imprezach na których bawią się także turyści z innych krajów. Takich djów w kraju jest ok. 300-400.    
   Średnio taki średni dj za weekend grania zgarnia na czysto 600 zł. To kasa, która zostaje mu w kieszeni po odliczeniu kosztów operacyjnych typu taxi, KFC i ponad "kreskowa" wódka na barze. Za to chłop musi przeżyć. Takich weekendów ma w roku 52, co daje 31 200 zł. Miesięcznie to 2600 zł. Pewnie czasami zagra coś więcej, czasami coś mniej, zdarzy się też zagrać na lepiej płatnej korporacyjnej imprezie, ale ten dodatkowy hajs zaliczam na poczet np. zakupu nowych igieł, komputera, czy klawiszy.
   Z reguły taki dj przerywa studia na pierwszym, drugim roku i od tego czasu sam wynajmuję mieszkanie więc duża część z tych 2600 zł idzie na opłaty, żarcie i ogólne "życie". Mieszkanie wynajmuje, albowiem sposób zarabiania nie pozwala na dostanie kredytu (brak stałej umowy o pracę) i taki stan, jeżeli trwa więcej niż kilka lat to jest bardzo duże obciążenie dla budżetu. Taki styl pracy powoduje też brak oskładkowania w ZUSie, co w najlepszym przypadku spowoduje, że kiedyś braknie mu kapitału nawet na te 600 zł emerytury, a w najgorszym, że podliczą go na SORze, gdy pojawi się z butelką w głowie.
   Tak więc po 10 latach grania, gdy nasz dj totalnie wyeksploatuje swoją ksywkę, zostaje chłopak, bez studiów, bez pracy i bez przystosowania do życia. Gdyż nasz styl życia daleko odbiega od standardów korporacyjnego reżimu z pobudką o 5:30 włącznie.
   I teraz młody chłopaku jeżeli masz te 20 lat i myślisz, że djing to całe Twoje życie to się dobrze zastanów i realnie oceń czy warto je poświęcać, aby za 6 lat wrócić do rodziców i ponownie mieszkać w 20 osób w M3. Jeżeli równolegle do rozwoju swojej kariery wodzireja nie wymyślisz czegoś co w ciągu tygodnia da Ci szansę na dywersyfikację zarobków to wieku 28 lat obudzisz się w wynajmowanym mieszkaniu, z kobitą w ciąży, a telefon od bookingów będzie milczał. I nie miej wtedy do nikogo pretensji.
   Jeżeli od początku zarobkowej zabawy z muzyką nie postawisz np. na produkcję, a nie masz wyjątkowego talentu pozwalającego na wybicie się na samym graniu i zgarnianie stawek po 1k za 2 godziny (wiem, że można i to w Polsce dostawać więcej, ale Zbyszka mam tylko ja… :) to zginiesz chłopaku. Tak wiem, że pogodzenie grania i etatowej pracy to trudna historia, ale jest wielu którym to się udało, a jeżeli Ty nie potrafisz się odnaleźć w świecie bez laserów to nie przyzwyczajaj się do hajsu z grania, tylko traktuj każdy kolejny booking jako fajną okazję do pogrania sobie dla ludzi i dorobienia na frytki do hamburgera.

wtorek, 12 sierpnia 2014

Steve Nash & Turntable Orchestra

Steve Nash & Turntable Orchestra to nowatorski projekt, mający na celu połączenie dwóch muzycznych światów. Jest to spotkanie muzyki klasycznej i turntablismu, konfrontacja orkiestry i fortepianu ze skreczowaniem na gramofonach. Całość przedsięwzięcia skupia w sobie brzmienia charakterystyczne dla muzyki poważnej, opracowywane jednak za pomocą nowych narzędzi i technik produkcji muzycznej. W projekcie bierze udział 9 najlepszych polskich DJ-ów – mistrzów turntablismu: Dj Ben, Dj Chmielix, Dj Falcon1, Dj Funktion, Dj Haem, Dj Krótki, Dj Pac1, Dj Stosunkowodobry, Dj VaZee. Partia fortepianu, padów perkusyjnych, syntezatorów i kontrolerów midi należy do pomysłodawcy i kompozytora projektu – Steve’a Nasha.

sobota, 26 lipca 2014

Techno vs. Techno

   Być może to chodzi o narkotyki, być może o to, że wtedy nie było facebooka, nie wiem. Zauważam natomiast, że coś w tym popularnym, dyskotekowym techno się zmieniło. Nie piszę tu o podgatunkach, o rodzajach, o tempie, tylko umyślnie używam szerokiego pojęcia techno, gdyż tylko tak będę wstanie wkurwić tych prawdziwych technomaniaków i tym sposobem zwrócić uwagę na ten artykuł.
   Więc kiedyś chodziło o to, żeby powoli wkręcić tzw. fazę. Żeby ten beat, pulsacyjny i pozornie monotonny trwał minutę, dwie, czy trzy i powoli się rozwijał. Powolutku budował klimat i zmierzał ku pierdolnięciu. Z każdą kolejną frazą dochodził jakiś dźwięk, czasami banalny, ale dawał on kolejnego kopa. I ludzie trwali w tańcu, często tylko przeskakując z nogi na nogę. Nie reagowali żywiołowo, gdyż ty chodziło o trans. o to żeby ten rytuał oczyszczenia i wejścia na wyższy poziom wixy trwał i trwał, a przerwać go mógł tylko łyk wody z plastikowej buteleczki. Tłum ludzi tak tańczył połączony miłością do bitu i basu i było trochę coś w tym mistycznego, to był rave.
   Teraz wszystko przyśpieszyło. Ludzie chcą mocnych doznań tu i teraz, po to by za chwilę dostać jeszcze mocniejsze bodźce. Tak jak kiedyś tzw. drop wkręcał się przez cały utwór, tak teraz drop wchodzi bardzo szybko czasami już po pierwszym breakdownie, który trwa zaledwie jedną czy dwie frazy. Motyw przewodni utworu - prosta melodyjka napędzającą pompującą lokomotywę eksploatowany jest ciągu kilkunastu sekund po czym następuje kolejny breakdown i wszyscy oczekują jeszcze mocniejszego jebnięcia. Dźwięki są bardziej pompatyczne, rozpędówki mają zdublowane hi-haty, a czym bardziej doniosły i przejmujący syntezator wjeżdża tym bardziej, aż prosi się aby przed wejściem bitu zpitchowany wokal zapowiedział coś w stylu "feel the bass", albo "lecimy kurwa tutaj". A ludzie już nie potrzebują plastikowych buteleczek z wodą, aby się nie odwodnić, ludzie potrzebują tą wodę, aby gdy wejdzie bit, skakać z tymi butelkami i lać woda po sobie i to jest techno naszych czasów, EDM.
   Do tego dochodzi coś, co kiedyś było nie do pomyślenia. Zresztą wtedy nie było takiego instrumentarium, oraz nie było takich możliwości sprzętowych, by produkować muzykę, w której nagle załamuje się tempo przez pół i z konkretnej wixy robi się nam trap i festiwal twerkujących pośladów, a bit z każdym taktem rozpędza się równolegle do tych trzęsących się tyłeczków i czym szybciej ten cellulit się wzbudza tym większe zagęszczenie hi-hatów i snareów. I znowu pojawia się ostatni takt i magiczne hasło "ogień kurwa", wjeżdża bit w 128 bpm i lecimy dalej z pompką. Ziomy mogą skakać.

niedziela, 13 lipca 2014

niedziela, 22 czerwca 2014

DJ Trakmajster - Woda i Ogień MINIMIX VIDEO

Ruszam z nagrywkami video minimixów. Będzie z kilku ujęć, będzie ciekawiej, na pierwszy rzut próbnie, klezmerskie wywijańce.

video:





audio:

niedziela, 15 czerwca 2014

Wyniki konkursu Flying Plates!

Zdecydowanie w mięsie brakowało robaków, było za mało alkoholu, no i nikt nie zamieścił narkotyków. Ale jak widać na załączonych fotkach idea konkursu została zrozumiana i na pewno będą kolejne edycje.
A wygrywa pieseł. Tak wiem, że pomysł banalny i mało finezyjny. No ale tylko popatrzcie na tego pieseła...
reszta prac:






niedziela, 8 czerwca 2014

Gdzie kupić płytę: DJ TRAKMAJSTER "GZYMS"


W związku z ośmioma zapytaniami o to, gdzie można kupić moją płytę w tym poście publikuję miejsca w których można nabyć ją fizycznie (niektóre z tych miejsc prowadzą także sprzedaż wysyłkową) i w wersji cyfrowej:

Jasło:
- Sztos ul. Kościuszki 27 zamów online
Kraków:
- Hip Hop Stuff ul. Floriańska 24
- HipShop os. Centrum B 2 (Nowa Huta)
- Idea Kix ul. Meiselsa 8
- Records Dillaz ul. Berka Joselewicza 11

Sanok:
- Sklep Arkady ul. Grzegorza 2

Tarnów:
- 3Maj Fason C.H. Świt ul. Kościuszki 1

Warszawa:
- SideOne ul. Chmielna 21

BandCamp: https://djtrakmajster.bandcamp.com/

ITunes: https://itunes.apple.com/pl/album/klekaj/id865203776?i=865203814

Muzodajnia: http://www1.plus.pl/muzodajnia/main/album.html?albumId=556152&artistId=1525137&t=DJ+Trakmajster%2BGzyms

SoundPark:http://www.soundpark.pl/djtrakmajster

Spotify: https://play.spotify.com/album/0ATieqzaIX778Q7GNCk8GT?play=true&utm_source=open.spotify.com&utm_medium=open

WIMP: https://www.wimp.pl/wweb/album/29124225

sobota, 7 czerwca 2014

Konkurs Flying Plates



   W związku z sytuacją jaka nastąpiła po wizycie prezydenta Obamy robimy konkurs. Do wygrania ultra cienkie i turbo szybkie slipmaty Flying Plates. Nie będe się tu rozpisywał o składzie materiału z jakiego zostały zrobione, bo to nie ma sensu. Wystarczy że wejdziesz na ich profil na FB i zobaczysz, kto ich używa, a utwierdzisz się w przekonaniu, że to produkt najwyższej zwilżonej jakości.
   A konkurs jest taki, że w komentarzach pod tym postem wrzucasz zdjęcie swojej instalacji umieszczonej na gramofonie. Tak wiem, że to nie zgodne z przepisami BHP, aby na deckach umieszczać jedzenie, zwierzęta, czy szczątku ludzkie, ale to jest konkurs ciętegodźwięku i tu dozwolone jest wszystko. Zdjęcię z najciekawszym "czymś" na gramofonie wygrywa zestaw slipmat. Ja tu wrzucam moją instalację jako przykład, że takie to każdy potrafi zrobić, a my tu czekamy na konkretne wystawy. Do boju!
A konkurs trwa do niedzieli 15.06!


czwartek, 29 maja 2014

Warsztat DJa

   W tym fachu oprócz słuchania piosenek i wrzucania tych co fajniejszych na facebookowe strony poświęcone wydarzeniom trzeba też czasami zetrzeć kurz z gramofonów, pasuje też przy najmniej raz w tygodniu fadery w mikserze poprzesuwać, aby nie zastygły na zawsze. Można oczywiście uskutecznić trening miksowania, czy skreczowania w domu, ale po co?
   Sprzęt w domu jest po to, aby koleżanki na afterku mogły pouczyć się robić czufu czufu, zanim będą ustami robić czufu czufu. Sprzęt jest też po to, aby kiedyś go wreszcie sprzedać, zgarnąć hajs i tym ruchem ostatecznie odciąć kupony od swojej marnej kariery.
   Dje gromadzą te wszystkie płyty winylowe, których i tak nie mają czasu przesłuchać.  Zbierają te elektroniczne kalkulatory co wydają kosmiczne dźwięki, ale pod warunkiem, że ktoś wie jak je podłączyć. I tak na prawdę robią to tylko po to, żeby rodzina i znajomi myśleli, że ta robota djska to coś poważnego skoro kolega tu tyle wynalazków zgromadził.
   W ramach nowej rubryki GlamSkrecz zlustrowałem kilku naszych zawodników celem sprawdzenia co ich domowe warsztaty kryją:

###    Zaczniemy od "nowobogackich artystów".



   Po pierwsze muszę pochwalić kolegę z branży, za pomysłowość i wykorzystanie naturalnych osłon na gramofony, dzięki czemu kolega nie musi biegać za kurzem ze szmatką, jest to niewątpliwie innowacyjne rozwiązanie, które pozwolę sobię skopiować. Po drugie, bardzo ładnie komponuje się tutaj ten obraz nad konsoletą. Stwarza on pomost między djem a malarzem, którego wspólnym mianownikiem jest sztuka. Muzyka płynąca z gramofonów jest niczym stróżka farby spływająca po płótnie, a w tym przypadku obraz to ilustracja wzbudzonej skreczem amplitudy, na którą artysta malarz nałożył w Corelu efekt negatywu i dał jakieś wyostrzenie i coś tam jeszcze. Kozak.
   Drugi dj nie dorobił się jeszcze obrazu, ale zamiast kontrolera midi kupił na raty w Saturnie plazmę. Podobnie jak w poprzednim przypadku ustawił decki w hipsterski sposób (pewnie tytoń MacBarena pali!). Jedyny ład i porządek kompozycji zaburzają kable od plazmy. Zdecydowanie powinny być schowane w rynnie w kolorze ecru.

### Następni to "M U Z Y CY"


   Powiem Wam, że ja to rozumiem. Wychowałem się w takiej, a nie innej okolicy i w takich, a nie innych czasach. I okolica jak i czas mojego dzieciństwa to pierwszy, największy boom na panów z czeską fryzurą, którzy na scenie zza swoich keybordów wyśpiewywali sonaty o majteczkach w kropeczki. I rozumiem tutaj kolegów prezenterów, że oni to czują - ten biesiadny vibe i po prostu lubią czasami do Sean Paula zajebać na klawiszach jakąś solóweczkę.
   Mamy tutaj widoczne dwa podejścia. Jeden kolega dj ma trochę więcej klawiszy, bo lubi grać z akordami, a drugi nie wychyla się poza jedną oktawę bo tylko takie szybkie wrzutki na cztery nutki robi.


### Czas na "Hi Fi Masters"




   Wiesz, w naszym zawodzie liczy się dźwięk. Liczy się to, aby bass nakurwiał. Najlepiej to jak jest jedna kolumna Altusa ustawiona po lewej stronie i olać stereo. Jak fala rozejdzie się po M4 to dochodzi do quatrohibernacji częstotliwości i jest najlepiej. Pamiętajcie odsłuchy, albo ustawia się na równi z gramofonami tak aby czysty dźwięk był dobrze słyszalny dopiero 3 metry od djki, albo po lewej stronie tak aby przebijał mózg. 
    Można też tak jak na drugim zdjęciu nie mieć odsłuchów, no bo po co jak się ma magnetofon szpulowy. Trochę gorzej jest na imprezach, bo koleżka może grać tylko to co wyszło do 1987 roku. Ale mape ma, a to +5 do flare.
   Zwróćcie też proszę uwagę na fotografię nr. 3 na której jest kurwa wszystko. Chłopak dorabia w lombardzie i co lepszy wzmacniacz Diory ktoś przyniesie to on zabiera. Znacie ten typ człowieka. Przychodzi z laską na chatę i pada tekst: "Memlałaś fallusa przy wzmacniaczu Diory?". Wszystkie mokre. Co nie zmienia faktu, że akurat fotograf trafił jak się wygaszacz ekranu załączył, ale na pierwszym planie widać co jest grane. FIFA 2005 na PC?

### "Dupy biją jak szczupak na blachę"

   Tutaj koledzy zastosowali prosty podprogowy zabieg. Otóż przychodzi sobie na taką niby randkę jakaś koleżanka i patrzy na tą konsoletę. Nic z tego nie wie, ona nawet pilota do Cyfry nie potrafi zrozumieć, gdzie volume. Ale tak patrzy i patrzy na ten sprzęt. Suwaki, pokrętła, monitory, igły. Patrzy i myśli i patrzy i patrzy i myśli. I nagle patrzy na swoje paznokcie, że też ma fioletowe jak ściana za deckami. Żarówka zaświeciła. Jest jego.
   W obu przypadkach ważna jest ekspozycja żywych kolorów, taki wabik na szczupaczka dosłownie. Istotnym elementem jest także przypadkowe pozostawienie gadżetów świadczących o niby dobrej sytuacji materialnej dja. Jeden kolega jak widać długo zbierał, ale się mu udało i zamówił i murzyn z Urban City wysłał i New Era jest na Rockicie. Drugi nasz skreczowey kamrat natomiast niby tak przypadkowo zostawił pudełeczko, po butach z łyżwą, co jak wreszcie płatnego Sylwestra zagrał to kupił w Factory Outlet w Sosnowcu.


W powyższych wypocinach wykorzystano zdjęcia sprzętu nieświadomych niczego - fachowych djów/producentów:
Buszkers
Daniel Drumz
RX
DJ NOZ
Senior Pancho
Cut Man Doo
Zimna Łapa
DJ Fejm
DJ IKZ

środa, 21 maja 2014

DJski świat dogonił Polskę!

DJski świat dogonił Polskę! I trochę ją przegonił…
    Teraz po kilku latach trwania turnieju Red Bull Thre3Style pozwoliłem sobie na luźną refleksję, że to my Polacy byliśmy pionierami i ktoś bezczelnie skopiował nasz polski format. Ale najpierw trochę subiektywnej historii.
   Nam djom wywodzącym się z rapowo/turntablistycznych skrecz sesji nigdy za bardzo nie było po drodze z polskim oddziałem DMC oraz z ludźmi, którzy organizowali Mistrzostwa Polski Djów. Oni tam chcieli, aby przez kilkanaście minut prezenter występujący pod swoim nazwiskiem, najlepiej z cds miksował kilka utworów z pogranicza dance'u, trance'u, progressivu i innych takich 130 bpmowych techniaweczek. Do tego powinien w ramach pracy z mikrofonem przedstawić się, podgrzać atmosferę zapraszając klubowiczów do szalonej zabawy no i oczywiście pozdrowić brać djską. My natomiast chcieliśmy przez kilka minut napierdalać skrecze w bezpośredniej konfrontacji z innym djem. Chcieliśmy pokazać jak operujemy winylami, jakie mamy ich wyczucie i jak je kontrolujemy na każdym etapie obrotu. Oprócz kilku przypadków, większość naszych setów była nie do przetrawienia przez zwykłą dyskotekową publiczność i nie było mowy, aby te nasze rutyny nadawały się do tańczenia. Jednak muszę wyraźnie napisać, że każdy z nas potrafił miksować, zgrywać bity i radził sobie z tempem bez licznika bitów. Natomiast prezenterzy mieli blade pojęcie o skreczowaniu, a z miksowaniem bez licznika też bywało ciężko. I tak sobie żyły te dwa równoległe światy. My zrobiliśmy sobie nasze zawody (Vestax, ITF, IDA), a Dee Jay Mix Club miał swoje imprezy i wszystko byłoby spoko, gdyby nie fakt, że ich format zamykał nam drogę do DMC. I właśnie ten format to była pionierska sprawa w bitwach djskich. Reszta świata musiała dopiero poczekać na powszechne wykorzystywanie systemów digital, aby móc go docenić i wznieść na wyższy level.
   Te długie 15 minut… Kilku z nas próbowało się z nimi zmierzyć, z różnym skutkiem. Nie rozumieliśmy przesłania i możliwości jakie ze sobą niosą. Najlepiej ten kwadrans wykorzystał DJ Bez Ksywy, który zdobył tytuł Mistrza i jako turntablista i party rocker pogodził skrecze z muzyką taneczną. I wtedy pojawiła się akcja Red Bull Thre3Style. Osoby organizujące te zawody w Polsce nie odrobiły jednak lekcji z promocji wydarzenia i niestety dla nas, event przeszedł bez echa i nikt o nim nie wiedział. Ale wtedy w Poznaniu uświadomiłem sobie, że wreszcie ktoś dał szansę djom, aby grali muzykę taneczną, skreczowali i żeby po prostu robili swoje tak jak to robią na imprezach, tylko tutaj trzeba zagęścić liczbę trików i zmieścić to w 15 minutach.
   Halo !? Ale my to przecież mamy w Polsce od iluś tam lat i przez nasze niedopatrzenie i lenistwo pozwalamy całkiem fajne nagrody wygrywać prezenterom, którzy zgrają 10 tracków, które są w tym samym tempie i oprócz wykorzystania kilku efektów jakie daje mikser Pioneera niewiele więcej zrobią!
   Turniej Red Bulla w Poznaniu był pierwszą i ostatnią edycją w Polsce. Bardzo szkoda, bo wtedy pokazał kilku party rockerom szansę, którą na pewno by wykorzystali w kolejnych edycjach. Ale mamy przecież dalej Mistrzostwa Polski Djów pod egidą stowarzyszenia DJ UNION i korzystając z systemów digital, wykorzystując jak tylko się da EDMowe wygrzańce (wielu z nas je gra, wielu nienawidzi) widzę w kolejnych edycjach tej imprezy na podium same znane ksywki z klubów, które mieszczą się w miastach, a nie przy trasach między miastowych (ja już gram coraz częściej przy szosach...).
   Poniżej przedstawiam dwa sety, które jako pierwsze wyświetlił mi Youtube. Jeden z Mistrzostw Polski Djów, drugi finałowy z Red Bull Thre3style. Wiecie co macie z nimi zrobić!
 

wtorek, 6 maja 2014

Mój tydzien - Tydzień dja alkoholika

    Najważniejsza jest walka ze samym sobą i w tej kwestii jestem troszeczkę takim masochistą. Nie ważne, w jakim dniu zacznę tą opowieść i tak zacznę ją walką ze swoimi słabościami i na pewno skończę ją także na walce. Ale muszę zdecydować się na jakiś dzień, więc wybieram wtorek.
    Wtorek to taki dzień, drugi bez alkoholu, gdzie jak sądzę organizm już wytrzeźwiał po weekendzie i powoli zaczyna domagać się papu. Zbliża się wieczór i z godziny na godzinę zaczyna się pocenie, problem ze snem i takie tam złe wibrację. Jeszcze z małym nasileniem, ale już coś jest nie tak. Natomiast apogeum nastąpi w środę. To taki dzień, który witamy depresją i żegnamy depresją spotęgowaną wkurwieniem na wszystko, tylko nie na siebie. Jest szansa, że w nocy pojawi się koszmar, a na pewno będzie bezsensowne patrzenie się w sufit. Po kilku godzinach przerywanego snu witam czwartek z nastawieniem, żeby skoczyć i zapomnieć. Cały dzień to jakaś taka niemoc organizmu i apatia. I nie dopinguję mnie myśl, że wielu by się już poddało i sięgnęło po takie zimne Tyskie z soczkiem. Oni mnie nie obchodzą, zresztą nie za wiele mnie obchodzi. Najlepiej żeby ten dzień po prostu przeminął. Ale co to? Już jakoś z tym snem trochę lepiej. Można nawet z osiem godzin przyłożyć pod kołderką. I jest piąteczek. To coś co mam w głowie wytrenowane zaczyna kojarzyć, że po kilku dniach abstynencji czeka go nagroda. Picie w piątek to picie prewencyjne, tak, aby można było się opić w sobotę i w niedzielę jakoś funkcjonować ze znośnym kacem. Nie wiem jak masz Ty, ale ja potrafię mieć kaca giganta już po 4 piwach… I właśnie taki plan jest na piątek. W sumie to piwo, o którym tak marzyłem wcale mi nie smakuję. Czy to będzie Kasztelan, cz Brackie, czy jakaś Pinta to wszystko co ma w sobie wyczuwalny alkohol będzie dla mnie szczynami. Ale trzeba pić, żeby zaszczepić się na sobotę. Sobotnia pobudka to zmięta głowa, kapeć w mordzie i reakcja jakby na 486 odpalić Serato. Myśl o tzw. klinie jeszcze mnie odrzuca. Organizm chyba na tyle wytrzeźwiał, że zdaje sobie sprawę, że się zatruł. Ale no sam powiedz, czy slogan że najlepiej leczyć się tym czym się strułeś nie jest taki prawdziwy? Nie mówię o tym, żeby tak od razu kupić 200 wiśniówki i wlać do 0,5 Coli i tak sobie sympatycznie popijać, ale może chociażby takie Reddsik na orzeźwienie? Akurat ja mam tak, że będę się z tymi zachciankami i pustakiem w głowie męczył do wieczora. Ale, gdy już podepnę gramofony, gdy puszczę jakiś mix na rozgrzewkę to poczuję znów ten wskrzeszający smak pilsnera z soczkiem. Pierwsze niewinne piweczko w wersji soft idealanie chłodzi organizm i daje znak, że GZYMS zbliża się wielkimi krokami. Jak jestem już zaszczepiony po piątku i jak tak np. do tego zjem z 200 gram mięsa to uwież mi, że spotkamy się o 3 przy barze jak będę dwudziestki czystej przepijał małym henkiem. Ach te małe zielone buteleczki… To co stanie się później można epicko określać jako huragan, tsunami, można też tak po ludzku jako "kurwa co jest?"… Padną pytania dlaczego dj krzyczy do słuchawek coś o Nowym Roku, a jest czerwiec i tak dalej.
     Wszystko pływa, światła błyskają, jest dyskoteka roku. Pierwszy problem to będzie tzw. wunderbaum. To dla mnie taki stan, gdy już mogę elegancko zasnąć w opakowaniu ale cuci mnie ta skacząca i strasznie śmierdząca choineczka w taksówce. Ta zapachowa franca to akcelerator potencjalnego rzyganka. Wymiotki są całkiem spoko, bo oprócz chwilowej niedyspozycji pozwolą nam na szybsze wytrzeźwienie i może rano ktoś nie spóźni się na pociąg. Organizm jest pijany i te kilka godzin snu wcale za bardzo tego stanu nie zmienią. Tutaj klin wręcz jest wskazany, ale ja znów wybiorę drogę męczennika i odmówię po czym przez najbliższe kilka godzin będę konał w przedziale, w którym zepsuło się ogrzewanie. Nie ważne czy będzie za zimno, czy za ciepło drgawki i tak się pojawią. Nie można spać, nie można jeść, a wody sobie na dworcu nie kupiłem. Czy to kara za wczorajszą noc? Pewnie po części tak, ale jak sobie tak przypominał tułaczki na kacu po Polsce i jakieś przypadkowe historie, które towarzyszyły mi przy tej okazji to mimo rozłupanego mózgu od środka miło wspominam te chwile. Kluczem do światełka w tunelu w tym stanie jest dosłowne fizyczne i emocjonalnie olanie każdej krytycznej sytuacji. Kibice jadący na mecz, spóźniony pociąg, nie trafiona przesiadka, zostawione igły w klubie. Nie liczy się nic. Jest Gzyms. To właśnie wtedy powstają te teksty Trakmajstra… I teraz najważniejsze. Niedziela musi także skończyć się alkoholem. Nie w takim nasileniu jak w sobotę, ale te piątkowe 4 piwka będą wskazane. Co prawda nie uratuję to trzeźwości w poniedziałek, ale pozwoli jakoś funkcjonować i chociaż telefon odebrać. Poza tym po tych piankach łatwiej jest zwalczyć w sobie wygasające poczucie winy i wyrzuty sumienia związane z całokształtem sobotniej działalności.
    Nie ma w tej historii zaczynania dnia od tequili, nie ma tu picia przez pięć dni pod rząd po 0,7 na głowe. Tu nie o to chodzi. Picie codziennie to pójście na łatwiznę. Tu chodzi o to właśnie, żeby przerobić tą kilkudniową drogę krzyżową, tak, aby wypościć organizm, dać mu znowu posmakować zła i odebrać i niech skurwiel się męczy ze sobą. No to zdrówko!

wtorek, 15 kwietnia 2014

Jak dj nie powinien startować w turnieju MMA

   No dobra, przeczytałem jeszcze raz te swoje wypociny i na wstępie muszę tu zaznaczyć, że poniższy tekst nie jest żadnym tłumaczeniem się, czy wykręcaniem. Wszedłem do tej klatki świadomy co mnie czeka i w jakim stanie jestem i jak ktoś decyduje się walczyć to nie powinien mieć żadnych pretensji, że noga boli, że zimna mata, że śniadania nie zjadł. Nikogo to nie obchodzi, jak się zdecydowałem to jest to tylko moja sprawa w jakiej kondycji jestem. I sądzę, że moja historia jest na tyle dla mnie ciekawa, że i może Ciebie zainteresuje więc przedstawiam tekst o tym jak nie powinno się startować w turnieju MMA.
   Złożyło się tak szczęśliwie w moim życiu, że mogłem przez pewien czas w miarę systematycznie i jak dla mnie na wysokim poziomie trenować MMA. Mogłem wręcz dwa treningi dziennie robić i wszystko zmierzało ku temu, aby zrobić kolejny krok czyli wystartować w turnieju Amatorskiej Ligii MMA. Wszyscy koledzy z klubu już mieli za sobą starty i z sekcji emerytów i rencistów tylko ja zostałem. Najmądrzejszy teoretyk co o psychologii w sztukach walki wie wszystko. Trzeba było to zmienić. Obudził się kuguar.
   Na jakieś cztery tygodnie przed turniejem w Kielcach podjąłem decyzję, że biorę w nim udział i jadę. Trenowałem w sumie równolegle w dwóch trochę konkurujących klubach tj. w macierzystym Grappling Kraków i W Szkole Drwala, gdzie przychodziłem na sparingi, aby sprawdzić się z innymi przeciwnikami. Wszystko szło dobrze. Nie poruszam tu kwestii umiejętności, bo prawdziwi internetowi wojownicy jak ja nie patrzą na to. Liczy się serce i zapał do tego, aby pomalować pięści krwią wroga… Taaa… Wyznaczyłem sobie dwa cele, to jest zbicie 5 kilogramów, aby załapać się do kategorii 87 i zrobienie kondycji - co przy moim trybie życia, uwierz mi, jest wyzwaniem.
Pierwszy tzw. zonk pojawił się po ok. dwóch tygodniach intensywnych treningów i trzymania diety (oprócz weekendów, gdy jeździłem po Polsce i grałem imprezy).
   Więc raz na kilka lat łapie mnie przeziębienie, jakaś niemoc, grypa czy inna sraczka. I po kilkunastu dniach sportowego trybu życia pewnie organizm zwariował i się przeziębiłem. Gorączka, drgawki i łamanie w krzyżu - tu nawet gromnica w oknie nie pomagała. Ale dzielnie się nie poddawałem i z mniejszym zaangażowaniem, ale cały czas uczęszczałem na treningi. Pewnego dnia osłabiony organizm niezbyt sprawnie znosił okopywanie na zadaniówce z kick boxingu i przytrafiła mi się najgłupsza kontuzja. Kolega nawet nie mocno kopnął mnie w łokieć. Nic wielkiego się nie stało. Ale pomarańczka urosła, ból był, a zakres ruchów nie pozwalał ani ręki wyprostować, ani w pełni zgiąć. Hola, hola prawdziwy fighter - ja, który jest przyszłością polskiej szkoły mieszanych sztuk walki się nie poddaje więc z gorączką i jakąś taką niemrawą ręką dalej próbowałem coś tam ćwiczyć. Przypominało to już bardziej w moim wykonaniu zajęcia z gimnastyki korekcyjnej dla 2 klasy podstawówki niż profesjonalny trening, ale parłem do przodu. Kuguar nigdy się nie poddaje.
   Zbliżał się dzień turnieju i już wcześniej wymyśliłem sobie strategię na wagę. Nie ma sensu za bardzo zrzucać brzucha, bo umiejętności mam jakie mam i lepiej jednak mieć te kilka kilo więcej niż mniej, gdyby przyszło turlać się w parterze. Więc tak balansowałem sobie na granicy 87, a weekendowe wyjazdy, gdzie bez snu, grałem dyskoteki, jadłem fast foody i piłem browary wywindowały wagę na 91. Dzień przed ALMMĄ grałem w krakowskim klubie Frantic. Głodny. Nie jadłem nic od kilku godzin. Głodny. Skończyłem grać o trzeciej w nocy i około czwartej poszedłem spać. Głodny. Wstałem o 7 głodny. Ale szczęśliwy bo ważyłem 86!!!
   O 7:40 ruszyliśmy z kolegami do Kielc. Głodny. Próbowałem się jeszcze przespać w aucie, ale kuguar już na dobre otworzył swoje oczy i nie było szans, aby choć na sekundę zmrużyć oko. Emocje jak w podstawówce przy pierwszej wizycie w Ochotniczej Straży Pożarnej. Na czczo przystąpiłem do wagi. Wszystko ok. I tu zrobiłem największą głupotę. Głodny wysondowałem, że mam walczyć dopiero późnym popołudniem ok 15. Miałem więc sporo czasu. No to stwierdziłem, że przed konkretną robotą, trzeba się konkretnie nawpierdalać. Powodzenia. Zjadłem shoarmę w Sphinxie. Brawo Jarek. Taka dawka "zdrowego" jedzenia na pusty żołądek dokonała pierwszego tego dnia knock outu. Próbowałem spać, srać, pić wodę, nawet wyrzygać się nie mogłem. Brzuch bolał i wyglądał jak beczka, brakowało, żebym tylko piwem to popił. Tak więc przez kilka następnych godzin próbowałem to strawić leżąc i chcąc spać w aucie. I tak sobie leżałem i leżałem i nagle kolega dzwoni, że za pół godziny chyba walczę. Jakoś walki poszły szybciej, coś tam pozmieniali i kuguar musi zaraz być zwarty i gotowy.  No to ja z tym pełnym żołądkiem toczę się na rozgrzewkę. Czuje się najciężej i chcę zrobić tzw. przepalankę. Kolka. Kolega mnie tarczuję. Kolka. Koniec rozgrzewki wyjście do klatki. To jak to wyglądało to widzicie poniżej. Nie ma się co tłumaczyć, bo gdybym bym wyspany, świeży etc. to pewnie jedynie więcej co bym zrobił to może się żwawiej ruszał. Pierwsze kolano w ten napompowany bęben dostałem chyba w 31 sekundzie i od tamtej pory walczyłem głównie ze zwieraczami żeby nie osrać takiej ładnej klatki w takiej ładnej galerii. Reszta jaka jest widzicie. Najważniejsze, że po wszystkim mogłem spokojnie wziąć prysznic i pojechać do Rzeszowa, gdzie grałem na weselu. Ossss….


poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Aplikacje atakują!

   Tak jak kiedyś bałem się Serato i wszelakich cyfrowych innowacji tak teraz się zastanawiam nad ingerencją imprezowych aplikacji w naszą branżę. Już teraz podstawą sukcesu wielu imprez, jest odpowiednio zbudowany fejm na facebooku, który pompowany jest codziennie wrzucanymi klipami, czy sztucznym dołączaniem się lokalnych osobistości świata wódki, narkotyków i bassu. To jeszcze jest bezpieczny poziom i wydaje mi się, że raczej wspiera niż zatraca sens wydarzenia, czyli występ zespołu czy dja i zabawę do tego co delikwent prezentuje. Ale za chwilkę, już za momencik doczekamy się scalenia facebooka z już istniejącymi aplikacjami evetnowymi na telefony. I to będzie wyglądało tak, że imprezowicz zanim wyjdzie z domu to sprawdzi z poziomu jednej aplikacji ile i jakich osób będzie, jakie klub proponuje promocje i do tego jeszcze zdąży sprawdzić fotorelację z poprzedniej biby. W drodze do klubu natomiast sprawdzać będzie na bieżąco wrzucane fotki dzięki podpięciu pod instagram i o 23 jak się okaże, że w środku jeszcze jest mało osób to odpuści i wybierze kolejne miejsce.
   Zacznie się więc wyścig o istnienie w cyfrowym świecie na zupełnie innym poziomie niż to teraz znamy. Teraz chcesz to wrzucasz fotki z pełnym danceflorem i swoją uśmiechniętą mordą na pierwszym planie, a już wkrótce będziesz musiał, bo manager zwróci Ci uwagę, że impreza z Twoim setem generuje zbyt małe zainteresowanie w sieci, a to negatywnie wpływa na budowanie wizerunku no i frekwencję. Do tego aplikację będą pobierać listy numerów które grasz tak, aby przy profilu imprezy wyświetlał się np. kanał z klipami z YT. A może to jeszcze bardziej się rozkręci i ktoś stworzy taką aplikację, która przy wejściu do klubu zrzuca na Twojego laptopa listę utworów jakie chcą Asia, Kasia i Marek i po wejściu 300 osób masz chłopie zbiór piosenek, do których chcą krejzole tańczyć i nie pozostaje Ci nic innego jak tylko to sprytnie zmiksować. Wszyscy są zachwyceni i wystawiają Ci pozytywne oceny. Takie buźki przy Twoim profilu. Coś a la uśmieszek przy kasie w Biedronce. I uwaga jak zbierzesz 50 uśmiechniętych buziek to od managera dostaniesz dodatkowe 20zł to wydania na barze!
   To co kto zna się na programowaniu? Może wreszcie zarobimy jakieś miliony?

czwartek, 10 kwietnia 2014

Recenzja - Chonabibe "Migracje"

W ramach działu "Szczyt hipokryzji" będę tu wrzucał recenzję albumów, które wpadają w moje ręce...


Chonabibe "Migracje"
   Po pierwszym przesłuchaniu "Migracji" pomyślałem sobie, że ta płyta to powinien być case na jakiś studiach dotyczących muzyki popularnej, jak zrobić album dzięki któremu zgranie się wszystkie juwenalia w tym kraju. No cóż, taki mój charakter, że wszędzie widzę pieniądze i tu w tym krążku widzę ich bardzo dużo. Zresztą na samej okładce są dwa logotypy: Czwórki i portalu dlastudenta.pl, które obrazują do kogo jest ten longplay adresowany. I myślę, że ekipa tworząca Chonabibe zrobiła świetny produkt, który powinien być rozchwytywany przez organizatorów.
   Po drugim przesłuchaniu doceniłem jak w tekstach został potraktowany pozytywny przekaz. Otóż tu w odróżnieniu od wielu reprezentantów sceny reggae, czy hiphopu Jahdeck, który jest głównym mc w projekcie nie walczy z systemem, nie narzeka na rząd, na podatki, na wszystko. Stara się wytłumaczyć słuchaczowi, że jego los jest w jego rękach i to od niego zależy jak nim będzie rozporządzał. I w sumie dla mnie jest to świeże podejście na polskiej scenie i wolę słuchać takich motywujących tekstów niż ciągłego narzekania.
   Ale, żeby nie było tak kolorowo to muszę to wytknąć, że chwilami te teksty są turbo banalne. Zdarza się, że zarówno dobór rymów i ułożenie całych zwrotów pasuje bardziej do mojej twórczości niż do takiego zespołu. Ale jest coś na tej płycie co się nazywa śpiewem i ten śpiew na szczęście ratuje te teksty. Zaśpiewy, flow, melodyjność głosów to jest taki atut, że nawet najbardziej proste zdanie chłopaki obracają w fajnie brzmiący banger. W wielu przypadkach ten duet tak aranżuje piosenkę, tak zmienia akcenty, że słucha się tego dobrze i te interpretację robią na mnie wrażenie.      
   Po trzecim przesłuchaniu dociera do mnie oczywista oczywistość, że nie grało by to tak fajnie, gdyby nie muzyka. Są mocne bębny, ciekawe aranże, melodyjki, melodie, riffy i bass. To wszystko jest nowe, nie nudzi się i napędzą koncertową maszynę Chonabibe. Jedyne czego mi brakuję do dopełnienia tej płyty to coś odważniejszego w wykraczaniu poza pulsujące bity, coś stworzone np. w oparciu o mocny drum'n'bass, który w połączeniu z flow mcs na pewno by wypalił. Ale jest to co jest. A jest to świeże i solidne i wiosna i każdy jej wschód Słońca należą do Chonabibe.

wtorek, 25 marca 2014

Global Skratch League



Global Skratch League to międzynarodowa liga zrzeszająca skrecz-dj’ów. Pomysłodawcami projektu są dwaj toruńscy dj’e: Chmielix oraz Stosunkowodobry. Ideą pomysłu jest rozgrywanie bitew freestyle’owych przez cały rok dzięki czemu startujący dj’e będą mogli szybciej rozwijać swoje umiejętności oraz porównywać je z innymi zawodnikami. Poziom startujących jest bardzo zróżnicowany - od vice mistrza świata IDA w skreczu - dj’a Bena czy podwójnego mistrza świata IDA Show - dja Funktion, po dj’ów, którzy niedawno zaczęli swoją przygodę ze skreczem. Liga rozgrywana jest na zasadach bardzo podobnych do lig piłkarskich. Każdy zawodnik rozegra dwumecz z każdym przeciwnikiem ze swojej 12-osobowej grupy (grup jest 5), a na koniec sezonu odbędą się rozgrywki playoff. Mecz polega na nagraniu na video 1-minutowego skrecz-freestyle’u do beat’u wybranego przez siebie lub przez przeciwnika. Dokładny opis zasad można znaleźć na stronie: Global Skratch League

piątek, 28 lutego 2014

DJ Trakmajster - Trakmajster DJ prod. Dynamind Disco

Muszę Wam zdradzić, że wiele osób myśli, że od "Zbyszka", czy "Moc, energii..." odciąłem już nie wiadomo jak wielkie kupony. Owszem pograłem na tej historii trochę imprez, koncertów, czasami nawet zajebiście płatnych, ale bardzo dużo też straciłem. Normą są telefony w sprawie korporacyjnych eventów, czy okazjonalnych typu wesele imprez do zagrania, które urywają się po sprawdzeniu moich nie djskich dokonań na YT. Normą są także uwagi ludzi z branży, że wszystko fajnie, zajebiście ale nie mogą o mnie nic za bardzo napisać, powiedzieć, tudzież zaprosić, bo twórczość jaka jest każdy widzi i słyszy.
I kiedyś wracając gdzieś przez całą Polskę wymyśliłem sobie kawałek, taką reklamówkę swojej, grzecznej działalności. Może się starzeje, ale jakoś tak samo się napisało bez przekleństw, bez "spermy we włosach" i innych takich ciekawych zwrotów. Tekst był i pewnie leżał by sobie odłogiem, gdyby nie bit od Dynamind Disco, z którym w sumie przypadkowo się zgadałem i tak o to stworzył on takiego sztosika. Wiem, wiem... Mój wokal. Tego nie przeskoczę, ale jak pierwszy raz usłyszałem ten podkład to miałem taką wizję poprawnego politycznie utworu, który może i kiedyś w jakiejś rozgłośni na antenie zagości? Owszem próżne i naiwne to oczekiwania, ale chciałbym, aby ten kawałek stał się spokojnym szlagierem, dzięki któremu przełamie kolejne opinie, że jestem w stanie stworzyć hit tylko w oparciu o wulgarny tekst. A jak nie przyjmie się to przy najmniej będę miał jakąś muzyczną wizytówkę, po której rodzice na zebraniu klasowym w sprawie studniówki może jednak zdecydują się na moje usługi...


czwartek, 6 lutego 2014

DJ Trakmajster "Gzyms" - okładka / tracklista

 Oficjalnie stanowisko w sprawie marcowych wydarzeń:

House, breakbeat, trap, dancehall i wiele więcej – przy debiutanckiej płycie DJ-a Trakmajstra zakręci wam się w głowach. Album, na którym znajdziecie oczywiście przebój "Gdzie jest Zbyszek?" Już 8 marca w sklepach.
Jeśli chcielibyśmy w kilku słowach scharakteryzować okładkę debiutanckiej płyty DJ-a Trakmajstra "Gzyms", to poza podkreśleniem walorów estetycznych, należałoby nadać jej dodatkowy podtytuł: "Cisza przed burzą". Bo kiedy album już sie ukaże, przed tym "dzieckiem krakowskiego smogu" nie będzie już ucieczki. 15 przygotowanych na płytę numerów, w których Trakmajster bezcześci m.in. house, breakbeat, trap i dancehall, rozprzestrzeni się po Polsce w błyskawicznym tempie. Już same tytuły mogą zadziałać rozbrajająco: "Osiemnastka (Ewy z Sochaczewa w 2005)", "Podejdź, zrób to!", "Klękaj" oraz najważniejszy "Gdzie jest Zbyszek?", ale to i tak nic, w porównaniu z zawartością muzyczną i tekstową całego albumu.
Pięć utworów z "Gzymsu" było już co prawda publikowanych w sieci, ale uwaga – na płycie będą innych w wersjach. Pozostałe tracki to zupełnie świeże i nieznane dotąd kompozycje. "

Tytuły wszystkich poniżej:
1. Alleluja prod. Trakmajster
2. Trakmajster DJ prod. Dynamid Disco
3. Gdzie jest Zbyszek? prod. Raziek / Mentalcut
4. Ssij Liż prod. Wet Fingers
5. Moc Energia prod. Slayback
6. Osiemnastka (Ewy z Sochaczewa w 2005) prod. Eargasm God
7. Kto nie podaje ten przyjmuje prod. Eargasm God
8. Klękaj prod. Trakmajster
9. Podejdź, zrób to! prod. Trakmajster
10. Suka prod. Sokos
11. Chcę prod. Trakmajster
12. Byłeś jak prod. Sokos
13. Byłem jak prod. Eargasm God
14. Blau prod. Sokos
15. MDMA prod. Eargasm God

wtorek, 4 lutego 2014

Młode Party Koty

   Sprawa wygląda tak, że wszędzie słychać narzekania, że nie ma grania, że inni stosują dumpingowe stawki, że djowanie w tych czasach to raczej zabawa, a nie hobby, które profesjonalnie traktowane może stać się fajną pracą. Co więcej sam raz na jakiś czas także lubię sobie ponarzekać i płynąć równo z nurtem branżowych gorzkich żali. Ale chociażby moje ostatnie emergency bookingi pokazują, że jest robota, nawet jakoś tam płatna tylko trzeba spełnić kilka warunków. I od razu uprzedzam, że nie trzeba w ramach tych jobów czyścić z rzygowin pisuarów, ani w różowych getrach wykonywać aktu artystycznego tańcząc na barze i hypując imprezę.
   Trzeba po prostu być młodym party rockerem. Który jest liderem melanżu w swoim środowisku. Który nie ma dziewczyny ale ma mnóstwo koleżanek, które chciały by nią być. Party rocker musi też sprawnie operować patentami turnatblistycznymi, ale chodzi tu o proste juggle i sprytne cuty. Musi też widowiskowo obsługiwać jakieś pady.
   Uśmiechnięty, przystojny dj wprowadza miłą atmosferę na parkiecie. Muzycznie sprawnie porusza się po złotych latach hiphopowego rnb jeżeli mogę tak to nazwać. I wychodząc z takiej bazy potrafi także serwować wszystkie nowe urban brzmienia. Trapy? Moonbathony? Kwadratowe funky breaks? Ma to wszystko, a w kulminacyjnym momencie podbija temperaturę Rudimentalami.
    I za takich właśnie małolatów kluby chcę płacić, ludzie przychodzić, a fotografowie robić im zdjęcia. Więc dalej będziesz tylko skreczować? Czy może wreszcie weźmiesz się za swoje wytyrane najki, za cratey w których są tylko breaki D-stylsa i sprawisz, że od następnej imprezy będziesz miał żwawe grono twerkujących małolatek pod djką?

niedziela, 2 lutego 2014

Full Flava TV Sezon 1: DJ TRAKMAJSTER

W grudniu 2013 zaraz pod Mistrzostwach IDA dopadła mnie ekipa Full Flava i tak oto powstał ten wywiad. O tym jak było, jak jest i być może jak będzie jest tu:

czwartek, 2 stycznia 2014

Rapowy marketing - K R Ę G I

   Nie jestem specjalistą w PR, tym bardziej w psychologii tłumu, a już o jakiś socjologicznych rozkminach nawet nie wspominam. Co więcej, jest to wielce prawdopodobne, że już ktoś wcześniej na to wpadł. Na pewno ktoś w google to wymyślił pięć lat temu, ale nikt nie odbierze mi tej radości z tego, że ja to właśnie teraz wymyśliłem. Kręgi. Grupy. Powiązania.
Jeżeli cokolwiek robisz w np. showbiznesie djskim czy rapowym, co ma mieć w przyszłości przełożenie na wynik finansowy, który jest powiązany z popularnością twojej pracy to musisz zdać sobie sprawę z tego, że musisz zrobić krok dalej. Ten krok dalej to wyjście poza twój krąg znajomości zarówno w realnym świecie jak i w tym wirtualnym. Pozwól, siostro i ty czarny bracie, że posłużę się przykładem.
   Jesteś młodym, nawet rokującym raperem, ale nie jakimś debeściakiem który wydaje swój debiutancki album. Robisz klip, masz dystrybucje w Fonografice, nawet mp3 w sieci można kupić. Twój fan page lubi z 4000 osób, a zdarza ci się nawet fajny koncercik w mieście obok zagrać. Wszystko to chuj. I jeżeli trzymać będziesz się tej swojej truskulowej drogi kariery, to znaczy w klipie nie będzie dup. Nie zdissujesz Tedego. Nie odwołasz koncertu z powodu przedawkowania mefedronu. Nie zaprosisz VNMa na featuring czy coś w tym stylu to nic z tego nie będzie. Dlaczego? Dlatego, że…
    Wydajesz płytę, którą głównie kupują ludzie którzy są na twoim fan pageu i przychodzą na twoje koncerty. To oni także lajkują twoje klipy w sieci i dają im szczerze łapki w góre. Wywiady jakie masz to są dla lokalnych kanałów youtubowych, które oglądają ci sami co wcześniej dali lajka na fan pageu i ci sami co już kupili płytę w preorderze i nawet już mają bilet na twój premierowy koncert. Obracasz się po prostu w jednym zamkniętym kręgu. Co z tego, że do np. 1000 znajomych na prywatnym profilu wysyłasz info, że wydajesz płytę. Nic to za wiele nie da. Bo jak oni umieszczą ten news to przeczytają go ich znajomi, którzy są w tym samym kręgu co ty i oni już tą płytę mają zamówioną.
    Chodzi o to, że jesteś z Przemyśla i w swoim gronie znajomych masz 1000 osób w przedziale wiekowym 16-30, z których większość lajkuje te same strony i piszę o tym samym. A jak chcesz wyjść z tego grona to ktoś w Słubicach, który ma 500 znajomych musi zbudować twoją pozycję w social mediach tak, aby jego kilkunastu znajomych codziennie udostępniało twoje tracki. Rozumiesz? Chodzi o to, że fajnie że grasz zajebiste koncerty u siebie w mieście, ale przychodzą na nie tylko twoi znajomi/fani. A cel jest taki, że musisz pojechać 200 kilometrów dalej i swoim przekazem, flow i show zmusić kilkuset mieszkańców miasta z innego województwa, aby na drugi dzień wspomnieli o tobie w komentarzach i aby twoje wirtualne ja zaistniało w ich kręgu geograficznym. Tylko wtedy, gdy wyjdziesz, z swojego realnego i internetowego środowiska twoja praca zostanie dostrzeżona i nie kłam, że ci na tym nie zależy. Bo gdyby ci nie zależało to nie byś wydawał legalnego albumu tylko zrobił nielegalny mixtejp rozdawany z ręki do ręki w lokalnym skateshopie.
    I to co piszę nie ma za wiele wspólnego z tak chętnie wypominaniem sprzedawaniem się. To po prostu praca, którą ktoś musi wykonać w twojej wytwórni, a jeżeli jest to mały label, który głównie opiera się na tym, że zbiera hajs na teledyski od producentów ubrań to musisz to zrobić ty. To bardzo ciężka i mozolna robota, ale skoro już jesteś "gwiazdą", bo wydałeś legalny album, w który ty i twoi producenci włożyliście mnóstwo pracy, bo chcesz grać koncerty, bo masz swój kanał na YT i swój fan page na FB. To chyba lepiej trochę się pomęczyć i sprawić, aby ktoś docenił wasz wysiłek ? Więc musisz walczyć o jak największy zasięg terytorialny - tu pamiętaj, że lepiej pojechać gdzieś daleko i grać za jałmużnę niż za miliony u siebie, bo skoro wierzysz w siebie i jesteś dobry to za rok tam wrócisz i zgarniesz pełną stawkę, a u siebie grać możesz zawsze. Dalej musisz walczyć o różnorodność odbiorcy - ten który zgarnia tych co noszą się w RPK ma tylko część tortu, ten który także sięga po tych co ubierają El Polako zbiera nawet pączki z lady obok, a ten co potrafi nawet przyciągnąć tych co w Carharcie, Tapoucie, czy H&M :) to już przejmuje całą cukiernie. A wiesz dlaczego to co piszę to prawda i to sprawdza się w praktyce? Bo mamy 2014 rok, a nie 2001, gdzie każdy, kto w miarę składał rymy mógł odnieść sukces.

środa, 1 stycznia 2014

Eventowy błąd w komunikacji

   Zastanawia mnie jak to jest, że tacy ludzie mają te posady, że tacy ludzie funkcjonują i pną się po szczeblach kariery. Na swoim przykładzie mogę przytoczyć co najmniej kilka historii, w których nie kompetencja managerów średniego szczebla, wysokiego, chuj wie jakiego? I innych wielce szanownych absolwentów renomowanych uczelni, którzy tworzą elitę eventową w tym kraju prawie kładła na łopatki imprezy z milionowymi budżetami. Ale nie zrobią tego, bo te korporacje wytoczą proces, bo chciałbym mimo wszystko jeszcze raz dla nich zagrać. Ale może ktoś tego z tego szalonego świata wizjonerów eventowych przeczyta tych kilka gorzkich słów prawdy i weźmie je sobie do serca
    Zacznę od definicji zlecenia. Które tak bardzo różni się od tego co oni od nas chcą. A chcą np. zrobić szaloną disco noc. Padają słowa funk, boogie. Mówią o wyjątkowości, o gorącej atmosferze, przedtawiają wizję pimpów z afro podjeżdżających cadillacami pod wejście, z których wysiadają dirty bitches. Nie, nie, nie. Skończy się to na Michaelu Jacksonie i nic poza tym. Wydelegowany przez organizatora młody stażysta z agencji, który odpowiada za pracę djów dostanie o 23 komunikat od pracownika korporacji, który tyra po 14 godzin w dziale marketingu i komunikacji, że jego przełożony Pan Prezes chcę usłyszeć taki nowy numer Lady Pank o Bałkanach. Tłumaczenia, że nie masz, nie grasz, masz wyjebane zostaną odebrane jako zakłócenie ładu korporacyjnego, co na pewno zostanie podniesione na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. A podczas imprezy rozpoczną się podchody, prośby, telefony z góry. Kto tak nie miał?
    To chodzi o to, że tak bardzo im trudno przyznać się, że cały ten świat ludzi którzy wyjeżdżają z garaży podziemnych, aby wjechać do innych garaży podziemnych i nigdy nie stąpać po chodnikach chcę tylko się nakurwić i uwolnić najprostsze instynkty. I mają do tego najświętsze prawo. Tylko po co robić całą otoczkę jacy my to nie jesteśmy cywilizowani?
Przed gigiem będą wydzwaniać, wymieniać z Tobą e-maile, w których punkt po punkcie znajdować się będą założenia dot. muzyki, harmonogramy, uwagi, że gdy tylko nasz gość specjalny pan jakiś tam Japończyk wyjdzie na mównicę to trzeba szybko przełączyć prezentację z komputera, który przygotowuje dział młodych zjebów ze szklanych budynków. Nikt nie jest w stanie Ci opowiedzieć na pytanie, czy z tego komputera ma też lecieć dźwięk, a jeżeli tak to czy to jest standardowe wyjście tzw. mały jack i czy komputer z prezentacją będzie blisko djki, aby to podpiąć. Nie da się opowiedzieć na takie pytania. Ogólnie to jak to ujmie pani z pr która zleciła Ci tą fuchę jest jakiś błąd w komunikacji na poziomie realizacji. I pada pytanie podstawowe, czy już na tym etapie musisz stwarzać problemy? Czy po prostu skoro oni tyle płacą to nie można tego zrobić tak, aby było dobrze?
     Wałkujecie tydzień ten najprostszy problem z podłączenie laptopa pod mikser nikt nie wspomni o najważniejszym problemie. Ani wzmianki. Nic. Więc ubierasz normalną koszulę za 59,99 z C&A, proste jeansy i jedziesz do roboty. Skandal! Jak Ty jesteś ubrany? Dlaczego nie masz tradycyjnego stroju japońskiego origami z wzorami sushi? Gonitwy, narady, zwrotny przepływ informacji, wykorzystanie elementów ze szkolenia w zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi. Djka zostanie zastawiona parawanem ze wzorem trzech jabłoni u podnóża góry Fuji.
    Przechodzimy do kwestii estetyczno-artystycznych. Jak bardzo designer może utrudnić życie djowi? Czy designer może na rozstawienie sprzętu (o którego wymiarach pisałeś w e-mailu do pani Katarzyny, która jest starszym specjalistom ds. kluczowych realizacji w agencji reklamowej) przewidzieć 1/3 tego co potrzebujesz? Czy designer może ustawić djke na poziomie 60 cm nad ziemią tak abyś przez następny tydzień hodował garba? Czy light enginerzy są w stanie umieścić światła, pary, stroboskopy, lasery, ruchome głowy i jeszcze wytwornice do dymu metr od konsolety i wycelować to wszystko w dja? Przecież to fajnie naświetli nam temat. Czy odsłuchu można nie montować bo zaburzy linie i układ dekoracji?
    I wreszcie najciekawsze. Jak to dzieje, a to się zdarza w miarę często, że funkcja emergency dja jest tak bardzo potrzebna. Rozumiem wypadki losowe, złamania, choroby, strajk na PKP. Ale w skali kraju notorycznie zdarza się, że z różnych powodów leżących po stronie organizatora zapomina się bookować djów i na dzień przed wydarzeniem rozpoczynają się gorączkowe poszukiwania, które mniej więcej wyglądają tak, że jest telefon z prośbą o zagrania następnego dnia. Gdzie nikt nie potrafi jasno opowiedzieć na pytania dot. sposobu i terminu płatności. Nikt nawet wzoru umowy nie ma. I ściągają biednych djów z wakacji z urlopów z rodziną, ale jako że zleceniodawca to poważna firma, która zawsze zabezpiecza się na każdym froncie. To na dzień przed imprezą bookują djów podwójnie, po to aby w dniu imprezy z jednego zrezygnować dyplomatycznym: "będziemy w kontakcie".
     Tak więc pozdrawiam tu wszystkich z tego miejsca w 2014 roku i będziemy w kontakcie.