wtorek, 30 stycznia 2018

Kto? Co? I Jak - Red Bull 3Style cz.3

Czas na trzecią serię przeglądu uczestników światowych finałów Red Bull 3Style. Na początek zacznę od takiego, trochę smutnego wniosku, że niezależnie od kraju, wszyscy jednak robimy i gramy to samo. Szukam lokalnych smaczków i niestety jest ich jak na lekarstwo. Więc zamiast szukać ciekawostek na drugim końcu globu to zacznę od naszego południowego sąsiada, reprezentującego Czechy - Roxtara.

- Trzeba przyznać, że kontuzji to on się nie nabawi skoro jedną trzecią swojego setu, czyli 5 minut przeznacza na rozgrzewkę w formie intro. To też w dużym skrócie doskonale oddaje jego trochę szalony styl. Bo Roxtar to showman, który gestykulacją, mimiką i wreszcie interakcją z publicznością tworzy przedstawienie jednego aktora. Zwróćmy więc uwagę na rekwizyty. Pierwszy który się rzuca w oczy to cd player Denona. Być może to jakiś deal, być może tak lubi, ale mnie drażnią te poślizgi przy wypuszczaniu płyty i niestety słychać to w secie. Druga charakterystyczna jednostka sprzętowa to Maschina, w której pady uderza niezwykle dynamicznie i jest to jego mocna strona. I na tych padach dogrywa się do lecących utworów, czasami także do nich coś doskreczowując. Na pewno publiczności spodobają się jego na żywo grane remixy gitarowych szlagierów.



Dobra, uciekajmy z zimnej Europy. Najlepiej na południe. Lądujemy więc w Republice Południowej Afryki, gdzie wita nas Ryan The DJ

- Słychać, że wywodzi się z hiphopowej szkoły djingu, więc duża część jego setu oparta jest o tzw. czarne bangery. Między tymi hitami przechodzi w swoim koronnym stylu wykorzystując kilka dźwięków z kończącego się utworu, którymi za pomocą grania na padach otwiera melodię nowego kawałka. Co kilka piosenek zdarza się mu popełnić lekkie juggle i zaznaczyć coś prostymi skreczami. Raczej nie jest typem turntablisty, po prostu dobrze się bawi puszczając znane numery i tu wypomnę to o czym pisałem we wstępie. Ryan The DJ, gdyby nie puszczone bodajże dwa utwory i jeden dialog mógłby być djem z Panamy, Austrii, czy Chin. Z ubolewaniem muszę przyznać, że w ogóle nie sięgnął po cały repertuar bitów i dźwięków jakie oferuje czarny ląd.


Szukajmy więc szalonych dźwięków w innym i dla nas egzotycznym kraju, a niech to będzie Tajwan i lokalny mistrz w postaci  Afro.H.A.

- Chłopak chyba całe dzieciństwo spędził oglądając Yo! MTV Raps i z jego prezentacji można wywnioskować, że najlepiej by się czuł jako dj rozgrzewający publikę przed koncertami rapowymi. Puszcza więc hity, z reguły na długość refrenu podczas którego sobie tańczy i robi sobie spokojne przejściach na padach, spokojnych skreczach lub imprezowym miksie. Ten styl podniesionych rąk w pierwszych rzędach i bujania się do 95 bpm jest fajny, ale Afro.H.A. jest zbyt w nim zamknięty. Wychodzi dosłownie dwa lub trzy razy poza niego, w tym raz wjeżdżając edmowym młotem pneumatycznym, który ma całkiem innego tempo i po prostu puszcza go zaznaczając skreczem cut na „Make some noise”. Trochę wg. mnie za mało ambitnie jak na tą rangę imprezy. Na plus należy odnotować beat jugglingową rutynę, którą wykonuję pod koniec setu. 


Czy znajdziemy więc tutaj oryginalną muzykę na które tworzone są zapierające dech w piersiach imprezowe rutyny? Lećmy do Chile i zobaczmy co pokaże Diego Zapata:

- Reprezentant Chile nie wstydzi się latynoskich rytmów ze swojego kraju, więc co jakiś czas pobrzmiewają moombathonowe podziały, czy nawet lokalna odmiana Scoobydoyah. Lecz w większości pierwsza część setu osadzona jest w hiphopowych klasykach, których zmiany następują za pomocą prostego wgrywania padami nowych melodii. Druga część setu to energetyczne przyśpieszenie rytmu i podobnie jak wcześniej zmiany utworów na cue pointach, lekkie cuty i nieustający mix, który wg. mnie w pełni spełnia kryteria tej imprezy. Do tego Diego wplata różne i sądząc po reakcji publiki śmieszne motywy, zmienia tempa np. dublując je i co najlepiej widać pod koniec bardzo dobrze się bawi jako dj. Wyróżnia się na pewno oryginalną selekcją i myślę, że podczas finałów może nas zaskoczyć freakowymi dźwiękami. 




czwartek, 25 stycznia 2018

Kto? Co? I Jak - Red Bull 3Style cz.2

Finał Red Bull 3Style będzie wyglądał tak, że przez cztery dni w różnych klubowych lokalizacjach odbywać się będą przeloty eliminacyjne, na których prezentować się będzie kilkuosobowa gromadka djów. Mam nadzieję, że to będzie creme de la creme światowego turntablistycznego party rockingu. A drugi przegląd startujących zacznę od wysokiego C, czyli reprezentujący Belgię weteran bitew i turniejów DJ Cross'a:

- No, proszę Państwa to jest to o co nam w tym wszystkim chodzi. Dokładna technika, przemyślane kombinacje trików za pomocą których miksuje kolejne utwory i do tego częste zabawy wokalami w formie różnych łączeń, które wymagają od publiczności trochę więcej skupienia. Mi do gustu bardziej przypadła jego rutyna z 2016 roku, gdzie odważnie sięgał po różne gatunki muzyki od raggowych twerków po drum’n’bass. Bo Cross nie boi się elektroniki, nie boi się wiertarek i ciężkich bassów. W jego setach jest trochę takiego brudnego buntu i bezkompromisowości. Nie jest dla niego problemem rozpocząć występ od Spice Girls, aby kilka minut później zagrać jakiś mało znany dubstepowy bit. A to wszystko przeplatać równymi jugglami i oryginalnymi pomysłami na przejścia.


Hmm, w naszym środowisku od zawsze toczy się dyskusja, jak oceniać djów. W jakich proporcach doceniać kunszt, selekcję, pracę z publicznością, czy nawet prezencję. No to zostańmy chwilę przy prezencji. 

- Bo DJ Rina z Japonii na pewno prezentuję się atrakcyjnie, utwory łączy wspólnymi mianownikami czy to tematycznymi, czy to o podobnym brzmieniu, co ludziom się podoba i przypada do gustu jeszcze bardziej, gdy wycina refreny. Tak więc po prezencji plus dla niej za interakcję. Selekcja oparta na znanych numerach na pewno się sprawdzi i nawet, gdy jakiś utwór poleci sobie dłużej niż to bywa u innych to wręcz może to być fajna chwila oddechu od zaawansowanych, drążących układ nerwowy sztuczek. A kunszt? No cóż. Muzyka leci, ludzie się bawią i te trochę niepewne skrecze nie powinny nam tu przesłaniać reszty. Takie zawodniczki też są tu potrzebne. 


Przeskoczmy teraz do kolejnego dla nas egzotycznego kraju, a więc na Barbados skąd pochodzi m.in. zwycięzca Red Bull 3Style z 2016 roku - DJ Puffy i zobaczmy jak radzi sobie jego rodak Jus-Jay.

- To co mi się podoba to wykorzystywanie muzycznych motywów ze swojego regionu, są więc dancehalle, jest socca i ogólnie pojęta karaibska muzyka mieszana na przemian ze współczesnymi hitami mainstreamowego hiphopu czy gitarowymi szlagierami minionych dekad. Niestety na niekorzyść Jus-Jaya wpływa działalność wspomnianego wyżej DJ Puffego, który pokazał nam jak powinien wyglądać karaibski party rocking, tak więc oglądając Jus-Jay automatycznie wychodzą wszystkie niedociągnięcia, słabsze skrecze prawą ręką czy zbyt mało pracy na padach. Ale na pewno jego set będzie powiewem świeżych dźwięków i dla kogoś kto pamięta złote czasy prostych, ale kultowych riddmów to będzie święto. 



Wróćmy na chwilę do Europy i skupmy się trochę bardziej na technice i tańcu za djką, w celu przyjrzyjmy się pracy jaką wykonuję reprezentant Włoch - Damianito

- To od razu rzuca się w oczy, że chłopak żyje tym co robi, nie dość, że buja się (tańczy?) w rytm puszczanej muzyki to gestykuluje i jednocześnie rapuje teksty razem z wykonawcami. Na takiej imprezie jak Red Bull 3Style, gdy wszystkie oczy zwrócone są na dja, a on ma tylko 15 minut na swój show, musi robić taki show i on tu spisuje się idealnie (chociaż może czasami za bardzo przeżywa zamiast coś zrobić na deckach). Do tego cały czas coś kombinuję na mikserze, zmienia efekty, zmienia cue pointy, trochę w tym za mało skreczowania i prawie brak beat jugglingu, ale tym klikaniem potrafi ładnie wejść w drop i w tej formule to się sprawdza. Dobra oglądnąłem do końca jego wideo i za dużo tego jego śpiewania. Szkoda też, że tak mało serwuje zmian tempa z graniem melodii na padach, bo mimo, że patenty ma proste to jednak zgrywa się to fajnie i aż prosi się aby było częściej. 



poniedziałek, 22 stycznia 2018

Kto? Co? I Jak - Red Bull 3Style cz.1

W związku ze zbliżającymi się światowymi finałami Red Bull 3style postanowiłem się przyjrzeć temu co reprezentują zawodnicy z poszczególnych krajów, na co być gotowym, czego unikać i jak się się odnaleźć przez te kilka dni gramofonoych poczynań w Krakowie? Będzie ich trochę więc na pierwszy rzut idą reprezentanci poszczególnych regionów. 
A więc Tajlandia i Whatdatfrog:
- Set płynie sobie do przodu bez większych wpadek, ale też nie ma zapierających dech w piersiach uniesień turntablistycznych. Mamy tu proste patterny na padach, miksowanie w stylu AV8 (pamięta ktoś te płyty?) i dosyć mało skreczy. Jest troszeczkę zabawy z łączeniem motywów słownych i muzycznych, ale bez wplatania w to gry na padach. Kolega raczej „gra” w sposób luźny często dopychając dogrywany utwór tak aby się zgrał. Muzycznie Whatdatfrog wędruje przez wszystkie nutki i style i raczej skupia się na funkowym podejściu do zawodów niż nowatorskich technikach i precyzcji.


Z Tajlandii przenieśmy się do Kanady i zobaczmy co wyprawia DJ Cam B:
- Po pierwszej części widać, że skreczuje bardzo płynnie i pewnie czuje się w cutach. Obawiałem się, że zamknie ramy swojego setu w klimatach hiphop/rnb i chociaż płynnie przemieszcza się po gatunkach i tempach, no to obawy się potwierdziły, niestety za mało sięga po inne rodzaje muzyki. Z ciekawszych momentów można wyróżnić przejścia między utworami które robi m.in. za pomocą gry wspólnymi motywami na padach, jugglami jak na „So Ghetto” pięknie wchodząc w „Blister in the sun”, lub transformerami na tone z wokalem ODB. W przypadku beat jugglingu wszystkie triki wykonuje w rytmie, a jeśli pojawi się tylko ułamek wolnego wokalu na którym można poskreczować, to na pewno to wykorzysta na szybkie cuty. 


Po dalekich wyprawach czas na Europę i reprezentanta Niemiec DJa Remake:

- To jest proszę Państwa wideo, które każdy dj mający ambicję startować w tych zawodach powinien oglądnąć. To jest podręcznik trików i technik. W dodatku wszystko jest opisane i podczas oglądania rutyny na bieżąco tłumaczone. Więc są tu wszystkie elementy skreczy, miksów, przejść, grania na padach, a nawet rekwizyty i wokalna interakcja z publicznością. Wszystko to ze sobą miesza się płynnie i bez żadnych zacięć. Muzyczny background to hiphop/rnb i trochę brakuję wyjść poza te stylistyki. Ale brakuje też jakieś spontaniczności, brakuje djskiego funku, brakuje oryginalności? Ten set mimo, że perfekcyjny i dokładnie zagrany to jednak jest jakiś taki nijaki i mam wrażenie, że to wszystko już kiedyś widziałem.