Posty

Czas Czas Czas

Czas Czas Czas to Hajs Hajs Hajs. Czy to moja ułomność, czy normalna sprawa u djów, że 3/4 czasu poświęconego na odrabianie tzw. pracy domowej poświęca się na przemysłowe przesłuchanie nowych kawałków. Nie wiem jak Wy, ale ja mimo swojej zajebistości w pełnej okazałości nie mam pamięci do tytułów i wykonawców. Mylę traki. Mylę wersje. Cały czas próbuje to segregować, ale za każdym podejściem zapominam klucza jakim segreguje muzykę i zaczynam to praktycznie od nowa. Z chęcią skorzystałbym z jakiejś aplikacji która przesiewała by listy przebojów, listy sprzedaży i dostarczała mi esencje klubowych bangerów. To słuchanie jest bardziej męczące niż zapodawanie bitów na freestylalowych spontanach które materializują się tuż po koncercie jakieś ekipy rapowej, takiej z zasadami. Wtedy wręcz nie wypada dobrym ziomkom nie zapodać bitu, bo tu prośba od charakternych chłopaków o coś west coastowego. Mam taki katalog, że wrzucam tam wszystko co ściągne, rzadziej kupie, prawie nigdy zgram z winyla. I...

Musisz mieć Plan B!

Tak to już jest, że najczęściej do napisania czegoś na bloga skłaniają mnie pijackie rozmowy z kolegami po fachu. Najnowszy wniosek z tych bełkoczących dyskusji to obowiązek wyrobienia sobie przez dja nawyku nie przyzwyczjania się do pieniędzy. I nie chodzi tu o łatwość w ich wydawaniu na winyle, na mp3, czy na trunki po skończonym secie. Ale chodzi o to, że nasza branża to szoł biznes i dzisiaj jesteś krezusem, a jutro możesz być bankrutem. Jeżeli nie jesteś super gwiazdą, tylko rzemieślnikiem starającym się jak najlepiej wykonać swoją prace to zawsze musisz mieć opcje numer dwa w kwestii zarobków. Bo wystarczy kilka tygodni bez bookingów, a to się zdarza, że klub sie spalił, że organizator się wychuśtał i zaczyna się równia pochyła. Wygląda to tak, że pół dnia czekasz na telefon, że ktoś, że gdzieś, że Ty, że jedziesz, a drugie pół sam dzwonisz, po kolegach, po kolegach kolegów, po klubach, po agencjach. A każdy kolejny taki dzień to coraz mniejsza gaża i wreszcie dochodzisz to statu...

Najlepszy Party Rocker?

Obraz
No to się, zaczęło. Zawrzało na wszystkich frontach. Pierwszy nosi nazwę "dlaczego nie ja?" Nie mam pojęcia, nie ja wybierałem i cieszę się gdyż w Polsce jest kilkunastu solidnych party rockerów, z których każdy jeżeli nie skillami, to repertuarem lub swoimi mashupami eliminuje innych i wybór tej 8 to na prawdę ciężka sprawa. Drugi front należy do rozkminiaczy i dotyczy ścisłej ósemki wybranych. Z kilku rozmów wiem, że tak samo jak ja tak i moi oponenci analizują co zagrają przeciwnicy. Czy spodziewać się po djach tego co grają na swoich imprezach? Czy raczej oni, wiedząc, że zostaną rozpoznani w ten sposób wyjdą poza swoje standardy i np. Falcon będzie miksował Shakirę, a Plash (Przeplach…) zaprezentuje najnowsze bangery uk funky? Na te pytania dostaniemy odpowiedzi piętnastego czerwca na przełomowej imprezie na naszym rynku. Rzadko się zdarza, aby tak ścisła czołówka zaryzykowała tak bardzo swoją reputację. Trzeba pamiętać, że to nie są zawody turntablistyczne, a każdy z...

Marihuana

Temat oklepany jak sprawa re questów, ale wiem, że naród oczekuje na moje zdanie w tej sprawie, tak więc głos zabieram. Marihuana. Każda ze stron sporu o legalizacje, co z resztą jest zrozumiałe przedstawia tylko sobie słuszne argumenty. Każda ze stron sporu ma dużo racji i tyle samo fałszywego przeświadczenia, o tym że ma racje. Po pierwsze trawa to narkotyk, jej palenie ma negatywny wpływ na organizm, do tego uzależnia. I jeżeli nawet są badania, które mówią, że tak nie jest to ja się z nimi nie zgadzam, gdyż od 12-13 lat obserwuje osoby, które palą i widać na nich negatywne zmiany. Argumenty, że wódka też szkodzi, że papierosy też szkodzą, a są dozwolone, nie są argumentami. To też w pewnym sensie narkotyki tylko przez fakt mocnego zakorzenienia w społeczeństwie jest na nie przyzwolenie. I w tym miejscu trzeba napisać, że w Polsce została przekroczona już pewna granica popularności marihuany. Jesteśmy już po tej drugiej stronie, gdzie trawa nie jest egzotycznym wymysłem kilku rastus...

Historyjka: Pała na djce

Wszyscy myślą, że dj to ma zajebiście. Że kręcą się wokół niego napalone klubowe suczydła, których mocne i soczyste wargi tylko czekają, aby złapać jego kutasa. Jednak nikt nie wysili się na tyle, aby dostrzec, że dzięki temu dj jest bardzo obciążony psychicznie. Że dosłownie jest między młotem, a kowadłem. Z jednej strony jest presja bycia najlepszym podawaczem w powiecie, z drugiej odpowiedzialność za sprzęt, za impręze, za tak na prawdę dochód kilku dziesięciu osób. Żeby to lepiej zobrazować pozwolę sobie przytoczyć historię mojego znajomego. Kolega DJ rozszerzył właśnie swoje muzyczne horyzonty i idąc z nurtem zaprzestał podróży z casemai winyli, aby grać rapy, na rzecz podróży z laptopem, aby grać house'y, electrohousy i inne uk funky, których i tak nie rozróżniam, a nazwy mylę. Więc z ciemnej piwnicy przepełnionej dymem tlących się bluntów przeniósł się do świecących kilku poziomowych klubów, w których barman, manager i szatniarz to były trzy różne osoby. Dziewczyny nie miał,...

Krk Party Info

To będzie subiektywny raport z imprezowego życia miasta. Nie sprawiedliwy ze względu na godziny odwiedzanych klubów, na moje preferencje muzyczne, ale byłem, widziałem i trzeba to podsumować. Jest środa i zaczynamy od klubu Pixel. Jest dosyć wcześnie bo 22. W klubie niestety prawie nikogo nie ma i nie zapowiada się, aby tej nocy płonął parkiet. Następnie Rozrywki 3, tu trochę więcej ludzi. Kilka stolików zajętych, przy barze coś się dzieje. Pora jest jeszcze wczesna więc nie wiem czy to był kapitał na Imprezę. Kolejny klub po drodze to Ministerstwo. Duży danceflor zamknięty. Na czerwonej sali szlagierami rnb Danny Boy próbuje zachęcić do pozostania w klubie zagraniczną wycieczkę. Z Ministerstwa po drodze do Coco zachaczam o Divę. Nikogo. Bez historii. W Coco odbywa się natomiast słynna środa. Jednak fakt, że zostałem wpuszczony jest sygnałem, że frekwencyjnego rekordu nie będzie. Zdecydowanie najliczniejsza impreza w mieście. Pistolet bardzo płynnie i sprawnie miksuje hity "black ...

reklama dzwignią bookingów

Po ostatnim artykule wdałem się w kilka dyskusji na temat marketingu dja. Czy dj powinien się reklamować? Czy postawić na swoje skille i czekać na telefon. Ogólnie to opiszę sprawę na podstawie swojego departamentu reklamy i PR i rynek bookingów podziele na trzy działy. Pierwszy to etap kiedy Ty dzwonisz. Masz przygotowaną ofertę np. w pdf, masz porobione promo mixy i wysyłasz te emaile, piszesz na facebooku i szukasz jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Czy też tak robicie, że wymyślacie sobie miasto np. Kalisz i googlujecie kluby w tym mieście? Wyskakuje kilka rekordów, z których każdy okazuje się ciężkim dance hangarem, gdzie jazda pokonała vixe, ale coż sprobować warto więc klecisz kolejnego maila z ofertą na najlepszego dja w powiecie. Po kilku takich miesiącach kiedy już zakotwiczysz rotacyjnie w kilku miejscach, przejdziesz do etapu wożenia się na plecach znajomych. To bardzo fajny układ z korzyściami dla obu stron. Coś o nim mogą powiedzieć party rockerzy z Krakowa i Trójmiasta. ...