Kiedyś to było... Djing a demografia

         


    Przy okazji każdego spotkania branżowego, to znaczy spotkania z osobami zaangażowanymi w życie klubowo-rozrywkowe słyszę zdania, że „kiedyś to było...”. Dotyczy to ilości klubów, frekwencji na imprezach i profilu imprezowiczów. Narzeka się na na wszystkie te elementy, ale w dyskusji brakuje mi dostrzeżenia jednego, najważniejszego czynnika – demografii.

    Z rozważań tych trzeba wyłączyć duże ośrodki akademickie i turystyczne. Warszawa, Kraków, Poznań czy Łódź nie są reprezentatywne dla całej Polski. Owszem, zmiany w strukturze wiekowej klubowiczów dotkną także te aglomeracje, ale po pierwsze ze sporym opóźnieniem, a po drugie nie tak mocno jak miasta powiatowe. W dodatku trzeba wziąć poprawkę na ostatni rok i emigrację z Ukrainy. Jeśli będzie chwilowa to sytuacja dalej będzie się pogarszała, jeśli migracja dzieci i młodzieży będzie długofalowa, a oni osiedlą się na stałe to jest mały promyczek nadziei na minimalną poprawę. Przechodzimy do danych.

    Proponuję przyjrzeć się trzem datom. Wybrałem lata: 2002, 2011 oraz 2021. Dlaczego te daty? W 2002 dyskoteki były w każdej remizie, domie kultury, na tańcbudy przerabiano hale po PGR'ach a wyż demograficzny z lat osiemdziesiątych wchodził właśnie w świat imprez z VIVA Polska. W 2012 dzieci lat osiemdziesiątych ustępowały miejsca w klubach nowemu pokoleniu tzw. gimbazie. Szalały dopalacze, a kto mógł to wyjeżdżał na zmywak do Londynu. Ostatni wybór padł na koniec grudnia 2021, gdyż jest to ostatni rocznik z którego są dostępne dane.

    W nieskończoność możemy się kłócić kto bierze udział w imprezach. Jakie roczniki, czy więcej jest kobiet, czy mężczyzn, oraz jak te proporcje wyglądają w poszczególnych regionach. Ja przyjąłem za odnośniki zsumowane liczby osób w przedziale wiekowym 15-29 lat.

    A więc wyglądało to tak: Na koniec 2002 według Głównego Urzędu Statystycznego mieliśmy w Polsce 9 371 054 obywateli w tym, wg mnie imprezowym przedziale wiekowym. Imprezownie można było otworzyć wszędzie. Personel pracował za 4 zł za godzinę, a jedyne co stawało na przeszkodzie to haracze i konkurencja.

    Lata mijały, djing stawał się coraz popularniejszy. Gdzieś, pośrodku niczego powstawały klubowe multiplexy, a w dużych miastach prestiżowe kluby. Obecne instagramerki nosiły jeszcze pieluchy. Przez lata spadała jednak liczba potencjalnych klubowiczów i na koniec 2012 wynosiła 8 072 857. Więc ponad milion mniej skacowanych mordeczek w niedziele to spadek o 14%. Ja tego nie zauważyłem. Wchodziły wtedy systemy digital do powszechnego użycia i wręcz dla mnie to był renesans branży.

    Kolejnych kilka lat przynosi coraz mocniejszą pozycję dużych graczy, całą sieć fajnych miejskich klubów, ale też wycięcie życia imprezowego w wielu kilkudziesięciotysięcznych miastach. Pojawia się coraz więcej białych plam. Standardowe miasteczko ma sale weselną na obrzeżach, jakiś kebab bar w centrum, a magazyny, w których kiedyś był klub teraz okupuje Biedra albo Lidl. W 2020 roku rynek klubowy ma teoretycznie 5 936 388 klientów. Tu na chwilę się zatrzymajmy, bo liczby skrywają ważne szczegóły.

    W tych prawie sześciu milionach aż 2 274 032 to przedział wiekowy 24-29 lat. Niecałe dwa miliony (1 883 461) to „gorące” roczniki 19-24, które powinny nakręcać dyskoteki, a nie kółka w E36 pod opuszczonymi halami. Dalej jest już tylko gorzej, bo w wieku 15-19 mamy 1 778 895 obywateli, a to oni powinni przez najbliższe kilka lat nabijać rekordowe paragony w klubach. Nie rozdrabniając się na szczegóły geograficzne (Warszawa, Kraków...) podzielmy tą liczbę przez liczbę województw. Daje to 111 000 osób na województwo. Dużo? To podzielmy ich na liczbę powiatów (314) co daje niecałe 6000 młodych osób na powiat. Wróćmy teraz do 2002. Wtedy osób w przedziale 15-19 było 3 231 176, co dawałoby 10 290 osób na powiat. A więc w skali tej naszej codziennej, dwupasmowej Polski z kapliczką przy drodze mamy spadek przez niecałe 20 lat o 40% potencjalnych klientów klubów.

    Wróćmy teraz do kondycji branży. Oceniam, że dobrze to już było. To co nas czeka to coraz większa walka o coraz mniej klubowych bookingów. Struktura wieku społeczeństwa daje nadzieje na jeszcze kilkuletni rozwój branż eventowej oraz weselnej. A co z clubbingiem? Dalej będzie można na tym zarobić, ale na pewno nie tak łatwo i szybko jak do tej pory. Pewnie ci, który zbudowali swoją pozycję jeszcze odetną trochę kuponów, ale nowi będą mieli bardzo ciężko żeby się wbić jako rzemieślnicy, a nie tylko chwilowe gwiazdy wiralowych filmów. Dj'om radzę nastawiać się na trening kompilowania repertuaru na potańcówki w uzdrowiskach zamiast na klubowy party rocking. Demografii starzejącej się Polski nie oszukamy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Lista utworów do ZAiKS i STOART

Freestyle. Reż. Maciej Bochniak, scen. Maciej Bochniak, Sławomir Shuty

"Betonowy pałac" - Gaja Grzegorzewska